Nie dość, że łyżka dziećgu, to jeszcze w dodatku "przysłowiowa". Bardzo jestem ciekaw, jak brzmi to przysłowie, bo osobiście takiego nie znam. Ale przysłowia z łyżką dziegciu też w sumie nie znam :(
![[Obrazek: b7902dabddffa9551cf191d151869dd899-14-be...e.w700.jpg]](https://pyxis.nymag.com/v1/imgs/61d/e0b/b7902dabddffa9551cf191d151869dd899-14-beauty-and-the-beast.rsquare.w700.jpg)
Ale tak właściwie, to wszedłem tu, bo chciałem napisać o "Pięknej i Bestii" (1991), że nie rozumiem fenomenu tego filmu. W sensie, że jak się poczyta w internetach, to się okazuje, że dla wielu ludzi to jest ich ulubiony film z disnejowskiego renesansu. No i w sumie jako jedyny z nich był nominowany do oskara w głównej kategorii. Tymczasem gdybym ja miał robić ranking filmów disnejowskiego renesansu, "Piękna i Bestia" wylądowałaby gdzieś na końcu. Jedynie "Pocahontas" jest dla mnie słabszym filmem (ale lepszym muzycznie!). No, "Bernarda i Bianki w krainie kangurów" w ogóle nie biorę pod uwagę, bo to sequel, więc nie powinien startować w tych zawodach :)
W każdym razie "Piękna i Bestia" przy innych filmach z tego złotego okresu Disneya wygląda dla mnie jak ubogi krewny, zwłaszcza w otoczeniu tego, co ją bezpośrednio poprzedza ("Mała syrenka") i co po niej następuje ("Aladyn"). Znaczy, film mi się podobał za dzieciaka, ale wtedy miałem małe wymagania - wszystkie Disneje mi się podobały (oprócz "Pocahontas" - ten film nawet, jak miałem dziewięć lat, nie zrobił na mnie wrażenia). Ale z biegiem lat magia jakoś uleciała z "Pięknej i Bestii", w przeciwieństwie do innych filmów disnejowskiego renesansu. "Aladyn", "Herkules", "Mulan", "Mała syrenka" - ćwierć wieku minęło, odkąd widziałem te filmy po raz pierwszy, a mimo to wciąż do nich wracam i wciąż zapewniają mi niezwykłe przeżycia, gdy tymczasem "Piękną i Bestię" ogląda mi się raczej bez emocji.
I nawet animacja wygląda słabiej. Postacie rzadko są cieniowane, czy jak to się nazywa, no wiecie, chodzi o światłocień - przez to "Piękna i Bestia" ma dla mnie taki trochę bardziej telewizyjny styl wizualny niż pozostałe filmy Disneya z tamtej dekady. Albo może należałoby powiedzieć, że w pewnym stopniu wygląda bardziej jak te disnejowskie sequele prosto na VHS niż jak ich filmy kinowe.
Ale chyba najgorsze jest tutaj tempo. W zasadzie można powiedzieć, że ówczesna polityka Disneya, żeby czas trwania filmu koniecznie był krótszy niż półtorej godziny, to trochę taki strzał w stopę. Że taki krótki metraż nieraz może się niekorzystnie odbić na opowiadanej historii. No ale w przypadku innych filmów jakoś to nie uwiera, poradzono sobie z ograniczeniami i tempo jest w porządku. Ale nie tutaj! "Piękna i Bestia" to film, który pędzi do przodu jak pendolino. To powinna być historia wolno dojrzewającego uczucia. Bestia powinien stopniowo (!) nauczyć się łagodności, grzeczności, manier, kultury, oddania i poświęcenia, a Bella powinna stopniowo (!) nauczyć się dostrzegać w nim coś więcej. Tymczasem o żadnej "stopniowości" nie może być mowy, bo nie pozwala na to zabójcze tempo filmu!
Ich relacje wyglądają tak. Ona się go boi, on się na nią wydziera, ona ucieka, on ratuje ją przed wilkami, ona mu dziękuje - to jest ten jeden, konkretny moment, od którego zaczynają patrzeć na siebie inaczej. Od tej pory ich relacje zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - teraz to już tylko tęcza, serduszka, cud, miód i orzeszki. Poważnie. Następna scena po tej aferze z wilkami i leczeniu ran Bestii to Bestia pokazujący Belli bibliotekę. Potem mamy piosenkę o tym, jak to oboje się do siebie zbliżają, potem jako przerywnik występuje scena strzyżenia Bestii, która trwa dosłownie minutę... i już następna piosenka, kiedy Bestia tańczy z Bellą (poważnie, dwie piosenki jedna po drugiej, oddzielone tylko minutą przerwy), no i w następnej scenie się rozstają.
Tak jak mówię, wszystkie animacje z tamtego okresu to filmy krótkie, ale w innych przypadkach twórcy jakoś lepiej radzili sobie z ograniczonym metrażem. Tutaj ten pośpiech jest po prostu zabójczy i mocno razi, ponieważ to powinna być historia stopniowo rodzących się uczuć. To relacja Belli i Bestii powinna być sercem tego filmu! A tymczasem odfajkowano ją w dziesięć minut. Jak mam to potem traktować poważnie? Kiedy ze sobą tańczą i Bella wtula się w Bestię, mam ochotę krzyknąć do niej: "Dziesięć minut temu nie znosiłaś i bałaś się tego faceta!".
No serio, wiem, że film nie mógł przekroczyć półtorej godziny, ale może dało się jakoś inaczej poprzestawiać akcenty? Żeby jednak te dojrzewające uczucia pary głównych bohaterów bardziej rozciągnąć w czasie?
Dodam jeszcze, że jak na film o miłości, to mało w tym romantyzmu. Między Bellą i Bestią nie czuć tej chemii, jaka była między parami zakochanych w "Aladynie" czy "Herkulesie".
Tak więc dla mnie "Piękna i Bestia" to Disney w słabszym wydaniu. Ma fajnego Gastona i fajne sprzęty jako służbę zamkową, ale film nie jest ani tak epicki jak "Król lew" czy "Dzwonnik z Notre Dame", ani tak zabawny jak "Aladyn", "Mała syrenka", "Herkules" czy "Mulan", ani tak romantyczny jak (znowu) "Aladyn", "Mała syrenka" czy "Herkules", a do tego nawet nie wygląda tak dobrze jak wszystkie te wymienione filmy. Więc skąd, u licha, się bierze to, że wszyscy tak ten film lubią?!
![[Obrazek: b7902dabddffa9551cf191d151869dd899-14-be...e.w700.jpg]](https://pyxis.nymag.com/v1/imgs/61d/e0b/b7902dabddffa9551cf191d151869dd899-14-beauty-and-the-beast.rsquare.w700.jpg)
Ale tak właściwie, to wszedłem tu, bo chciałem napisać o "Pięknej i Bestii" (1991), że nie rozumiem fenomenu tego filmu. W sensie, że jak się poczyta w internetach, to się okazuje, że dla wielu ludzi to jest ich ulubiony film z disnejowskiego renesansu. No i w sumie jako jedyny z nich był nominowany do oskara w głównej kategorii. Tymczasem gdybym ja miał robić ranking filmów disnejowskiego renesansu, "Piękna i Bestia" wylądowałaby gdzieś na końcu. Jedynie "Pocahontas" jest dla mnie słabszym filmem (ale lepszym muzycznie!). No, "Bernarda i Bianki w krainie kangurów" w ogóle nie biorę pod uwagę, bo to sequel, więc nie powinien startować w tych zawodach :)
W każdym razie "Piękna i Bestia" przy innych filmach z tego złotego okresu Disneya wygląda dla mnie jak ubogi krewny, zwłaszcza w otoczeniu tego, co ją bezpośrednio poprzedza ("Mała syrenka") i co po niej następuje ("Aladyn"). Znaczy, film mi się podobał za dzieciaka, ale wtedy miałem małe wymagania - wszystkie Disneje mi się podobały (oprócz "Pocahontas" - ten film nawet, jak miałem dziewięć lat, nie zrobił na mnie wrażenia). Ale z biegiem lat magia jakoś uleciała z "Pięknej i Bestii", w przeciwieństwie do innych filmów disnejowskiego renesansu. "Aladyn", "Herkules", "Mulan", "Mała syrenka" - ćwierć wieku minęło, odkąd widziałem te filmy po raz pierwszy, a mimo to wciąż do nich wracam i wciąż zapewniają mi niezwykłe przeżycia, gdy tymczasem "Piękną i Bestię" ogląda mi się raczej bez emocji.
I nawet animacja wygląda słabiej. Postacie rzadko są cieniowane, czy jak to się nazywa, no wiecie, chodzi o światłocień - przez to "Piękna i Bestia" ma dla mnie taki trochę bardziej telewizyjny styl wizualny niż pozostałe filmy Disneya z tamtej dekady. Albo może należałoby powiedzieć, że w pewnym stopniu wygląda bardziej jak te disnejowskie sequele prosto na VHS niż jak ich filmy kinowe.
Ale chyba najgorsze jest tutaj tempo. W zasadzie można powiedzieć, że ówczesna polityka Disneya, żeby czas trwania filmu koniecznie był krótszy niż półtorej godziny, to trochę taki strzał w stopę. Że taki krótki metraż nieraz może się niekorzystnie odbić na opowiadanej historii. No ale w przypadku innych filmów jakoś to nie uwiera, poradzono sobie z ograniczeniami i tempo jest w porządku. Ale nie tutaj! "Piękna i Bestia" to film, który pędzi do przodu jak pendolino. To powinna być historia wolno dojrzewającego uczucia. Bestia powinien stopniowo (!) nauczyć się łagodności, grzeczności, manier, kultury, oddania i poświęcenia, a Bella powinna stopniowo (!) nauczyć się dostrzegać w nim coś więcej. Tymczasem o żadnej "stopniowości" nie może być mowy, bo nie pozwala na to zabójcze tempo filmu!
Ich relacje wyglądają tak. Ona się go boi, on się na nią wydziera, ona ucieka, on ratuje ją przed wilkami, ona mu dziękuje - to jest ten jeden, konkretny moment, od którego zaczynają patrzeć na siebie inaczej. Od tej pory ich relacje zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - teraz to już tylko tęcza, serduszka, cud, miód i orzeszki. Poważnie. Następna scena po tej aferze z wilkami i leczeniu ran Bestii to Bestia pokazujący Belli bibliotekę. Potem mamy piosenkę o tym, jak to oboje się do siebie zbliżają, potem jako przerywnik występuje scena strzyżenia Bestii, która trwa dosłownie minutę... i już następna piosenka, kiedy Bestia tańczy z Bellą (poważnie, dwie piosenki jedna po drugiej, oddzielone tylko minutą przerwy), no i w następnej scenie się rozstają.
Tak jak mówię, wszystkie animacje z tamtego okresu to filmy krótkie, ale w innych przypadkach twórcy jakoś lepiej radzili sobie z ograniczonym metrażem. Tutaj ten pośpiech jest po prostu zabójczy i mocno razi, ponieważ to powinna być historia stopniowo rodzących się uczuć. To relacja Belli i Bestii powinna być sercem tego filmu! A tymczasem odfajkowano ją w dziesięć minut. Jak mam to potem traktować poważnie? Kiedy ze sobą tańczą i Bella wtula się w Bestię, mam ochotę krzyknąć do niej: "Dziesięć minut temu nie znosiłaś i bałaś się tego faceta!".
No serio, wiem, że film nie mógł przekroczyć półtorej godziny, ale może dało się jakoś inaczej poprzestawiać akcenty? Żeby jednak te dojrzewające uczucia pary głównych bohaterów bardziej rozciągnąć w czasie?
Dodam jeszcze, że jak na film o miłości, to mało w tym romantyzmu. Między Bellą i Bestią nie czuć tej chemii, jaka była między parami zakochanych w "Aladynie" czy "Herkulesie".
Tak więc dla mnie "Piękna i Bestia" to Disney w słabszym wydaniu. Ma fajnego Gastona i fajne sprzęty jako służbę zamkową, ale film nie jest ani tak epicki jak "Król lew" czy "Dzwonnik z Notre Dame", ani tak zabawny jak "Aladyn", "Mała syrenka", "Herkules" czy "Mulan", ani tak romantyczny jak (znowu) "Aladyn", "Mała syrenka" czy "Herkules", a do tego nawet nie wygląda tak dobrze jak wszystkie te wymienione filmy. Więc skąd, u licha, się bierze to, że wszyscy tak ten film lubią?!
30-07-2021, 11:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-07-2021, 11:49 przez al_jarid.)





