Ankieta: Co sądzisz o Unforgiven i dziełach Leone?
Wiekopomne dzieła, pomniki kultury XX wieku
Jeszcze nie widziałem/am, ale wkrótce nadrobię
Śpiewam w chórze
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Lonesome Dove aka Na południe od Brazos (CBS, 1989)
#1
[Obrazek: Xfa7nwf.jpg]

Chcecie kolejnej definicji słowa "niesprawiedliwość"? Dziesiątki miernych kupsztali spod ogona netflixowej kobyły ma tu swoje tematy, a NA POŁUDNIE OD BRAZOS (ostatni raz używam tej nazwy) wspominane jest ledwie kilka razy na przestrzeni całego istnienia forum; dzieło to psim swędem załapało się (dzięki dwójce bogobojnych użytkowników - Bibliomiśkowi i Kapitanowi N.) do niedawnego zestawienia najlepszych seriali wszechczasów i rad jestem z tego niewielkiego, acz honorowego wyróżnienia.

Lonesome Dove mógłby służyć za kompendium westernowe, upychając w sześciu godzinach w zasadzie wszystkie ważniejsze motywy związane z Dzikim Zachodem i zamykając temat wspaniałą, gorzką klamrą. Co więc znajdziemy w menu? Kowboje pędzący bydło przez kilka stanów? Tak, to główna oś fabularna, koło zamachowe w zasadzie wszystkich wątków. Strzelaniny? Jest kilka. Porwanie? A jakże, z gościnnym udziałem znanych i lubianych Indian. Napady, rabunki i rozboje? W sporych ilościach. Romanse, ruchanko i kurwy? Oczywiście że są, do tego niektóre panienki całkiem apetyczne. Morderstwa, gwałty, bezsensowna przemoc? Spokojnie, rządza krwi (i innych płynów) co poniektórych zostanie zaspokojona. Szorstka przyjaźń między dwoma starymi wyjadaczami? Jasna sprawa, dodatkowo sportetowana przez absolutnych wymiataczy w swoim fachu. Niedosyt mogą czuć wyłącznie fani trzydziestominutowych pojedynków z grzmiącymi partyturami Morricone w tle. No, to tak z grubsza, a nie tknąłem nawet mniej mięsistych (acz podanych równie smakowicie) elementów (romanse, dorastanie, relacja ojciec - (zapewne) syn, stara miłość, nowe nadzieje, rozliczenie z życiem, doświadczone wiarusy vs postęp i tak dalej)...

Największą siłą Lonesome Dove jest właśnie to wymieszanie wszystkich westernowych składników, które w pojedynkę tworzą zwykle trzon filmu (weźmy takich Poszukiwaczy Forda), a tutaj stanowią potężną, wielowątkową całość, swoisty westernowy epos. Mało które epickie dzieło zasługuje na to (wyświechtane i niezdrowo nadużywane) porównanie do Homera ze swoimi herosami (oczywiście odpowiednio ułomnymi, obdarzonymi przywarami), monumentalą historią i pararelami z Iliadą. Wyjątkowo cieszy realizm i twarde obchodzenie się z widzem i jego przyzwyczajeniami. Nie jest to rzecz jasna ostra, wręcz groteskowo brutalna bezkrompomisowość rodem z ksiąg McCarthy'ego, ale też nikt tu nie ma wklepanego IDDQD. Zemrzeć albo i marnie zdechnąć może każdy, Dziki Zachód nie sprzyja (a jakże) długowieczności, więc wiele postaci kończy tragicznie i to często w zaskakujących okolicznościach. Podoba mi się brak wewnętrznej "logiki" cechującej zwłaszcza przeciętne filmy - jak jesteś dobry, to raczej przeżyjesz, jak jesteś zły i się nawrócisz, to albo poniesiesz bohaterską śmierć, albo też przetrwasz. Kostucha z Lonesome Dove pojawia się dość losowo; oczywiście jeśli wybierzesz się w serce ziemi indiańskiej to najprawdopodobniej skończysz stratny o skalp, ale możesz też być Bogu ducha winnym człekiem znajdującym się w złym miejscu o złym czasie i dupa - po tobie. Gdzieś tam po drodze wprawiono w ruch kulę śnieżną, która po pewnym czasie w formie lawiny pędzącej niczym bydło przez prerie porwała ze sobą kilka istnień.

To kolejny doskonale zaprezentowany motyw - nieuchronność losu i wynikające zeń ostatnie tchnienie wydawane czy to na własnych zasadach i z pełną kontrolą, czy tez bez wpływu na poprzedzające wydarzenia. Warto zwrócić uwagę na pobudki kierujące najważniejszymi figurami tej opowieści, często z kardynalnym wpływem na życie i śmierć bliźnich - jeden gość wyjeżdża z rodzinnego miasteczka by dorwać zabójcę brata, drugi "pędzi" za nim z przykrą wiadomością. Gdzie zawędrują, kogo spotkają po drodze i co się z nimi stanie - tego nie zdradzę, napomnę jeno, że byłem cholernie zaskoczony rozwojem wypadków. No ale skupmy się na parze głównych boharerów, bo przecież to głównie ich historia. Gus wyrusza w podróż planując odwiedzić dawną miłość, ale w zasadzie robi wszystko dla zabawy i dotrzymania towarzystwa kompanowi. Woodrow chce być pierwszym, który zapędzi bydło do Montany; niby to pionierstwo, ale tak naprawdę chodzi o dumę i udowodnienie sobie czegoś. Mamy więc niby herosów "większych niż życie" motywowanych przyziemnymi, często egoistycznymi pobudkami. Wspomniana gorzka nuta w zakończeniu wybrzmiewa tym mocniej, jeśli przyjrzymy się rachunkowi zysków i strat. No, zatrzymajmy się jeszcze przy duecie emerytowanych pograniczników - swoją charyzmą niosą całość, męskość a lata doświadczeń i przeżyć widać na zarośniętych, brudnych facjatach... Wygrywa zdecydowanie Bobby Duvall (wielki aktor, jeden z moich ulubionych) z tym swoim szarmanckim, łobuzerskim sznytem - lekkoduch, ale i twardziel z zasadami, chyba rzeczywiśćie jego najlepsza rola. Tommy to idealna przeciwwaga - stoicki, małomówny, czasem opryskliwy; jak już pokaże więcej emocji, to klękajcie narody - wspaniała postać. Zresztą świetny jest tu każdy - Danny Glover, Diane Lane, Chris Cooper, Anjelica Huston, Barry Corbin czy nawet Buscemi w typowej dla siebie roli szczura lądowego. A, humor jest tu idealnie wyważony - ironiczny, czasem czarny jak smoła, ale zwykle w dobrym duchu - zaśmiałem się kilka razy, zwłaszcza z kwestii Augustusa.

Nie wiem jak wygląda znajomość tego wielkiego dzieła na forum - do topki seriali wepchęła go wspomniana wyżej dwójka, są więc i dwie odpowiedzi - albo Lonesome Dove nie jest wystarczająco doceniane (niepodobna), albo zwyczajnie nieznane. Dla tej drugiej możliwości tworzę niniejszy temat i zachęcam gorąco do obejrzenia - cztery odcinki, sześć godzin materiału, całe życie na podniecanie się jak niżej podpisany. Dla mnie obok The Good, the Bad and They Ugly i Unforgiven to najlepszy western świata. Jest tym samym dla opowieści o Dzikim Zachodzie czym Band of Brothers dla tematyki wojennej - najwyższym szczytem.

---

Autor "powieści-matki", Larry McMurtry, zmarł w tym roku. Właśnie dodaje do listy filmów dzieła, do których napisał skrypt (część już znam). W schowku księgarni ląduje natomiast samo tomiszcze - drogie to jak cholera, ale kiedyś się szarpnę.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Wiadomości w tym wątku
Lonesome Dove aka Na południe od Brazos (CBS, 1989) - Norton - 10-10-2021, 19:31

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  MIAMI VICE [1984-1989] Mental 45 12,642 01-06-2025, 12:48
Ostatni post: simek
  Północ - Południe / North & South (1985-1986, 1994) Gieferg 8 4,117 20-08-2021, 22:16
Ostatni post: Nemo



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości