Settlers - tytuł jest mocno jechany na IMDB i innych forach, że niby nic się w nim nie dzieje, że bardziej to dramat niż sci-fi i że w ogóle jak to możliwe że na Marsie mozna oddychać itd. Ogólnie rzecz biorąc stanę w opozycji i napiszę, że film mi się podobał. To taki typowy "slow burner" gdzie akcja jest właściwie znikoma, a wszystkie dialogi są przytłoczone albo niesamowitą prostotą albo toną w długich, statycznych ujęciach, trwających po kilkadziesiąt sekund bez głębszego celu. Sam motyw osiedlenia się w tymczasowej bazie gdzieś na marsjańskich rubieżach mnie kupił. Nie jest to głupie (choć ze zwiastuna wynika, że tak ;)), jest to nawet ciekawie w filmie wyjaśnione. Aktorsko daje zdecydowanie radę. Duży plus w kierunku Johnny Lee Millera (ależ dawno nie widziałem chłopa!), który w krótkiej acz intensywnej roli wypadł świetnie.
Nie przeszkadza mi nawet trywialne zakończenie oraz ostatni akt gdzie wszystko sprowadza się do
6/10
Trigger Point - Barry Pepper w roli ex-agenta, który w wyniku tortur zdradza listę swoich współpracowników. W efekcie wszyscy giną, a Pepper zaszywa się w małej mieścinie i rezygnuje ze służby. Były przełożony wraca jednak do niego z misją odbicia córki, która została ujęta przez złoli. Film to siódma woda po kisielu po Taken, na dodatek zrobione po taniości i bez żadnych zaskoczeń w fabule. W sumie idealne do wieczorku, piwka i dyskusji podczas której możesz co jakiś czas zrkać w ekran i nie stracisz wątku. Pepper wypada ok, ale ogromny minus za brak trigger discipline i namiętne wyposażanie się w tłumik zamiast w większy kaliber (który ma na stanie w domu). Końcówka niby próbuje budować jakieś "uniwersum" wokół głównego bohatera, ale nie wiem czy chciałbym zobaczyć kolejne ksero z 200 innych sensacyjniaków nakręconych za garść dolarów.
4/10
Nie przeszkadza mi nawet trywialne zakończenie oraz ostatni akt gdzie wszystko sprowadza się do
6/10
Trigger Point - Barry Pepper w roli ex-agenta, który w wyniku tortur zdradza listę swoich współpracowników. W efekcie wszyscy giną, a Pepper zaszywa się w małej mieścinie i rezygnuje ze służby. Były przełożony wraca jednak do niego z misją odbicia córki, która została ujęta przez złoli. Film to siódma woda po kisielu po Taken, na dodatek zrobione po taniości i bez żadnych zaskoczeń w fabule. W sumie idealne do wieczorku, piwka i dyskusji podczas której możesz co jakiś czas zrkać w ekran i nie stracisz wątku. Pepper wypada ok, ale ogromny minus za brak trigger discipline i namiętne wyposażanie się w tłumik zamiast w większy kaliber (który ma na stanie w domu). Końcówka niby próbuje budować jakieś "uniwersum" wokół głównego bohatera, ale nie wiem czy chciałbym zobaczyć kolejne ksero z 200 innych sensacyjniaków nakręconych za garść dolarów.
4/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
17-07-2021, 18:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-07-2021, 07:41 przez Snappik.)
Spoiler




