Myślę, że komuś kto nie ma gigantycznego sentymentu do postaci/serii ciężko jest oglądać "tak jak zwykły film" pozycje, które powstały te kilkadziesiąt lat temu. Co by nie mówić, Bondy to poza nielicznymi wyjątkami (FRWL) filmy akcji, a filmy akcji to nie są uniwersalne dramaty, tylko nasze oczekiwania jako współczesnego widza są zupełnie inne. Sposób kręcenia też mocno się zmienił i sceny akcji w starych Bondach cóż, są po prostu nudne i tego się nie da zmienić. Jak do tego dołożymy typową dla wielu filmów serii bombastyczną przesadę to ktoś może tego nie kupować.
Ja na stare Bondy patrzę obecnie w większości pod kątem wartości historycznej, jaką dla mnie wnoszą - oglądając jedną serię widzę, jak zmieniały się stroje, architektura, zwyczaje, kino. Lubię to.
To już chyba jakaś poza, bo nie ma w tym filmie nic odbiegającego od standardów kina z tamtych lat, powiedziałbym że przeciwnie. Chyba, że żadnego akcyjniaka z przełomu wieków nie lubisz to ok. Btw. jest sporo lepszych Bondów, ale do tego mam duży sentyment bo to pierwszy, jakiego widziałem w kinie no i ma świetnie obsadzoną jedną Bond Girl.
Dla mnie łączenie filmów w ścisłą serię jest ok, kiedy jest to dobrze zrobione (błyskotliwe kryterium, wiem) - jeżeli jest to tak połączone jak CR - QoS to jest ok, bo to jest fajne i zgrabne, a jednocześnie film jest generalnie odrębną historią. Jeżeli jest tak toporne i niepotrzebne jak w Spectre czy NTTD, to mi to przeszkadza bo jest zbędne.
W ogóle Mendes wyrządził serii mnóstwo złego poprzez te swoje blubry w Skyfall i Spectre i ciągnięcie w nieskończoność niektórych wątków oraz wrzucenie błyskawicznie motywu "too old for that shit". I tu jest podobieństwo do Nolana, u którego Batmana też nie oglądamy w ogóle w pełni formy, tylko ledwo zaczyna a już jest za stary i nie na miejscu. Tutaj mamy pierwszą misję, potem film będący bezpośrednią kontynuacją, zaczynający się 5 minut po pierwszej misji, a potem Bond jest już za stary, niepotrzebny i nie na miejscu. Podobnie przeciągnięte bez litości są motywy działania na własną rękę i odchodzenia z MI6 - no kurwa, ile można? Jak do tego dołożymy totalny brak talentu do scen akcji to mamy dwa filmy, które dla mnie położyły Bondy z Craigiem i jeszcze zostawiły następcę z gównianym zakończeniem Spectre, z którego urodziło się to co się urodziło.
Ja na stare Bondy patrzę obecnie w większości pod kątem wartości historycznej, jaką dla mnie wnoszą - oglądając jedną serię widzę, jak zmieniały się stroje, architektura, zwyczaje, kino. Lubię to.
(13-10-2021, 12:55)Gieferg napisał(a):Corn napisał(a):Nie po to oglądam Bonda, żeby
A mi to nie przeszkadza, Bonda pre-CR i tak nie lubiłem (nie samej postaci, tylko filmów, w których występował), choć podejście do kobiet było spoko - w sensie, zabawne w jakiś sposób :>
Natomiast podoba mi się, że dostaliśmy zamkniętą historię z początkiem i końcem (chociaż środek jest dośc marny), która nie ciągnie się w nieskończoność i którą można spokojnie oglądać w oderwaniu od ciągnącego się od 60 lat tasiemca.
Bond-Craig to odpowiednik Batmana-Bale'a, taki elseworld, cech wspólnych można znaleźć cały szereg (Vesper-Rachel, Selina-Madeleine itd,), a jedną jest to, że jeden i drugi w pewnym momencie przestaje być TYM bohaterem, którym był zazwyczaj. Gorzej, że odpowiednikiem TDKR tutaj są aż trzy filmy.
Oglądałem ostatnio "jednym okiem" "Świat to za mało" (bo tak naprawdę to oglądał ktoś przy sąsiednim biurku i rzucalem okiem) no i niestety nie jest to coś na czym miałbym ochotę skupić uwagę przez dwie godziny.
To już chyba jakaś poza, bo nie ma w tym filmie nic odbiegającego od standardów kina z tamtych lat, powiedziałbym że przeciwnie. Chyba, że żadnego akcyjniaka z przełomu wieków nie lubisz to ok. Btw. jest sporo lepszych Bondów, ale do tego mam duży sentyment bo to pierwszy, jakiego widziałem w kinie no i ma świetnie obsadzoną jedną Bond Girl.
(13-10-2021, 13:00)Corn napisał(a): I to jest dla mnie problem, bo do tej pory nie trzeba było elseworldować, żeby nadawać tej serii świeżość. Na dobrą sprawę CR nie musiało być pierwszą misją Bonda, mogło spokojnie kontynuować dawną serię i po prostu być filmem o misji w kasynie. Zmienić parę dialogów i scen i jedziemy dalej
Dla mnie łączenie filmów w ścisłą serię jest ok, kiedy jest to dobrze zrobione (błyskotliwe kryterium, wiem) - jeżeli jest to tak połączone jak CR - QoS to jest ok, bo to jest fajne i zgrabne, a jednocześnie film jest generalnie odrębną historią. Jeżeli jest tak toporne i niepotrzebne jak w Spectre czy NTTD, to mi to przeszkadza bo jest zbędne.
W ogóle Mendes wyrządził serii mnóstwo złego poprzez te swoje blubry w Skyfall i Spectre i ciągnięcie w nieskończoność niektórych wątków oraz wrzucenie błyskawicznie motywu "too old for that shit". I tu jest podobieństwo do Nolana, u którego Batmana też nie oglądamy w ogóle w pełni formy, tylko ledwo zaczyna a już jest za stary i nie na miejscu. Tutaj mamy pierwszą misję, potem film będący bezpośrednią kontynuacją, zaczynający się 5 minut po pierwszej misji, a potem Bond jest już za stary, niepotrzebny i nie na miejscu. Podobnie przeciągnięte bez litości są motywy działania na własną rękę i odchodzenia z MI6 - no kurwa, ile można? Jak do tego dołożymy totalny brak talentu do scen akcji to mamy dwa filmy, które dla mnie położyły Bondy z Craigiem i jeszcze zostawiły następcę z gównianym zakończeniem Spectre, z którego urodziło się to co się urodziło.
The key of joy is disobedience.
13-10-2021, 14:45





