Idąc moją drogą (1944, reż. Leo McCarey)
Pamiętany obecnie przez kinomanów głównie jako film, który sprzątnął Oscara "Podwójnemu ubezpieczeniu". Sam w sobie to jednak przesympatyczne filmidło z dosyć prostą fabułką - do podupadającej finansowo parafii prowadzonej przez starego konserwatystę przybywa młodszy ksiądz o dosyć nowoczesnym i luźnym podejściu do wiary. Oczywiście rodzi się konflikt pokoleń duchownych, ale z czasem okazuje się że przybysz zmienia życie wszystkich wokół na lepsze włącznie z trzęsącym kościołem wyjadaczem.
Może i to typowo naiwne kino Made in Hollywood lat 40., ale całkiem krzepiące i z naturalnie prowadzonymi relacjami między postaciami. W sumie mógłbym pokazywać ten film w seminariach, by pokazać co to znaczy poczciwy budzący zaufanie ksiądz. Ciekawe, że ani razu nie widzimy głównego bohatera głoszącego kazanie z ambony i zamiast tego zyskuje sympatię ludzi chodząc z dzieciakami na mecz czy ucząc ich śpiewu w piwnicy (pomyśleć, że kiedyś taki ksiądz nie zapalałby czerwonej lampki ostrzegawczej ;)). Bing Cosby sympatyczny choć ten Oscar w sumie był trochę na wyrost. Film kradnie mu także nagrodzony rycerzykiem Barry Fitzgerald świetnie grający zgreda w todze, który z czasem uczy się luzu. Fun Fact: Jedyna rola z jednego filmu nominowana zarówmo za pierwszy, jak i drugi plan. W tej Akademii to musiał być burdel... ;)
8/10
Pamiętany obecnie przez kinomanów głównie jako film, który sprzątnął Oscara "Podwójnemu ubezpieczeniu". Sam w sobie to jednak przesympatyczne filmidło z dosyć prostą fabułką - do podupadającej finansowo parafii prowadzonej przez starego konserwatystę przybywa młodszy ksiądz o dosyć nowoczesnym i luźnym podejściu do wiary. Oczywiście rodzi się konflikt pokoleń duchownych, ale z czasem okazuje się że przybysz zmienia życie wszystkich wokół na lepsze włącznie z trzęsącym kościołem wyjadaczem.
Może i to typowo naiwne kino Made in Hollywood lat 40., ale całkiem krzepiące i z naturalnie prowadzonymi relacjami między postaciami. W sumie mógłbym pokazywać ten film w seminariach, by pokazać co to znaczy poczciwy budzący zaufanie ksiądz. Ciekawe, że ani razu nie widzimy głównego bohatera głoszącego kazanie z ambony i zamiast tego zyskuje sympatię ludzi chodząc z dzieciakami na mecz czy ucząc ich śpiewu w piwnicy (pomyśleć, że kiedyś taki ksiądz nie zapalałby czerwonej lampki ostrzegawczej ;)). Bing Cosby sympatyczny choć ten Oscar w sumie był trochę na wyrost. Film kradnie mu także nagrodzony rycerzykiem Barry Fitzgerald świetnie grający zgreda w todze, który z czasem uczy się luzu. Fun Fact: Jedyna rola z jednego filmu nominowana zarówmo za pierwszy, jak i drugi plan. W tej Akademii to musiał być burdel... ;)
8/10
26-07-2021, 20:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-07-2021, 20:35 przez Kryst_007.)





