(05-10-2021, 13:07)ernestbugaj napisał(a): To co przeczytałem powyżej potwierdza moje przypuszczenia. Poza końcowym szokiem ten film nie ma wiele do zaoferowania, o jakimkolwiek funie nie wspomnę. Dajmy na to taką akcję z czołgami z GoldenEye będę pamiętał do końca życia, a tutaj? No jest pościg, no strzelają się. Ziew.
A to zależy, co rozumiesz przez fun. Dla mnie funem jest zobaczenie kanonicznej, ustabilizowanej postaci, wrzuconej w inny kontekst. W kontekst, w którym niewątpliwa męskość 007 nie jest definiowana przez przerysowane klepanie po pupach przygodnych lasek i rozpieprzanie czołgiem/długopisem/kijkiem narciarskim setek kolesi, ale wzięcie odpowiedzialności za wiadomo kogo.
To nie tylko finalny szok czy twist, ale kilka fajnych patentów na potwierdzenie, że "Times They Are A-Changin' "
05-10-2021, 13:32





