Moje halloweenowe double-feature:
Nie oglądaj się teraz (1973)
Kurde, uwielbiam gdy za scenerię do horroru robi jakieś europejskie miasto. Tamta architektura potrafi często pięknie współgrać z wylewającą się z ekranu grozą. Roeg kreuje pysznie dezorientujący klimat - klaustrofobiczne weneckie uliczki filmowane kamerą z ręki i połączone do tego specyficznym montażem. To wszystko okraszone jeszcze symboliką i wyczuwalnym w powietrzu fatum.
Świetny horror psychologiczny z finałem, który tylko pozostawia widzowi kolejne pytania bez odpowiedzi. Dużo się mówi o tej legendarnej scenie seksu Donalda Sutherlanda i Julie Christie, która pewnie nie byłaby tak kultowa, gdyby nie pogłoska jakoby nie była ona kręcona na niby. W sumie to zazdroszczę Donaldowi, bo z Julie to naprawdę była śliczna kobieta (choć w takim "Demon's Seed wygląda jeszcze bardziej okazale). Swoją drogą, świetnie dobrali te dwie dziwaczne stare siostry - zwłaszcza tą ślepą. Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to może do tego że ten motyw żałoby jest jakoś niemrawo przedstawiony, a główna para małżonków w pierwszych scenach rozgrywających się po tragedii nie wygląda na jakoś specjalnie załamanych, jak na ludzi którzy dopiero co stracili córkę.
8/10
Dziecko Rosemary (1968)
Powtórka po paru ładnych latach. Kurde, dzięki takim filmom kocham kino i jestem dumny z bycia Polakiem. Klimat, muzyka, kreacje aktorskie, scenariusz - wszystko jest tu absolutnie na swoim miejscu. Uwielbiam ten film szczególnie za to, jak Polański wodzi widza za nos. Przez cały film nie wiadomo czy Rosemary naprawdę jest ofiarą nawiedzonej sekty czy po prostu obserwujemy to wszystko z perspektywy obłędu. Niby wszystko jest tu jak na tacy, ale przecież wciąż niewykluczone, że to mogą być urojenia.
Reżyseria Romana w tym filmie wręcz trzyma na krawędzi fotela. Jedna z najlepszych sekwencji koszmaru jakie oglądałem. Tak zaznaczę, że podoba mi się to, jak bardzo te sny wydają się być pozbawione sensu - tu jakiś jacht, tu zamurowywanie okien w kościele i nie wiadomo skąd to... Nie doszukujmy się tu żadnej głębi, po prostu każdemu z nas śni się nie wiadomo co. Do tego duża dbałość o detale, które mnożą się w moich oczach z każdym kolejnym seansem i przy okazji pełno ciekawostek o satanistyce.
Genialna muzyka Krzysia Komedy. Pomyśleć, ile mógłby jeszcze wspaniałego skomponować, gdyby nie ta popijawa z Hłaską. Może byłby jednym najwybitniejszych kompozytorów w Hollywood i rozchwytywany przez największych reżyserów. Życiówka Mii Farrow, której nic tylko autentycznie współczuć. Bez względu na to czy patrzeć na nią jako ofiarę jakiejś zmowy czy po prostu własnej psychiki, to widzimy w niej biedną bezbronną kochającą matkę. Fantastyczna Ruth Gordon na drugim planie w roli wścibskiej i zdziwaczałej, acz pozornie sympatycznej sąsiadki. Aż mnie zaskoczyło, że dostała za nią Oscara (jak najbardziej zasłużony), bo Akademia w 1968 akurat lała zimnym moczem na te najbardziej legendarne z perspektywy czasu filmy tamtego zacnego dla kina roku. Do tego już mniej doceniony Sidney Blackmer jako jej także na pozór poczciwy małżonek. Arcydzieło i u mnie najlepszy film Romana.
10/10
Nie oglądaj się teraz (1973)
Kurde, uwielbiam gdy za scenerię do horroru robi jakieś europejskie miasto. Tamta architektura potrafi często pięknie współgrać z wylewającą się z ekranu grozą. Roeg kreuje pysznie dezorientujący klimat - klaustrofobiczne weneckie uliczki filmowane kamerą z ręki i połączone do tego specyficznym montażem. To wszystko okraszone jeszcze symboliką i wyczuwalnym w powietrzu fatum.
Świetny horror psychologiczny z finałem, który tylko pozostawia widzowi kolejne pytania bez odpowiedzi. Dużo się mówi o tej legendarnej scenie seksu Donalda Sutherlanda i Julie Christie, która pewnie nie byłaby tak kultowa, gdyby nie pogłoska jakoby nie była ona kręcona na niby. W sumie to zazdroszczę Donaldowi, bo z Julie to naprawdę była śliczna kobieta (choć w takim "Demon's Seed wygląda jeszcze bardziej okazale). Swoją drogą, świetnie dobrali te dwie dziwaczne stare siostry - zwłaszcza tą ślepą. Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to może do tego że ten motyw żałoby jest jakoś niemrawo przedstawiony, a główna para małżonków w pierwszych scenach rozgrywających się po tragedii nie wygląda na jakoś specjalnie załamanych, jak na ludzi którzy dopiero co stracili córkę.
8/10
Dziecko Rosemary (1968)
Powtórka po paru ładnych latach. Kurde, dzięki takim filmom kocham kino i jestem dumny z bycia Polakiem. Klimat, muzyka, kreacje aktorskie, scenariusz - wszystko jest tu absolutnie na swoim miejscu. Uwielbiam ten film szczególnie za to, jak Polański wodzi widza za nos. Przez cały film nie wiadomo czy Rosemary naprawdę jest ofiarą nawiedzonej sekty czy po prostu obserwujemy to wszystko z perspektywy obłędu. Niby wszystko jest tu jak na tacy, ale przecież wciąż niewykluczone, że to mogą być urojenia.
Reżyseria Romana w tym filmie wręcz trzyma na krawędzi fotela. Jedna z najlepszych sekwencji koszmaru jakie oglądałem. Tak zaznaczę, że podoba mi się to, jak bardzo te sny wydają się być pozbawione sensu - tu jakiś jacht, tu zamurowywanie okien w kościele i nie wiadomo skąd to... Nie doszukujmy się tu żadnej głębi, po prostu każdemu z nas śni się nie wiadomo co. Do tego duża dbałość o detale, które mnożą się w moich oczach z każdym kolejnym seansem i przy okazji pełno ciekawostek o satanistyce.
Genialna muzyka Krzysia Komedy. Pomyśleć, ile mógłby jeszcze wspaniałego skomponować, gdyby nie ta popijawa z Hłaską. Może byłby jednym najwybitniejszych kompozytorów w Hollywood i rozchwytywany przez największych reżyserów. Życiówka Mii Farrow, której nic tylko autentycznie współczuć. Bez względu na to czy patrzeć na nią jako ofiarę jakiejś zmowy czy po prostu własnej psychiki, to widzimy w niej biedną bezbronną kochającą matkę. Fantastyczna Ruth Gordon na drugim planie w roli wścibskiej i zdziwaczałej, acz pozornie sympatycznej sąsiadki. Aż mnie zaskoczyło, że dostała za nią Oscara (jak najbardziej zasłużony), bo Akademia w 1968 akurat lała zimnym moczem na te najbardziej legendarne z perspektywy czasu filmy tamtego zacnego dla kina roku. Do tego już mniej doceniony Sidney Blackmer jako jej także na pozór poczciwy małżonek. Arcydzieło i u mnie najlepszy film Romana.
10/10
01-11-2021, 13:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-02-2022, 22:22 przez Kryst_007.)





