Gunpowder Milkshake (2021)
Sam, płatna zabójczyni, chce dopaść grupę, którą wydała na nią wyrok śmierci. Kolejny z kobiecych akcyjniaków w którym laski piorą facetów po pyskach i nawet podobała mi się ta feministyczna wersja Johna Wicka połączona z kinem w stylu, no nie wiem, może Roberta Rodrigueza. Więc film jest mocno przestylizowany, kolorowy, z dużą dawką czarnego i przegiętego humoru, też w scenach akcji, w których faceci giną czasami w totalnie absurdalny sposób. A każdy z facetów w tym filmie, w tym wyszkoleni zabójcy, gangsterzy to są totalne nieudaczniki, łajzy, czasami sami się załatwiają, kobiety nic nie muszą robić. Nie ma żadnej pozytywnej postaci wśród facetów. Była towarzyszka Doktora Who, Karren Gillan, całkiem dobrze sobie poradziła w głównej roli, widać że nauczyła się walczyć. A na drugim planie sporo fajnych nazwisk, jak Angela Bassett, Michelle Yeoh, Lena Headey, Paul Giamatti, Carla Gugino, choć większość nie ma co grać. Ocena: 6/10.
The Hitman's Wife's Bodyguard (2021)
Nie pamiętam nic z jedynki, czyli Bodyguarda Zawodowca (zaskoczenie, bo sprawdziłem i dałem 8, nie pamiętam by aż tak mi się podobał), ale Bodyguard i żona zawodowca to słaby film. Większość aktorów albo za bardzo szarżuje, albo jedzie na autopilocie, jak Ryan Reynolds i Samuel, którzy grają to co zawsze. Banderas gra typowego złego Banderasa, a Salma Hayek to wulkan energii, gra kobiecą wersję Jacksona, strzela, facetów bije, wkurzona chodzi non stop, krzyczy, fuckami rzuca, o seksie gada. No i super wygląda.
Jest to już drugi albo trzeci nowy film Salmy, jaki ostatnio obejrzałem, w którym aktorka żartuje ze swojego biustu, ciągle o nim gada, chwali się nim, jej biust odgrywa istotną rolę w filmie, jest jednym z bohaterów, ale aktorka wypadła tragicznie, jest nieznośna w tej roli. A żałowałem że jej tak mało było w jedynce, w czasie seansu żałowałem, że jej tak dużo. No i się zastanawiam czy kiedyś Salma miała jakąś dobrą role. Pamiętam, że u Rodrigueza w Desperado i w scenie tańca w Od Zmierzchu do Świtu była dobra, ale to były role, w których dużo robiła jej uroda i charyzma. Za wiele się nie musiała nagrać, ale poza tym, to nawet nie pamiętam jak wypadła w np. Fridze, a to chyba była taka rola gdzie miała coś do zagrania, a nie tylko polegano na urodzie aktorki.
No i jest też 90- letni Freeman, więc jak zaczął się bić w końcówce to przebił Liama Neesona przeskakującego płot w wiadomym filmie. Choć jego bohater mówi, że jest stary, więc są tego twórcy świadomi. Szkoda aktorów (jest też Frank Grillo w roli agenta i Richard E. Grant w epizodzie nawalonego gościa na imprezie), na tak słaby film. Może jeden żart mnie nawet rozbawił, dokładnie ostatni, gdy okazało się, że żona Jacksona postanowiła w wyniku wydarzeń zaadaptować Reynoldsa co wkurzyło Reynoldsa i Jacksona (choć przez chwilę miałem z tym problem, bo aktorka na swoje lata nie wygląda, żeby grać mamę Reynoldsa). Ocena: 4/10.
Blood Red Sky (2021)
Kolejny z horrorów na Netflixie po włoskim filmie i serii Fear Street. Cierpiąca na tajemniczą chorobę kobieta musi ujawnić swój sekret, gdy terroryści próbują przejąć samolot, którym podróżuje ona ze swoim synkiem. A tą tajemniczą chorobą jest wampiryzm. Trailery ujawniają od razu kim jest bohaterka, a film też długo się nie kryje kim jest Nadja, w którą świetnie się wcieliła Peri Baumeister. Tworzy duet z synkiem, Eliasem, któremu się kibicuje. Mimo charakteryzacji aktorka stworzyła dobrą rolę i film nawet potrafi w paru miejscach wywołać emocje. Zresztą nie tylko oni ale też reszta obsady, czyli pozostali pasażerowie i terroryści sprawdzają się w swoich rolach.
Część bohaterów się lubi (zwłaszcza jednego, który zaprzyjaźnił się z dzieciakiem), innych nienawidzi, jak np. jeden z terrorystów psycholi, którego nawet jego ekipa najlepiej by się pozbyła, ale też pasażerowie wkurzają swoim zachowaniem. A na drugim planie pojawiają się Graham McTavish i Dominic Purcell, co mnie zaskoczyło bo to jest niemiecki film.
Jest to udany miks kina sensacyjnego o terrorystach z krwawym horrorem o wampirzycy w samolocie (ale wampiry bliższe tym z Miasteczka Salem, tzn przypominają mi tego głównego wampira z filmu wg Kinga). Jest sporo głupotek, ale od początku film ma tak szybkie tempo, tyle się dzieje, że nie ma czasu na zastanawianie się nad logiką wydarzeń. Jak na bezpretensjonalne i krwawe kino klasy B to całkiem niezła rozrywka na której się nie nudziłem, a nawet były emocje, czym mnie film zaskoczył najbardziej, że są budowane relacje między bohaterami, dzięki czemu kibicowałem mamie z synkiem i innym, tym dobrym, a złych to chciałem by skończyli jak najgorzej. A raczej w takich filmach emocje nie są najważniejsze i choćby dlatego film uważam za zaskakująco miłą niespodziankę. Ocena: 6/10.
A co do specjalnego odcinka Kingdom o bohaterce, która pojawiła się w ostatniej scenie drugiej serii, to dobra rzecz. Świetnie rozwinęli postać, aktorka miała co grać. No i są chamówy, które niby nie powinny mnie zaskoczyć, bo Kingdom to trochę taka koreańska Gra o Tron, a też sporo oglądam azjatyckiego kina, więc wiem że się nie cackają z bohaterami i widzami, a mimo tego w kilku momentach, zwłaszcza w wątku z ojcem, zrobiło mi się gorąco. Udana geneza nowej postaci, którą polubiłem, i tego jak doszło do epidemii. Jedynie ponarzekam na słabe efekty specjalne zwierzaków, zwłaszcza tygrysa. Wątek z nim był spoko, choć nic oryginalnego, jeśli widziało się np. Daeho od scenarzysty "Widziałem Diabła".
Interesujące wprowadzenie pod 3 sezon, choć szkoda, że nie dali na koniec napisu - 3 sezon już niedługo. Bo zakładam że będzie skoro zrobili tego spinoffa. Ocena: 7/10.
Sam, płatna zabójczyni, chce dopaść grupę, którą wydała na nią wyrok śmierci. Kolejny z kobiecych akcyjniaków w którym laski piorą facetów po pyskach i nawet podobała mi się ta feministyczna wersja Johna Wicka połączona z kinem w stylu, no nie wiem, może Roberta Rodrigueza. Więc film jest mocno przestylizowany, kolorowy, z dużą dawką czarnego i przegiętego humoru, też w scenach akcji, w których faceci giną czasami w totalnie absurdalny sposób. A każdy z facetów w tym filmie, w tym wyszkoleni zabójcy, gangsterzy to są totalne nieudaczniki, łajzy, czasami sami się załatwiają, kobiety nic nie muszą robić. Nie ma żadnej pozytywnej postaci wśród facetów. Była towarzyszka Doktora Who, Karren Gillan, całkiem dobrze sobie poradziła w głównej roli, widać że nauczyła się walczyć. A na drugim planie sporo fajnych nazwisk, jak Angela Bassett, Michelle Yeoh, Lena Headey, Paul Giamatti, Carla Gugino, choć większość nie ma co grać. Ocena: 6/10.
The Hitman's Wife's Bodyguard (2021)
Nie pamiętam nic z jedynki, czyli Bodyguarda Zawodowca (zaskoczenie, bo sprawdziłem i dałem 8, nie pamiętam by aż tak mi się podobał), ale Bodyguard i żona zawodowca to słaby film. Większość aktorów albo za bardzo szarżuje, albo jedzie na autopilocie, jak Ryan Reynolds i Samuel, którzy grają to co zawsze. Banderas gra typowego złego Banderasa, a Salma Hayek to wulkan energii, gra kobiecą wersję Jacksona, strzela, facetów bije, wkurzona chodzi non stop, krzyczy, fuckami rzuca, o seksie gada. No i super wygląda.
Jest to już drugi albo trzeci nowy film Salmy, jaki ostatnio obejrzałem, w którym aktorka żartuje ze swojego biustu, ciągle o nim gada, chwali się nim, jej biust odgrywa istotną rolę w filmie, jest jednym z bohaterów, ale aktorka wypadła tragicznie, jest nieznośna w tej roli. A żałowałem że jej tak mało było w jedynce, w czasie seansu żałowałem, że jej tak dużo. No i się zastanawiam czy kiedyś Salma miała jakąś dobrą role. Pamiętam, że u Rodrigueza w Desperado i w scenie tańca w Od Zmierzchu do Świtu była dobra, ale to były role, w których dużo robiła jej uroda i charyzma. Za wiele się nie musiała nagrać, ale poza tym, to nawet nie pamiętam jak wypadła w np. Fridze, a to chyba była taka rola gdzie miała coś do zagrania, a nie tylko polegano na urodzie aktorki.
No i jest też 90- letni Freeman, więc jak zaczął się bić w końcówce to przebił Liama Neesona przeskakującego płot w wiadomym filmie. Choć jego bohater mówi, że jest stary, więc są tego twórcy świadomi. Szkoda aktorów (jest też Frank Grillo w roli agenta i Richard E. Grant w epizodzie nawalonego gościa na imprezie), na tak słaby film. Może jeden żart mnie nawet rozbawił, dokładnie ostatni, gdy okazało się, że żona Jacksona postanowiła w wyniku wydarzeń zaadaptować Reynoldsa co wkurzyło Reynoldsa i Jacksona (choć przez chwilę miałem z tym problem, bo aktorka na swoje lata nie wygląda, żeby grać mamę Reynoldsa). Ocena: 4/10.
Blood Red Sky (2021)
Kolejny z horrorów na Netflixie po włoskim filmie i serii Fear Street. Cierpiąca na tajemniczą chorobę kobieta musi ujawnić swój sekret, gdy terroryści próbują przejąć samolot, którym podróżuje ona ze swoim synkiem. A tą tajemniczą chorobą jest wampiryzm. Trailery ujawniają od razu kim jest bohaterka, a film też długo się nie kryje kim jest Nadja, w którą świetnie się wcieliła Peri Baumeister. Tworzy duet z synkiem, Eliasem, któremu się kibicuje. Mimo charakteryzacji aktorka stworzyła dobrą rolę i film nawet potrafi w paru miejscach wywołać emocje. Zresztą nie tylko oni ale też reszta obsady, czyli pozostali pasażerowie i terroryści sprawdzają się w swoich rolach.
Część bohaterów się lubi (zwłaszcza jednego, który zaprzyjaźnił się z dzieciakiem), innych nienawidzi, jak np. jeden z terrorystów psycholi, którego nawet jego ekipa najlepiej by się pozbyła, ale też pasażerowie wkurzają swoim zachowaniem. A na drugim planie pojawiają się Graham McTavish i Dominic Purcell, co mnie zaskoczyło bo to jest niemiecki film.
Jest to udany miks kina sensacyjnego o terrorystach z krwawym horrorem o wampirzycy w samolocie (ale wampiry bliższe tym z Miasteczka Salem, tzn przypominają mi tego głównego wampira z filmu wg Kinga). Jest sporo głupotek, ale od początku film ma tak szybkie tempo, tyle się dzieje, że nie ma czasu na zastanawianie się nad logiką wydarzeń. Jak na bezpretensjonalne i krwawe kino klasy B to całkiem niezła rozrywka na której się nie nudziłem, a nawet były emocje, czym mnie film zaskoczył najbardziej, że są budowane relacje między bohaterami, dzięki czemu kibicowałem mamie z synkiem i innym, tym dobrym, a złych to chciałem by skończyli jak najgorzej. A raczej w takich filmach emocje nie są najważniejsze i choćby dlatego film uważam za zaskakująco miłą niespodziankę. Ocena: 6/10.
A co do specjalnego odcinka Kingdom o bohaterce, która pojawiła się w ostatniej scenie drugiej serii, to dobra rzecz. Świetnie rozwinęli postać, aktorka miała co grać. No i są chamówy, które niby nie powinny mnie zaskoczyć, bo Kingdom to trochę taka koreańska Gra o Tron, a też sporo oglądam azjatyckiego kina, więc wiem że się nie cackają z bohaterami i widzami, a mimo tego w kilku momentach, zwłaszcza w wątku z ojcem, zrobiło mi się gorąco. Udana geneza nowej postaci, którą polubiłem, i tego jak doszło do epidemii. Jedynie ponarzekam na słabe efekty specjalne zwierzaków, zwłaszcza tygrysa. Wątek z nim był spoko, choć nic oryginalnego, jeśli widziało się np. Daeho od scenarzysty "Widziałem Diabła".
Interesujące wprowadzenie pod 3 sezon, choć szkoda, że nie dali na koniec napisu - 3 sezon już niedługo. Bo zakładam że będzie skoro zrobili tego spinoffa. Ocena: 7/10.
26-07-2021, 02:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-07-2021, 22:01 przez michax.)





