Tomorrow War
Dorzucę swoje trzy grosze. Film jest takim typowym głupiutkim blockbusterem ze strzelaniem, wybuchami, dzielnym wojakiem, Murzynem w roli komediowej postaci pobocznej i w ogóle odhaczono wszystko, co miało być odhaczone. Nie zabrakło typowych głupot takich popcornowych filmów, ale ogląda się bez bólu i jakąś tam rozrywkę zapewnia.
Kilka przemyśleń (mogą być spoilery):
- Jak Pratt z córką oglądają mecz na początku, to wygląda, jakby tę scenę robił ktoś, kto nigdy nie widział żadnego meczu na oczy, ewentualnie oglądał jakiś jako dziecko i próbował przywołać z pamięci zamglone wspomnienia. Może Amerykanie rzeczywiście nie interesują się piłką nożną i tutaj po prostu wyobrazili sobie, jak taki mecz może wyglądać, no ale mogli jednak po prostu spytać kogoś, kto się jakoś orientuje. W każdym razie mecze tak nie wyglądają. Piłkarz dostaje podanie po rzucie rożnym i biegnie przez całe boisko do bramki przeciwnika - puste boisko, bo na ten rzut rożny obie drużyny głupio zebrały się w całości pod jedną bramką. I podczas tej samotnej szarży w stronę bramki przeciwnika, realizator pokazuje tę akcję aż z czterech (!) różnych ujęć - w tym z ujęcia z kamerą zza pleców, podążającą za zawodnikiem, czyli takiego ujęcia, które nie zostało zastosowane w żadnej transmisji z meczu nigdy. Wygląda na to, że mistrzostwa w Katarze będą przełomowe pod względem techniki transmisji. Ale jeżeli rzeczywiście realizatorzy będą zmieniać co sekundę ujęcie, to będzie to bardzo rozpraszające :)
- Ludzie z przyszłości każą Prattowi zdjąć koszulkę, żeby założyć mu jakieś ustrojstwo na rękę. Sensu w tym nie ma za wiele, no ale wiadomo, w każdym filmie musi być obowiązkowa scena, w której bohater pod byle pretekstem eksponuje gołą klatę. Seksizm i uprzedmiotowianie mężczyzn tak bardzo.
- Ludzie z przyszłości nie powiedzą, jak wyglądają stwory, bo wtedy nikt by nie chciał z nimi walczyć. I to w sytuacji, kiedy ci wybrani do walki i tak nie mają nic do gadania.
- Jak to w ogóle wyglądało? Przybywają ludzie z przyszłości i mówią: "Musicie nam pomóc w naszej wojnie", a rząd USA na to: "Jasne, spoko, skoro tak mówicie, to od tej pory możecie sobie wybierać spośród naszych obywateli ludzi jakich chcecie i oni będą mieli obowiązek walczyć"?
- Córka Pratta mówi, że stwory rozmnożyły się w błyskawicznym tempie. Mówimy o gatunku, w którym samice występują ZNACZNIE RZADZIEJ niż samce. Jakoś mi to sobie trudno wyobrazić. Wydaje mi się, że gatunek o takich proporcjach płci miałby właśnie problem z szybkim mnożeniem się.
- Uwaga, spoiler z zakończenia: przez pół filmu córka Pratta opracowuje truciznę, która ma zapewnić ludziom zwycięstwo, a koniec końców to się na niewiele przydaje, bo Pratt i spółka wysadzają potwory, a wygląda, że i samicę daliby radę ubić bez niej.
- Mam wrażenie, że koncepcja czasu i podróżowania poprzez niego to w tym filmie jeden wielki bałagan. Generalnie jeśli chodzi o podróż w czasie, to wydaje mi się, że można podejść do tematu na dwa sposoby. Model nr 1 jest taki, że mamy zamkniętą czasową pętlę, jak w pierwszym "Terminatorze" - nie można w zasadzie nic zmienić, bo cokolwiek zrobisz, przenosząc się w przeszłość, to już to i tak zrobiłeś, no bo to w końcu przeszłość. Model nr 2 - można cofać się w przeszłość i wprowadzać zmiany - historia wtedy obiera inny kurs, jakby skręcała w alternatywną ścieżkę (jak w "Star Treku" Abramsa). Oba podejścia akceptuję, pod warunkiem, że są konsekwentne. Niestety filmowcy często łączą oba te modele i wtedy rzecz nie ma sensu. Jak w "Deja vu" z Washingtonem. Albo w "Terminatorach" - pierwsza część to model 1, zamknięta pętla, ale "Dzień sądu" to model 2 - przyszłość nie jest nieuchronna, można zadziałać i zmienić bieg wydarzeń.
I teraz tak, wydaje się, że koncepcja w "Tomorrow War" opiera się na modelu nr 2. Że jeśli podejmie się odpowiednie działania w teraźniejszości, to to, co nasz bohater ogląda w przyszłości, nie musi się wydarzyć. Tylko przy takim założeniu działania bohaterów w trzecim akcie filmu mają jakikolwiek sens. Zresztą również córka Pratta w to wierzy - że można zmienić tę przyszłość, działając w przeszłości. Przecież dlatego każe mu wrócić do przeszłości z opracowaną przez siebie trucizną.
No i jest jeszcze kwestia ludzi wybieranych do skoku w przyszłość. Wybierani są ci, którzy za trzy dekady już i tak by nie żyli, bo np. w międzyczasie zginęli w wypadku czy zmarli na raka. Ale część z tych ludzi ginie w przyszłości walcząc z potworami. I teraz pytanie: czy ludzie z przyszłości mają w swoich kartotekach, kto z tych ludzi zginął w tej wojnie? Czy wiedzą, kto umrze walcząc z bestiami? No chyba nie. Chyba to jest tak, że ci ludzie (rekruci) przeżyli normalnie swoje życie w, powiedzmy, pierwszym wariancie linii czasowej, i dopiero teraz, cofając się w przeszłość, ludzie z przyszłości spowodowali powstanie alternatywnej ścieżki czasu, powodując, że teraz historia potoczy się inaczej (nie wiedzą więc, kto z rekrutów zginie w wojnie, a kto przeżyje - bo te wydarzenia dzieją się dopiero teraz po raz pierwszy).
Ale w takim razie córka Pratta nie powinna mieć takich wspomnień, że jej ojciec został przeniesiony w przyszłość, by walczyć, a potem wrócił. W tej linii czasowej, jakiej ona sama doświadczyła, te wydarzenia chyba nie powinny jeszcze zaistnieć. Skoro pamięta powrót ojca z przyszłości, to znaczyłoby, że jednak mamy tu do czynienia z modelem nr 1 - czasową pętlą. Ale jednak nie, bo wtedy pamiętałaby, że ojciec wrócił, przynosząc z przyszłości opracowaną przez nią truciznę, a ona sama nie musiałaby teraz żyć w czasie wojny z potworami, bo zostałyby one wytępione wcześniej. Chyba że Prattowi nie udałoby się zrobić użytku z trucizny, ale wtedy też by o tym wiedziała, bo pamiętałaby to z własnego dzieciństwa - i wiedziałaby, że nie ma sensu dawać ojcu trucizny, by wrócił z nią do przeszłości, bo ten plan i tak się nie uda.
Mam nadzieję, że to, co napisałem, nie brzmi jak totalny bełkot. Myśl przewodnia jest taka, że nie widzę sensu, ładu i składu w koncepcji podróży w czasie, tak jak została ona przedstawiona w "Tomorrow War". Może ktoś ogarnia to lepiej i mi wyjaśni :)
Dorzucę swoje trzy grosze. Film jest takim typowym głupiutkim blockbusterem ze strzelaniem, wybuchami, dzielnym wojakiem, Murzynem w roli komediowej postaci pobocznej i w ogóle odhaczono wszystko, co miało być odhaczone. Nie zabrakło typowych głupot takich popcornowych filmów, ale ogląda się bez bólu i jakąś tam rozrywkę zapewnia.
Kilka przemyśleń (mogą być spoilery):
- Jak Pratt z córką oglądają mecz na początku, to wygląda, jakby tę scenę robił ktoś, kto nigdy nie widział żadnego meczu na oczy, ewentualnie oglądał jakiś jako dziecko i próbował przywołać z pamięci zamglone wspomnienia. Może Amerykanie rzeczywiście nie interesują się piłką nożną i tutaj po prostu wyobrazili sobie, jak taki mecz może wyglądać, no ale mogli jednak po prostu spytać kogoś, kto się jakoś orientuje. W każdym razie mecze tak nie wyglądają. Piłkarz dostaje podanie po rzucie rożnym i biegnie przez całe boisko do bramki przeciwnika - puste boisko, bo na ten rzut rożny obie drużyny głupio zebrały się w całości pod jedną bramką. I podczas tej samotnej szarży w stronę bramki przeciwnika, realizator pokazuje tę akcję aż z czterech (!) różnych ujęć - w tym z ujęcia z kamerą zza pleców, podążającą za zawodnikiem, czyli takiego ujęcia, które nie zostało zastosowane w żadnej transmisji z meczu nigdy. Wygląda na to, że mistrzostwa w Katarze będą przełomowe pod względem techniki transmisji. Ale jeżeli rzeczywiście realizatorzy będą zmieniać co sekundę ujęcie, to będzie to bardzo rozpraszające :)
- Ludzie z przyszłości każą Prattowi zdjąć koszulkę, żeby założyć mu jakieś ustrojstwo na rękę. Sensu w tym nie ma za wiele, no ale wiadomo, w każdym filmie musi być obowiązkowa scena, w której bohater pod byle pretekstem eksponuje gołą klatę. Seksizm i uprzedmiotowianie mężczyzn tak bardzo.
- Ludzie z przyszłości nie powiedzą, jak wyglądają stwory, bo wtedy nikt by nie chciał z nimi walczyć. I to w sytuacji, kiedy ci wybrani do walki i tak nie mają nic do gadania.
- Jak to w ogóle wyglądało? Przybywają ludzie z przyszłości i mówią: "Musicie nam pomóc w naszej wojnie", a rząd USA na to: "Jasne, spoko, skoro tak mówicie, to od tej pory możecie sobie wybierać spośród naszych obywateli ludzi jakich chcecie i oni będą mieli obowiązek walczyć"?
- Córka Pratta mówi, że stwory rozmnożyły się w błyskawicznym tempie. Mówimy o gatunku, w którym samice występują ZNACZNIE RZADZIEJ niż samce. Jakoś mi to sobie trudno wyobrazić. Wydaje mi się, że gatunek o takich proporcjach płci miałby właśnie problem z szybkim mnożeniem się.
- Uwaga, spoiler z zakończenia: przez pół filmu córka Pratta opracowuje truciznę, która ma zapewnić ludziom zwycięstwo, a koniec końców to się na niewiele przydaje, bo Pratt i spółka wysadzają potwory, a wygląda, że i samicę daliby radę ubić bez niej.
- Mam wrażenie, że koncepcja czasu i podróżowania poprzez niego to w tym filmie jeden wielki bałagan. Generalnie jeśli chodzi o podróż w czasie, to wydaje mi się, że można podejść do tematu na dwa sposoby. Model nr 1 jest taki, że mamy zamkniętą czasową pętlę, jak w pierwszym "Terminatorze" - nie można w zasadzie nic zmienić, bo cokolwiek zrobisz, przenosząc się w przeszłość, to już to i tak zrobiłeś, no bo to w końcu przeszłość. Model nr 2 - można cofać się w przeszłość i wprowadzać zmiany - historia wtedy obiera inny kurs, jakby skręcała w alternatywną ścieżkę (jak w "Star Treku" Abramsa). Oba podejścia akceptuję, pod warunkiem, że są konsekwentne. Niestety filmowcy często łączą oba te modele i wtedy rzecz nie ma sensu. Jak w "Deja vu" z Washingtonem. Albo w "Terminatorach" - pierwsza część to model 1, zamknięta pętla, ale "Dzień sądu" to model 2 - przyszłość nie jest nieuchronna, można zadziałać i zmienić bieg wydarzeń.
I teraz tak, wydaje się, że koncepcja w "Tomorrow War" opiera się na modelu nr 2. Że jeśli podejmie się odpowiednie działania w teraźniejszości, to to, co nasz bohater ogląda w przyszłości, nie musi się wydarzyć. Tylko przy takim założeniu działania bohaterów w trzecim akcie filmu mają jakikolwiek sens. Zresztą również córka Pratta w to wierzy - że można zmienić tę przyszłość, działając w przeszłości. Przecież dlatego każe mu wrócić do przeszłości z opracowaną przez siebie trucizną.
No i jest jeszcze kwestia ludzi wybieranych do skoku w przyszłość. Wybierani są ci, którzy za trzy dekady już i tak by nie żyli, bo np. w międzyczasie zginęli w wypadku czy zmarli na raka. Ale część z tych ludzi ginie w przyszłości walcząc z potworami. I teraz pytanie: czy ludzie z przyszłości mają w swoich kartotekach, kto z tych ludzi zginął w tej wojnie? Czy wiedzą, kto umrze walcząc z bestiami? No chyba nie. Chyba to jest tak, że ci ludzie (rekruci) przeżyli normalnie swoje życie w, powiedzmy, pierwszym wariancie linii czasowej, i dopiero teraz, cofając się w przeszłość, ludzie z przyszłości spowodowali powstanie alternatywnej ścieżki czasu, powodując, że teraz historia potoczy się inaczej (nie wiedzą więc, kto z rekrutów zginie w wojnie, a kto przeżyje - bo te wydarzenia dzieją się dopiero teraz po raz pierwszy).
Ale w takim razie córka Pratta nie powinna mieć takich wspomnień, że jej ojciec został przeniesiony w przyszłość, by walczyć, a potem wrócił. W tej linii czasowej, jakiej ona sama doświadczyła, te wydarzenia chyba nie powinny jeszcze zaistnieć. Skoro pamięta powrót ojca z przyszłości, to znaczyłoby, że jednak mamy tu do czynienia z modelem nr 1 - czasową pętlą. Ale jednak nie, bo wtedy pamiętałaby, że ojciec wrócił, przynosząc z przyszłości opracowaną przez nią truciznę, a ona sama nie musiałaby teraz żyć w czasie wojny z potworami, bo zostałyby one wytępione wcześniej. Chyba że Prattowi nie udałoby się zrobić użytku z trucizny, ale wtedy też by o tym wiedziała, bo pamiętałaby to z własnego dzieciństwa - i wiedziałaby, że nie ma sensu dawać ojcu trucizny, by wrócił z nią do przeszłości, bo ten plan i tak się nie uda.
Mam nadzieję, że to, co napisałem, nie brzmi jak totalny bełkot. Myśl przewodnia jest taka, że nie widzę sensu, ładu i składu w koncepcji podróży w czasie, tak jak została ona przedstawiona w "Tomorrow War". Może ktoś ogarnia to lepiej i mi wyjaśni :)
26-07-2021, 15:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-07-2021, 15:34 przez al_jarid.)





