(01-10-2021, 15:59)Dirk napisał(a):(01-10-2021, 15:12)michax napisał(a): Z Moorem ostatni miał być chyba Tylko dla twoich oczu albo Moonraker, a zagrał jeszcze w Ośmiorniczce i (znakomitym) Zabójczym widoku, choć już był za stary w tym ostatnim.
Piątal! „Zabójczy widok” jest dla mnie w czołówce Bondów. Dużą rolę odgrywa tu sentyment, ale, po pierwsze, uwielbiam Moore’a jako Bonda, a po drugie jego ostatni występ niesamowicie tchnie latami osiemdziesiątymi. Jest kapitalny przeciwnik w postaci Christophera Walkena, jest Patrick Macnee. Nawet Tanya Roberts mi pasuje na dziewczynę Bonda. Podobnie jak ścieżka dźwiękowa, klimat i fabuła.
(01-10-2021, 20:27)Dirk napisał(a): Ja akurat lubię również "Ośmiorniczkę", nie mam też żadnego problemu z Bondem w stroju clowna, co często stawia się jako główny zarzut do tego filmu. Jest za to fajny klimat podzielonych Niemiec oraz świetny Steven Berkoff jako antagonista. Dużą rolę pełni tu oczywiście faktor nostalgii, ale ogląda mi się te Bondy bardzo dobrze. W sumie najgorsze z Moorem są dla mnie dwa pierwsze ("Żyj i pozwól umrzeć" oraz "Człowiek ze złotym pistoletem", choć tu akurat jest Christopher Lee). Dopiero w "Szpieg, który mnie kochał" Moore wskoczył na właściwe tory. Ale żadnego Bonda z nim nie skreślam.
Zgadzam się ze wszystkim. Dwa pierwsze Bondy z Moorem są słabe i nudne. Nic z nich nie pamiętam, poza piosenką z pierwszego filmu, sceny z krokodylami, Christophera Lee z trzecim sutkiem, sceny z samochodem obracającym się w powietrzu i tyle. Dla mnie to nie są tylko najsłabsze Bondy z Moorem, co ogólnie jedne z najgorszych w cyklu. Ale każdy aktor, który zagrał więcej jak dwa razy agenta brytyjskiego ma dobre, świetne i słabe filmy na swoim koncie.
O wiele wyżej stawiam Moonrakera, za to jak jest przegięty nawet jak na erę Moore'a, i Ośmiorniczkę (choćby za scenę z samochodem jadącym na torach), lubię do tych filmów wracać. Dziwne, że po dwóch tak słabych Bondach jak Żyj i pozwól umrzeć oraz Człowiek ze złotym pistoletem powstał jeden z najlepszych w całym cyklu, Szpieg który mnie kochał. Oprócz Zabójczego widoku, o którym powiedziałeś wszystko (ja bym dodał że ma jedną z najlepszych piosenek w czołówce) i właśnie Szpiega z Moorem, to też bym wymienił wydaje mi się, że niedoceniany Tylko dla twoich oczu. Może się mylę, ale za mało o tym filmie się wspomina, nawet wśród fanów 007.
Jest to jeden z moich ulubionych Bondów, tylko specyficzny, bo zaczyna się od żenującej sceny z kominem i Blofeldem (i nawiązania do końcówki filmu z Lazenby), ale z każdą kolejną minutą jest coraz lepszy. Jest to film, który mógłby mieć tytuł - 007 i zimowa olimpiada. Jeśli źle pamiętam to mnie popraw, ale są tutaj bobsleje, hokej, jazda na nartach. Chyba tylko nie ma jazdy figurowej na lodzie i skoków narciarskich z konkurencji zimowych, albo nie pamiętam.
A poza tym mamy takie sporty jak nurkowanie (chyba samochodem?), wspinaczka górska za pomocą sznurówki (zawsze jak oglądałem sceny, gdy 007 podciąga się za pomocą sznurówek, to myślałem, że scenarzyści przesadzili, poniosło ich, a niedawno się dowiedziałem, że jest taki sport, czy jakkolwiek to nazwać). No i pewnie o jakimś sporcie zapomniałem, który pojawił się w tym filmie.
Tylko dla twoich oczu ma jedną z najlepszych dziewczyn Bonda, graną przez Carole Bouquet i Topola. No i świetną piosenkę. Uwielbiam ten film tak samo jak Zabójczy widok i Szpiega, który mnie kochał. A z ery bondowskiej innych aktorów to dla mnie najlepsze są Pozdrowienia Rosji (i nieoficjalnie , tak pół żartem pól serio, Twierdza Baya), W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości, W obliczu śmierci, Licencja na zabijanie, Jutro nie umiera nigdy, mimo paru wad Świat to za mało, Casino Royale i Skyfall. Nie wymieniłem Goldfingera i GoldenEye, które wiem jak są uwielbiane, i uważam filmy za dobre, to jednak wyżej stawiam te inne Bondy z Connery i Brosnanem.
03-10-2021, 21:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-10-2021, 21:31 przez michax.)





