(21-10-2021, 11:58)simek napisał(a): Ja lubię jak w filmach są pokazywane zdarzenia, które nie mają bezpośredniego wpływu na dalszą część fabuły, mam wtedy lepszą iluzję tego, że obserwuję skrawek prawdziwego życia postaci (bo na pewno tajni agenci są szkoleni do używania wielu rzeczy, które nigdy im się nie przydadzą), a jeśli wszystkie sceny zbyt dobrze do siebie pasują, jak w równaniu matematycznym, to niestety mam wrażenie rzeczywistości spreparowanej na potrzeby widza.Tak jak napisałeś - to kwestia tego, jak podchodzisz do filmów. Od Bonda oczekuję rozrywki i nie przeszkadza mi "preparowanie" rzeczywistości. I lubię jak scenariusz nie posiada takich "luźnych" wątków. Poza tym ja zawsze sobie tłumaczę idealnie dopasowanie gadżetów do fabuły tak, że Bond bywa w wielu niebezpiecznych sytuacjach i czasem gadżety mu się przydadzą, a jakby ich nie miał, to poradziłby sobie w inny sposób. Dobrze pasuje tu "Ośmiorniczka" (z pozdrowieniami dla tych, którzy nie lubią
) - gdzie Bond dostał od Q pióro z kwasem. Przydaje mu się, żeby wyrwać kraty. Ale gdyby go nie miał, to ogłuszyłby strażnika, czy coś. Gadżety po prostu pomagają w improwizacji
Ale przecież głównie chodzi o fun. A to BMW z "Goldeneye" to nitpicking z mojej strony, bo sam film jest po prostu dobry i dostarcza.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
21-10-2021, 13:13





