Odpuściłem sobie tym razem całomiesięczny maraton, ale również nadrobiłem w Halloween. Kilka filmów, których jeszcze nie oglądałem:
Frankenstein 1970, (1958) - Do zapomnienia, ale z tego okresu widziałem już co najlepsze filmy już widziałem. Boris Karloff miał bardzo trudny okres w latach 50. i dopiero odżyje przy małym renesancie gotyckiego horroru w następnej dekadzie. To jeden z nielicznych gwiazd klasycznego horroru, który stał się autentycznie bogaty i to chyba tylko z zamiłowania do aktorstwa brał role nawet w tak podrzędnych filmach. Jeśli chodzi o czyste horrory (bez elementów sci fi) z tej dekady najlepszy jest Night of the Demon albo któryś z filmów Hammera. Nie przepadam za Hammerem, ale te kilka filmów z lat 50. to im się akurat udały. Ten Frankenstein nie ma do zaoferowania nic poza monologami Karloffa. Ten film nie zasługuje tego aktora.
Killer Klowns from Outer Space (1988) - Czysta przyjemność i wielki talent twórców przy skromnym budżecie. Zero treści, same gagi. Wszystko, co odciągałoby uwagę od zabawnych sytuacji i pomysłowych efektów zostało odsunięte na bok. Nie wiem dlaczego tak długo zwlekałem z tym filmem.
Trick'r'Treat (2007) - Ok. Nie czuję nowych horrorów,. Tak je zaniedbuje że zamierzam je powoli nadrabiać. Ten jest uznawany za jeden z lepszych, bo nie bierze siebie tak bardzo na serio i ma swój własny charakter. Może to go wyróżnia na tle innych współczesnych horrorów? Ja go nie pokochałem, ale w pewnym sensie widzę kontynuacje porzuconego pomysłu na serię Halloween. Zanim podjęto przykrą decyzję o wskrzeszeniu Michaela Myersa sequele Halloween miały być antologią różnych opowieści, dziejących się w czasie Halloween i Trick'r'Treat podjął się zadania kontynuacje tego konceptu. A teraz Halloween 3: Season of the Witch jest bardzo popularny, więc prędzej czy później wrócą do tego pomysłu.
Rano trzeba było wcześnie wstać, ale starczyło jeszcze czasu na coś z innej beczki bo kilku latach powtarzam sobie Gamerę.
Oglądanie tej serii od deski do deski to jak droga boleści do ziemi obiecanej, ale to akurat był ten najlepszy z pierwszej serii (Gamera vs. Gyaos). Kilka udanych złożonych ujęć i pojedynczych momentów. Nie ma ani tak beznadziejnego tempa jak poprzednie dwa, ani nie jest tak durny jak następne pięć. Jest całkiem solidnie, ale jak się okazało nie było to nic, co by uratowało Daiei (chyba trzecie największe studio filmowe w Japonii) przed bankructwem kilka lat później.
Mam sporą listę filmów, których wcześniej nie oglądałem i nadrabiam je jeden za drugim, więc w sumie mogłem o tym coś wcześniej napisać. A przynajmniej o tych, wobec których nie jestem obojętny. Trochę łatwiej mi się piszę o takich niecodziennych filmach. Trochę wcześniej widziałem jeszcze Pasję Joanny D'arc (piękny remaster Criteriona) i Nawiedzony Pałac (Vincent Price, Lon Chaney Jr., reżyseria Roger Corman, adaptacja opowiadania Lovecrafta z elementami Poe. Piękna rzecz, już takich nie robią).
Frankenstein 1970, (1958) - Do zapomnienia, ale z tego okresu widziałem już co najlepsze filmy już widziałem. Boris Karloff miał bardzo trudny okres w latach 50. i dopiero odżyje przy małym renesancie gotyckiego horroru w następnej dekadzie. To jeden z nielicznych gwiazd klasycznego horroru, który stał się autentycznie bogaty i to chyba tylko z zamiłowania do aktorstwa brał role nawet w tak podrzędnych filmach. Jeśli chodzi o czyste horrory (bez elementów sci fi) z tej dekady najlepszy jest Night of the Demon albo któryś z filmów Hammera. Nie przepadam za Hammerem, ale te kilka filmów z lat 50. to im się akurat udały. Ten Frankenstein nie ma do zaoferowania nic poza monologami Karloffa. Ten film nie zasługuje tego aktora.
Killer Klowns from Outer Space (1988) - Czysta przyjemność i wielki talent twórców przy skromnym budżecie. Zero treści, same gagi. Wszystko, co odciągałoby uwagę od zabawnych sytuacji i pomysłowych efektów zostało odsunięte na bok. Nie wiem dlaczego tak długo zwlekałem z tym filmem.
Trick'r'Treat (2007) - Ok. Nie czuję nowych horrorów,. Tak je zaniedbuje że zamierzam je powoli nadrabiać. Ten jest uznawany za jeden z lepszych, bo nie bierze siebie tak bardzo na serio i ma swój własny charakter. Może to go wyróżnia na tle innych współczesnych horrorów? Ja go nie pokochałem, ale w pewnym sensie widzę kontynuacje porzuconego pomysłu na serię Halloween. Zanim podjęto przykrą decyzję o wskrzeszeniu Michaela Myersa sequele Halloween miały być antologią różnych opowieści, dziejących się w czasie Halloween i Trick'r'Treat podjął się zadania kontynuacje tego konceptu. A teraz Halloween 3: Season of the Witch jest bardzo popularny, więc prędzej czy później wrócą do tego pomysłu.
Rano trzeba było wcześnie wstać, ale starczyło jeszcze czasu na coś z innej beczki bo kilku latach powtarzam sobie Gamerę.
Oglądanie tej serii od deski do deski to jak droga boleści do ziemi obiecanej, ale to akurat był ten najlepszy z pierwszej serii (Gamera vs. Gyaos). Kilka udanych złożonych ujęć i pojedynczych momentów. Nie ma ani tak beznadziejnego tempa jak poprzednie dwa, ani nie jest tak durny jak następne pięć. Jest całkiem solidnie, ale jak się okazało nie było to nic, co by uratowało Daiei (chyba trzecie największe studio filmowe w Japonii) przed bankructwem kilka lat później.
Mam sporą listę filmów, których wcześniej nie oglądałem i nadrabiam je jeden za drugim, więc w sumie mogłem o tym coś wcześniej napisać. A przynajmniej o tych, wobec których nie jestem obojętny. Trochę łatwiej mi się piszę o takich niecodziennych filmach. Trochę wcześniej widziałem jeszcze Pasję Joanny D'arc (piękny remaster Criteriona) i Nawiedzony Pałac (Vincent Price, Lon Chaney Jr., reżyseria Roger Corman, adaptacja opowiadania Lovecrafta z elementami Poe. Piękna rzecz, już takich nie robią).
01-11-2021, 20:30





