Człowiek zrobi literówkę i wszyscy wariują :(.
Ojej, jakaś słodka bajeczka o małym lisku zaprzyjaźniającym z małym psiuniem. Na pewno będzie…
W dzieciństwie miałem jedną z tych miniksiążeczek streszczających filmy Disneya i w Komiksowie miałem do czynienia z komiksową adaptacją. Obie zwane jeszcze „Rudek i Reks” (kwestie niezgodności tłumaczeń w różnych mediach tej samej firmy to osobny temat). W polskim dubbingu główni bohaterowie to jak czytałem Tod (jak w oryginale) i Miedziak. No to zobaczyłem…
Brakuje mi tego ambitniejszego Disneya. Początek – brak muzyki okraszony leśnym krajobrazem we mgle. I narastające odgłosy polowań zwiastujące bardzo ponurą muzykę.
Chyba to pierwszy film, gdzie nie stosowano szkicowej stylistyki z ery Wolfganga Reithermana – tła są wyjęte jak z obrazka, a postacie mają kolorowe kontury. Że wygląda ślicznie, to wiadomo. Dość realistyczne ruchy zwierząt – ruchy lisa, wystawiony język po dłuższej gonitwie. Klimatem też nadrabia. Film często ma tak, że pokazuje słitaśne sceny, a potem bierze z zaskoczenia (jak scena pokazania Todowi zwierzęcych skór). Nawet obligatoryjna smutna scena w deszczowej scenerii pasuje, bo chyba wtedy jeszcze ta klisza nie została zdarta, a i pokazuje nowe, trudne warunki jakie czekają na Toda. Finał z miśkiem z gatunku Ursus deusexmachinus to majstersztyk.
Tak Disney wmawia, że dopiero teraz nadaje postaciom głębi, a czarne charaktery są złożone. Kiedy to już robili w latach 80. W sumie villain to właściwie nie jest czarnym charakterem. To po prostu gamoniowaty Janusz będący w sumie samotnym psiarzem, którego nawet sąsiadka nie traktuje poważnie. I jego motywacja w ubiciu Toda jest bardzo zrozumiała.
Niestety, to wciąż amerykański film animowany, więc mamy wymuszonych comic reliefów (dość słabych) i wyraźne złagodzenie drastyczniejszych sen, by soccer moms nie miały traumy (Chief miał zginąć).
Z innych narzekań (właściwie nitpicków) muzyka w scenie jak Chief ściga dorosłego Toda bardziej pasuje do jakichś Aniołków Charliego. A Miedziak ze swoją brwią wygląda jak miałby 25 psich lat. Dorosły Todd momentami ma chyba za krótki ogon.
Wyjątkowo zdecydowałem się obejrzeć w oryginalnej wersji językowej. Głównie z powodu obsady. Mickey Rooney w roli lisa, a w roli psa cholerny Kurt Russell i to jeszcze pomiędzy Ucieczką z Nowego Jorku a Cosiem! W roli małego Coppera wciela mały Corey Feldman. Głosy są generalnie dobre. Rooney który miał chyba 60 lat, a brzmi jak 20. Dowód, że w dubbingu potrzebny jest jedynie talent aktorski. Głosy comic reliefów są kompletnie niedopasowane.
8/10
Z dwojga złego chyba już wolę produkcję aktorskich remake’ów. Przynajmniej te są autonomiczne od oryginału i nie srają na historię dalszymi ciągami. Jako, że ciąg dalszy w przypadku tego filmu byłby osobliwy, a trzeba reklamować słodkimi psowatymi, to Lis i pies 2 jest midquelem, gdy Tod i Miedziak są jeszcze szczeniakami.
To już ten okres, kiedy sam Disney uwierzył w memy o sobie i zaczął wciskać gdzie się da numery muzyczne i uśmiercał taśmowo matki. Kiedy pierwszy film nie był musicalem (piosenki były co prawda, ale na zasadzie lecenia w tle jak np. w Tarzanie) i generalnie był ponury. Dla przykładu: początek jedynki - okoliczności przyrody w ciszy, a jak jest muzyka to bardziej z jakiegoś thrillera. Początek dwójki - komediowy prolog i wesoła muzyczka country. Ogólnie cały film ma jasne, wesołe kolorki. Bajeczka dla dzieci, gdzie Amos Slade (który w jedynce faktycznie nie żartował z zabiciem małego Todda) zmienił się w Yosemite Sama. stara psia baba, która jest źródłem humoru w postaci wycierania dupska o trawę i bekanie (gdyby powstał dzisiaj, to doszłoby pierdzenie). W dodatku mam wrażenie, że z psim kwintetem bawili się w jakąś antropomorfizację (gdy w oryginale zwierzęta zachowywały i wyglądały jak zwierzęta). A i jeszcze epicki numer muzyczny, gdzie zwierzęta machają tyłkami, a Tod chodzi jak Egipcjanin.
O czym fabuła? Miedziak ma doła, bo zdał sobie sprawę, że psy domowe w dzikich warunkach by nie pociągnęły i zostałyby ustawione do pionu chociażby przez wilki :P. Więc on dostaje do jakiegoś psiego zespołu na lokalnym festynie. Co się nie podoba Todowi, który zachowuje się jak zazdrosna dziewczyna. A czarnym charakterem jest psia primadonna (BTW czy psy nie powinny świrować na punkcie lisa?).
Nie muszę mówić więcej. Gdy jedynka to była faktyczna ambitna produkcja z sercem, tak midquel to korporacyjny produkt z obliczonymi już składnikami. Tu liar revealed, tu przesadzony komediowy rozpierdziel przed smutnym momentem. Owy smutny moment, gdzie wszyscy są dupkami i pada deszcz, bo jest smutno (co trafnie komentuje jedna z postaci) i leci smętna piosenka. Gdy w ory... A co będę się produkował! Cała recenzja by się składała z porównań do jedynki na niekorzyść midquela. Faktycznie dobra była scena jak Slade i wdowa szukali swych pupili i powiedzieli sobie o swym niepokoju.
Film ewidentnie dla kilkulatków i nada się, gdy mój siostrzeniec będzie starszy.
2/10
PS. Czy Abigail w jedynce nie była brązowa, a nie śnieżnobiała z łatami?
PS. 2 W drugiej piosence musicalowej jest anachronizm, bo w wyobrażeniach Dasha i Miedziaka jest jumbo jet, a akcja dzieje się na początku XX wieku.
Lis i pies
![[Obrazek: 96.jpg?auto=format&fit=max&h=1000&w=1000]](https://assets.bigcartel.com/product_images/192298324/96.jpg?auto=format&fit=max&h=1000&w=1000)
![[Obrazek: tenor.png]](https://media.tenor.com/images/0d86679dd29aa4250853665bfa5052f2/tenor.png)
Jezus Maria!
W dzieciństwie miałem jedną z tych miniksiążeczek streszczających filmy Disneya i w Komiksowie miałem do czynienia z komiksową adaptacją. Obie zwane jeszcze „Rudek i Reks” (kwestie niezgodności tłumaczeń w różnych mediach tej samej firmy to osobny temat). W polskim dubbingu główni bohaterowie to jak czytałem Tod (jak w oryginale) i Miedziak. No to zobaczyłem…
Brakuje mi tego ambitniejszego Disneya. Początek – brak muzyki okraszony leśnym krajobrazem we mgle. I narastające odgłosy polowań zwiastujące bardzo ponurą muzykę.
Chyba to pierwszy film, gdzie nie stosowano szkicowej stylistyki z ery Wolfganga Reithermana – tła są wyjęte jak z obrazka, a postacie mają kolorowe kontury. Że wygląda ślicznie, to wiadomo. Dość realistyczne ruchy zwierząt – ruchy lisa, wystawiony język po dłuższej gonitwie. Klimatem też nadrabia. Film często ma tak, że pokazuje słitaśne sceny, a potem bierze z zaskoczenia (jak scena pokazania Todowi zwierzęcych skór). Nawet obligatoryjna smutna scena w deszczowej scenerii pasuje, bo chyba wtedy jeszcze ta klisza nie została zdarta, a i pokazuje nowe, trudne warunki jakie czekają na Toda. Finał z miśkiem z gatunku Ursus deusexmachinus to majstersztyk.
Tak Disney wmawia, że dopiero teraz nadaje postaciom głębi, a czarne charaktery są złożone. Kiedy to już robili w latach 80. W sumie villain to właściwie nie jest czarnym charakterem. To po prostu gamoniowaty Janusz będący w sumie samotnym psiarzem, którego nawet sąsiadka nie traktuje poważnie. I jego motywacja w ubiciu Toda jest bardzo zrozumiała.
Niestety, to wciąż amerykański film animowany, więc mamy wymuszonych comic reliefów (dość słabych) i wyraźne złagodzenie drastyczniejszych sen, by soccer moms nie miały traumy (Chief miał zginąć).
Z innych narzekań (właściwie nitpicków) muzyka w scenie jak Chief ściga dorosłego Toda bardziej pasuje do jakichś Aniołków Charliego. A Miedziak ze swoją brwią wygląda jak miałby 25 psich lat. Dorosły Todd momentami ma chyba za krótki ogon.
Wyjątkowo zdecydowałem się obejrzeć w oryginalnej wersji językowej. Głównie z powodu obsady. Mickey Rooney w roli lisa, a w roli psa cholerny Kurt Russell i to jeszcze pomiędzy Ucieczką z Nowego Jorku a Cosiem! W roli małego Coppera wciela mały Corey Feldman. Głosy są generalnie dobre. Rooney który miał chyba 60 lat, a brzmi jak 20. Dowód, że w dubbingu potrzebny jest jedynie talent aktorski. Głosy comic reliefów są kompletnie niedopasowane.
8/10
Lis i pies 2 - dorobili Lisowi i psu sequel straight-to-DVD…
![[Obrazek: tumblr_m80gkw3l8q1rn95k2o1_500.gif]](https://66.media.tumblr.com/tumblr_m80gkw3l8q1rn95k2o1_500.gif)
Z dwojga złego chyba już wolę produkcję aktorskich remake’ów. Przynajmniej te są autonomiczne od oryginału i nie srają na historię dalszymi ciągami. Jako, że ciąg dalszy w przypadku tego filmu byłby osobliwy, a trzeba reklamować słodkimi psowatymi, to Lis i pies 2 jest midquelem, gdy Tod i Miedziak są jeszcze szczeniakami.
To już ten okres, kiedy sam Disney uwierzył w memy o sobie i zaczął wciskać gdzie się da numery muzyczne i uśmiercał taśmowo matki. Kiedy pierwszy film nie był musicalem (piosenki były co prawda, ale na zasadzie lecenia w tle jak np. w Tarzanie) i generalnie był ponury. Dla przykładu: początek jedynki - okoliczności przyrody w ciszy, a jak jest muzyka to bardziej z jakiegoś thrillera. Początek dwójki - komediowy prolog i wesoła muzyczka country. Ogólnie cały film ma jasne, wesołe kolorki. Bajeczka dla dzieci, gdzie Amos Slade (który w jedynce faktycznie nie żartował z zabiciem małego Todda) zmienił się w Yosemite Sama. stara psia baba, która jest źródłem humoru w postaci wycierania dupska o trawę i bekanie (gdyby powstał dzisiaj, to doszłoby pierdzenie). W dodatku mam wrażenie, że z psim kwintetem bawili się w jakąś antropomorfizację (gdy w oryginale zwierzęta zachowywały i wyglądały jak zwierzęta). A i jeszcze epicki numer muzyczny, gdzie zwierzęta machają tyłkami, a Tod chodzi jak Egipcjanin.
O czym fabuła? Miedziak ma doła, bo zdał sobie sprawę, że psy domowe w dzikich warunkach by nie pociągnęły i zostałyby ustawione do pionu chociażby przez wilki :P. Więc on dostaje do jakiegoś psiego zespołu na lokalnym festynie. Co się nie podoba Todowi, który zachowuje się jak zazdrosna dziewczyna. A czarnym charakterem jest psia primadonna (BTW czy psy nie powinny świrować na punkcie lisa?).
Nie muszę mówić więcej. Gdy jedynka to była faktyczna ambitna produkcja z sercem, tak midquel to korporacyjny produkt z obliczonymi już składnikami. Tu liar revealed, tu przesadzony komediowy rozpierdziel przed smutnym momentem. Owy smutny moment, gdzie wszyscy są dupkami i pada deszcz, bo jest smutno (co trafnie komentuje jedna z postaci) i leci smętna piosenka. Gdy w ory... A co będę się produkował! Cała recenzja by się składała z porównań do jedynki na niekorzyść midquela. Faktycznie dobra była scena jak Slade i wdowa szukali swych pupili i powiedzieli sobie o swym niepokoju.
Film ewidentnie dla kilkulatków i nada się, gdy mój siostrzeniec będzie starszy.
2/10
PS. Czy Abigail w jedynce nie była brązowa, a nie śnieżnobiała z łatami?
PS. 2 W drugiej piosence musicalowej jest anachronizm, bo w wyobrażeniach Dasha i Miedziaka jest jumbo jet, a akcja dzieje się na początku XX wieku.
01-08-2021, 18:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-08-2021, 20:52 przez OGPUEE.)





