Fantomas wraca - tu słabiej. Jedynka dość umiejętnie wyważała humor i sensację, a tu pierwsza połowa to mniej zabawna wersja Żandarma, a postacie pozytywne są debilami, którzy dają się złapać Fantomasowi na własne życzenie. A szkoda, bo Juve jest mądrzejszy, bo produkuje swe wynalazki jak bondowski Q i o dziwo są one skuteczne. Pamiętny już finał z latającym Citroenem dość spektakularny, ale niestety w wielu miejscach trąci myszką i powoduje śmiech. Na tle chmur wziętych z jakiegoś barokowego obrazu lecą tak samo nieprzekonywujący wycinankowe obiekty latające. No dajcie spokój - filmy z Godzillą z tego okresu miały lepsze tego typu efekty specjalne. Szczególnie, że sama scenografia kryjówki Fantomasa robi wrażenie i przywodzi mi na myśl frankofońskie komiksy z tego okresu. Sama postać nadal robi wrażenie. Choć jest bardziej demoniczny, to zdecydowano dać mu głębi, np. jest przyjazny Helene i jej bratu. I miło zobaczyć, że Fantomasowi nie idzie po myśli.
7/10
Frankenstein (1992) - wtedy chyba najbardziej wierna adaptacja powieści Mary Shelley. Np. jak u Whale’a potwór topił dziewczynkę niechcący, tak tu jak w książce ją ratuje. TrJednak i tu zdecydowano się na parę zmian - potwór jest tu kimś pokroju klona. Gdy potwór obrywa, to odczuwa to Frankenstein. A z początku Victor ma co chwila zawały jak Paździoch. Potwór jak ten Karloffa i Lee zachowuje się jak dziecko poznające świat, ale tylko na początku. Film dość niezły, choć trochę czuć tej telewizyjnej taniochy, gdy Jak Victor prezentuje Henry’emu swe zmutowane Muppety, a sceneria z Morza Arktycznego wygląda jak diorama. Quaid ma charakteryzację ma pół twarzy i nie wydaje się taki straszny. I niestety momentami aktorzy przesadzają z grą aktorską, przez co momenty dramatyczne wypadają niezamierzenie śmiesznie. Najlepiej wypadł Quaid, który też czasem gra jakby szukał Oscara, ale potrafił pokazać potwora jako sympatyczną tragiczną postać, jak i demonicznego... potwora. Sonny zaskoczył się, że Randy Quaid grał w Frankensteinie, a ja zaskoczony jestem że była to koprodukcja brytyjsko-polska - pomagała kręcić Wytwórnia Filmów Fabularnych we Wrocławiu i wystąpiło tu kilku polskich aktorów w epizodach (wszyscy zdubbingowani). Oprócz Prezesa Kozłowskiego występuje tu Helmut Schmidt z odcinka Kiepskich o euro bramce oraz Chipsy z Plecaka pełnego przygód. Świetny motyw muzyczny.
7/10
7/10
Frankenstein (1992) - wtedy chyba najbardziej wierna adaptacja powieści Mary Shelley. Np. jak u Whale’a potwór topił dziewczynkę niechcący, tak tu jak w książce ją ratuje. TrJednak i tu zdecydowano się na parę zmian - potwór jest tu kimś pokroju klona. Gdy potwór obrywa, to odczuwa to Frankenstein. A z początku Victor ma co chwila zawały jak Paździoch. Potwór jak ten Karloffa i Lee zachowuje się jak dziecko poznające świat, ale tylko na początku. Film dość niezły, choć trochę czuć tej telewizyjnej taniochy, gdy Jak Victor prezentuje Henry’emu swe zmutowane Muppety, a sceneria z Morza Arktycznego wygląda jak diorama. Quaid ma charakteryzację ma pół twarzy i nie wydaje się taki straszny. I niestety momentami aktorzy przesadzają z grą aktorską, przez co momenty dramatyczne wypadają niezamierzenie śmiesznie. Najlepiej wypadł Quaid, który też czasem gra jakby szukał Oscara, ale potrafił pokazać potwora jako sympatyczną tragiczną postać, jak i demonicznego... potwora. Sonny zaskoczył się, że Randy Quaid grał w Frankensteinie, a ja zaskoczony jestem że była to koprodukcja brytyjsko-polska - pomagała kręcić Wytwórnia Filmów Fabularnych we Wrocławiu i wystąpiło tu kilku polskich aktorów w epizodach (wszyscy zdubbingowani). Oprócz Prezesa Kozłowskiego występuje tu Helmut Schmidt z odcinka Kiepskich o euro bramce oraz Chipsy z Plecaka pełnego przygód. Świetny motyw muzyczny.
7/10
29-09-2021, 17:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-09-2021, 17:58 przez OGPUEE.)





