W ciągu swego 30-letniego życia widziałem wszystkie części Rambo… z wyjątkiem jedynki. I przyznam się, że dopiero teraz ją obejrzałem. widziałem Tak panie administracjo i moderacjo, przyznaję się. Proszę o łagodny wymiar kary.
Fabułę oczywiście pobieżnie znałem i to jak różni się na tle reszty serii. Więc nie zdziwiło mnie, że wśród ludzi pada jeden trup - w dodatku niebezpośrednio z winy Rambo. No i giną jeszcze jedynie dwa psy i jeden dzik. Prędzej to dramat niż jakiś akcyjniak. Tu Rambo nie tylko nie zabija (ale okalecza w wyniku pułapek, zresztą w samoobronie), ale też odbiega od ociekającego testosteronem i nabojami macho. To wystraszony człowiek nie mogący otrząsnąć z Wietnamu (o czym na pewno przypominały paskudne blizny, które w późniejszych filmach magicznie zniknęły) przez pół filmu chodzący w worze jutowym jak jakiś średniowieczny banita. Scena jak miota się ze strachu na widok szczurów w wodzie - aż czuć jego wewnętrzny ból.
Choć film ewidentnie sympatyzuje z Rambo, to jego antagoniści nie są przerysowani. Dotyczy to szeryfa, który choć jest ewidentnym dupkiem, który nawet z początku jest życzliwy dla Rambo, to jego motywacja w dopadnięciu jest zrozumiała, bo (błędnie) sądzi, że Rambo zabił mu przyjaciela. Kilka scen sugeruje, że to nie demon wcielony. Jak powstrzymuje łzy po tym jak Rambo "kazał mu odpuścić". Lub usadawia na swym biurku i widać, że to wszystko go przerasta. Czy późniejsza rozmowa z Trautmanem, do którego pyskował. Albo jego podwładni - rudy młodzik jest przychylny Rambo i w sumie jedynym villainem jest Galt będący kawałem skurwiela zasługującego na śmierć.
Jestem w trakcie Vietnam War Kena Burnsa i moim zdaniem film dobrze oddał spustoszenie jakie zrobił w weteranach i przykrywanie niewygodnej pracy. Scena jak media obsmarowują Rambo i fakt oszczędzenia przez niego policjantów zasłania się ich "wyszkoleniem" (szczególnie po tym jak dali się podejść).
9/10
Fabułę oczywiście pobieżnie znałem i to jak różni się na tle reszty serii. Więc nie zdziwiło mnie, że wśród ludzi pada jeden trup - w dodatku niebezpośrednio z winy Rambo. No i giną jeszcze jedynie dwa psy i jeden dzik. Prędzej to dramat niż jakiś akcyjniak. Tu Rambo nie tylko nie zabija (ale okalecza w wyniku pułapek, zresztą w samoobronie), ale też odbiega od ociekającego testosteronem i nabojami macho. To wystraszony człowiek nie mogący otrząsnąć z Wietnamu (o czym na pewno przypominały paskudne blizny, które w późniejszych filmach magicznie zniknęły) przez pół filmu chodzący w worze jutowym jak jakiś średniowieczny banita. Scena jak miota się ze strachu na widok szczurów w wodzie - aż czuć jego wewnętrzny ból.
Choć film ewidentnie sympatyzuje z Rambo, to jego antagoniści nie są przerysowani. Dotyczy to szeryfa, który choć jest ewidentnym dupkiem, który nawet z początku jest życzliwy dla Rambo, to jego motywacja w dopadnięciu jest zrozumiała, bo (błędnie) sądzi, że Rambo zabił mu przyjaciela. Kilka scen sugeruje, że to nie demon wcielony. Jak powstrzymuje łzy po tym jak Rambo "kazał mu odpuścić". Lub usadawia na swym biurku i widać, że to wszystko go przerasta. Czy późniejsza rozmowa z Trautmanem, do którego pyskował. Albo jego podwładni - rudy młodzik jest przychylny Rambo i w sumie jedynym villainem jest Galt będący kawałem skurwiela zasługującego na śmierć.
Jestem w trakcie Vietnam War Kena Burnsa i moim zdaniem film dobrze oddał spustoszenie jakie zrobił w weteranach i przykrywanie niewygodnej pracy. Scena jak media obsmarowują Rambo i fakt oszczędzenia przez niego policjantów zasłania się ich "wyszkoleniem" (szczególnie po tym jak dali się podejść).
9/10
17-07-2021, 23:44





