Crov reaguje zdecydowanie. I like it.
po raz kolejny zachodzi nieporozumienie, ktore zachodzi zawsze, gdy rozgorzewa dyskusja na temat realizmu w kinie. nie chodzi o to, by czynic realnym fantastyczne wynalazki czy podroze statkiem na slonce. to nie jest priorytet. nie to przesadza o realnosci danego filmu. jesli rezyserowi zalezy, to oczywiscie zabrnie w maksymalny osiagalny realizm rekwizytow i chwala mu za to. ale nie w tym rzecz. rzecz w tym, zeby zachowanie bohaterow bylo jak najblizsze rzeczywistosci. zeby w zetknieciu z czyms niesamowitym zachowywali sie tak, jak zachowuja sie ludzie w normalnym swiecie. z tego wlasnie powodu tak doszczetnie rozpierwiastkowal mnie film Boyle'a pod tytulem Sunshine. fabularne zalozenia owego kosmicznego przedsiewziecia traca takim horrendalnym kuriozum, ze to sie w pale nie miesci. jednakze po uplywie zaledwie kilku minut zapomnialem o calej kolosalnej niedorzecznosci wyprawy. dostrzeglem na twarzach bohaterow to, czego szukam w kinie - wielkie serce do dzialania, niesamowite zaangazowanie w akcje i potezne parcie na sfinalizowanie ekspedycji. wuchta emocji, wiarygodne reakcje, bledne decyzje (jedna glupia:)), radosc, smutek i na deser walka z poparzonym redneckiem:) i wszystko to samowystarczalne, "wsobne", bez parodii, pastiszu tudziez kwestionowania wlasnych zalozen... czyste kino.
po raz kolejny zachodzi nieporozumienie, ktore zachodzi zawsze, gdy rozgorzewa dyskusja na temat realizmu w kinie. nie chodzi o to, by czynic realnym fantastyczne wynalazki czy podroze statkiem na slonce. to nie jest priorytet. nie to przesadza o realnosci danego filmu. jesli rezyserowi zalezy, to oczywiscie zabrnie w maksymalny osiagalny realizm rekwizytow i chwala mu za to. ale nie w tym rzecz. rzecz w tym, zeby zachowanie bohaterow bylo jak najblizsze rzeczywistosci. zeby w zetknieciu z czyms niesamowitym zachowywali sie tak, jak zachowuja sie ludzie w normalnym swiecie. z tego wlasnie powodu tak doszczetnie rozpierwiastkowal mnie film Boyle'a pod tytulem Sunshine. fabularne zalozenia owego kosmicznego przedsiewziecia traca takim horrendalnym kuriozum, ze to sie w pale nie miesci. jednakze po uplywie zaledwie kilku minut zapomnialem o calej kolosalnej niedorzecznosci wyprawy. dostrzeglem na twarzach bohaterow to, czego szukam w kinie - wielkie serce do dzialania, niesamowite zaangazowanie w akcje i potezne parcie na sfinalizowanie ekspedycji. wuchta emocji, wiarygodne reakcje, bledne decyzje (jedna glupia:)), radosc, smutek i na deser walka z poparzonym redneckiem:) i wszystko to samowystarczalne, "wsobne", bez parodii, pastiszu tudziez kwestionowania wlasnych zalozen... czyste kino.
09-05-2008, 17:03






