Noc myśliwego (1955, reż. Charles Laughton)
Jeden z tych niewielu amerykańskich czarno-białych filmów, które z tłumu innych Hollywoodzkich produkcji tamtych czasów wyróżniają się innowacyjnością i dzięki czemu mają trwałe miejsce w podręcznikach dla filmoznawców. Nic dziwnego, że do tej pory cieszy się takim statusem, bo film nawet po tych 65 latach wizualnie gniecie i kompletnie angażuje od pierwszej do ostatniej minuty. Patrząc na poszczególne sceny da się zresztą zauważyć jak wiele uznanych twórców od tamtego czasu podpatrzyło od Laughtona - począwszy od Lyncha aż do Astera.
Świetna jest już właściwie sama fabuła - cyniczny kaznodzieja i naciągacz dowiaduje się przypadkiem od współwięźnia, który za moment ma zostać stracony o ukrytych przez niego pieniądzach z napadu. Żeby wejść w ich posiadanie decyduje się po wyjściu zyskać zaufanie jego rodziny i zająć jego miejsce Pana Domu. Cała ta historia jest tu sprawnie opowiedziana i człowiek nic, tylko się pochłania to co na ekranie i jest ciekaw jak daleko antagonista się posunie. Mimo tej całej obecnej przez lwią część filmu pesymistycznej otoczki jest i ciut miejsca na subtelny humor. Dobrym zabiegiem jest także pokazywanie tego wszystkiego z perspektywy nieufnego dziecka i nadanie historii cech baśni o złym wilku i dwójce niewinnych dzieci (kurde, jednak nie doceniam sekcji komentarzy na Filmwebie).
Robert Mitchum portretuje tu być może najbardziej antypatycznego kaznodzieję w kinie obok Eliego Sundaya z "There Will Be Blood". Jego Harry Powell to postać wyjątkowo odrażająca, ale przy tym posiadająca obezwładniającą charyzmę. Gra tu skończone bydle, ale w zupełnie inny sposób niż te parę lat później w "Przylądku strachu". To tylko świadczy o tym jaki to był genialny, acz jak widzę niesłusznie zapomniany po latach aktor. Warto tu też poświęcić parę słów Lilian Gish - weteranki kina niemego w roli poczciwej starowinki, opiekującej się gromadką osieroconych dzieciaczków, czytającej im każdego wieczoru biblię, ale kiedy trzeba to spuszczającej porządne lanie i wyciągającej z mieszkania giwerę. Piękna rola wygasłej legendy kina.
Na temat tego jak ten film obłędnie wygląda to chyba już zużyto każdy odpowiedni przymiotnik. Kurde, gdyby Laughton nie poprzestałby na nim reżyserskiej kariery to dzisiaj byłby pewnie wymieniany w jednym zdaniu z Hitchcockiem czy Wellesem. Wystarczy spojrzeć na same te kadry:
No i co ciekawe film nie posiada typowo klasycznego zakończenia zgodnego z żelaznymi zasadami Hollywood, gdzie mamy starcie dobra ze złem z udziałem strzałów, podchodów i poniosłej muzyki. Laughton rozwiązuje sprawę tym, że Szczerze? Nie wiem jak inni, ale ja akurat jak najbardziej akceptuję takie zakończenie. Nie takie oczywiste i sprawia ono, że łatwiej widzowi uwierzyć w tą historię. Po prostu wykorzystana została karta realizmu.
10/10
Na zakończenie powiem, że film obejrzałem dzięki przyjemności Octopus Festival chyba w najbardziej hipsterskim miejscu na terenie Gdańska. Jest to Ulica Elektryków przy Stoczni Gdańskiej. Aż chyba będę częściej tą miejscówkę odwiedzał, bo w niej przestałem się czuć odosobniony ;)
Jeden z tych niewielu amerykańskich czarno-białych filmów, które z tłumu innych Hollywoodzkich produkcji tamtych czasów wyróżniają się innowacyjnością i dzięki czemu mają trwałe miejsce w podręcznikach dla filmoznawców. Nic dziwnego, że do tej pory cieszy się takim statusem, bo film nawet po tych 65 latach wizualnie gniecie i kompletnie angażuje od pierwszej do ostatniej minuty. Patrząc na poszczególne sceny da się zresztą zauważyć jak wiele uznanych twórców od tamtego czasu podpatrzyło od Laughtona - począwszy od Lyncha aż do Astera.
Świetna jest już właściwie sama fabuła - cyniczny kaznodzieja i naciągacz dowiaduje się przypadkiem od współwięźnia, który za moment ma zostać stracony o ukrytych przez niego pieniądzach z napadu. Żeby wejść w ich posiadanie decyduje się po wyjściu zyskać zaufanie jego rodziny i zająć jego miejsce Pana Domu. Cała ta historia jest tu sprawnie opowiedziana i człowiek nic, tylko się pochłania to co na ekranie i jest ciekaw jak daleko antagonista się posunie. Mimo tej całej obecnej przez lwią część filmu pesymistycznej otoczki jest i ciut miejsca na subtelny humor. Dobrym zabiegiem jest także pokazywanie tego wszystkiego z perspektywy nieufnego dziecka i nadanie historii cech baśni o złym wilku i dwójce niewinnych dzieci (kurde, jednak nie doceniam sekcji komentarzy na Filmwebie).
Robert Mitchum portretuje tu być może najbardziej antypatycznego kaznodzieję w kinie obok Eliego Sundaya z "There Will Be Blood". Jego Harry Powell to postać wyjątkowo odrażająca, ale przy tym posiadająca obezwładniającą charyzmę. Gra tu skończone bydle, ale w zupełnie inny sposób niż te parę lat później w "Przylądku strachu". To tylko świadczy o tym jaki to był genialny, acz jak widzę niesłusznie zapomniany po latach aktor. Warto tu też poświęcić parę słów Lilian Gish - weteranki kina niemego w roli poczciwej starowinki, opiekującej się gromadką osieroconych dzieciaczków, czytającej im każdego wieczoru biblię, ale kiedy trzeba to spuszczającej porządne lanie i wyciągającej z mieszkania giwerę. Piękna rola wygasłej legendy kina.
Na temat tego jak ten film obłędnie wygląda to chyba już zużyto każdy odpowiedni przymiotnik. Kurde, gdyby Laughton nie poprzestałby na nim reżyserskiej kariery to dzisiaj byłby pewnie wymieniany w jednym zdaniu z Hitchcockiem czy Wellesem. Wystarczy spojrzeć na same te kadry:
No i co ciekawe film nie posiada typowo klasycznego zakończenia zgodnego z żelaznymi zasadami Hollywood, gdzie mamy starcie dobra ze złem z udziałem strzałów, podchodów i poniosłej muzyki. Laughton rozwiązuje sprawę tym, że Szczerze? Nie wiem jak inni, ale ja akurat jak najbardziej akceptuję takie zakończenie. Nie takie oczywiste i sprawia ono, że łatwiej widzowi uwierzyć w tą historię. Po prostu wykorzystana została karta realizmu.
10/10
Na zakończenie powiem, że film obejrzałem dzięki przyjemności Octopus Festival chyba w najbardziej hipsterskim miejscu na terenie Gdańska. Jest to Ulica Elektryków przy Stoczni Gdańskiej. Aż chyba będę częściej tą miejscówkę odwiedzał, bo w niej przestałem się czuć odosobniony ;)
06-08-2021, 21:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-08-2021, 09:25 przez Kryst_007.)
Spoiler![[Obrazek: KlMOMYZ.png]](https://i.imgur.com/KlMOMYZ.png)
![[Obrazek: kc046dk.png]](https://i.imgur.com/kc046dk.png)
![[Obrazek: g2ASnlT.png]](https://i.imgur.com/g2ASnlT.png)
![[Obrazek: nuNUp1F.png]](https://i.imgur.com/nuNUp1F.png)
![[Obrazek: f5SpEmM.png]](https://i.imgur.com/f5SpEmM.png)
![[Obrazek: Xh4q8Mc.png]](https://i.imgur.com/Xh4q8Mc.png)





