Cinema Paradiso (1988)
Z tego co było mi wiadomo - jeden z tych filmów, które trzeba obejrzeć jeśli się kocha kino.
Lubię ogólnie nostalgiczne laurki twórców w stronę minionych czasów. Zawsze mile popatrzeć na tamte realia i wówczas panujące normy w środowisku. W tym przypadku fajnie wiedzieć jak kiedyś wyglądały wizyty w kinie, szcególnie w takim osadzonym na jakimś zadupiu. Chociaż ja nie wyobrażałbym jednak sobie seansu w takim otoczeniu - niby brak popcornu i smartfonów, ale jednak sporo osób gada, tu jakaś parka się bzyka, a inna przychodzi z beczącym bachorem. Najbardziej mnie rozbawiło jak księży bulwersowały sceny pocałunku i uznawali to za pornografię. Albo jak dwa kina z sąsiadujących ze sobą miast musiały się dzielić jedną taśmą filmową i to w tym samym dniu. No ciekawe to musiały być czasy xD
Jeśli chodzi o emocje, to robią je w dużej mierze relacje Salvatore z Alfredo. W ogóle postać podstarzałego operatora jest tutaj najciekawsza i przemyca parę cennych myśli. Na minus może to, że trochę ckliwości się wkrada i Tornatore decyduje się polać swój włoski specjał typowo amerykańskim sosem. Choć przyznam, że w tych ostatnich 20 minutach to się nawet udało mu nieco złamać moje uodpornione na szantaże emocjonalne serducho.
8/10 - Pewnie trochę naciągam, ale ja przyznam, że trochę mam słabość do listów miłosnych do kina :)
Z tego co było mi wiadomo - jeden z tych filmów, które trzeba obejrzeć jeśli się kocha kino.
Lubię ogólnie nostalgiczne laurki twórców w stronę minionych czasów. Zawsze mile popatrzeć na tamte realia i wówczas panujące normy w środowisku. W tym przypadku fajnie wiedzieć jak kiedyś wyglądały wizyty w kinie, szcególnie w takim osadzonym na jakimś zadupiu. Chociaż ja nie wyobrażałbym jednak sobie seansu w takim otoczeniu - niby brak popcornu i smartfonów, ale jednak sporo osób gada, tu jakaś parka się bzyka, a inna przychodzi z beczącym bachorem. Najbardziej mnie rozbawiło jak księży bulwersowały sceny pocałunku i uznawali to za pornografię. Albo jak dwa kina z sąsiadujących ze sobą miast musiały się dzielić jedną taśmą filmową i to w tym samym dniu. No ciekawe to musiały być czasy xD
Jeśli chodzi o emocje, to robią je w dużej mierze relacje Salvatore z Alfredo. W ogóle postać podstarzałego operatora jest tutaj najciekawsza i przemyca parę cennych myśli. Na minus może to, że trochę ckliwości się wkrada i Tornatore decyduje się polać swój włoski specjał typowo amerykańskim sosem. Choć przyznam, że w tych ostatnich 20 minutach to się nawet udało mu nieco złamać moje uodpornione na szantaże emocjonalne serducho.
8/10 - Pewnie trochę naciągam, ale ja przyznam, że trochę mam słabość do listów miłosnych do kina :)
13-11-2021, 16:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-11-2021, 16:59 przez Kryst_007.)





