Hellbound, czyli serialowa propozycja od Netflixa i gościa, który dał światu uniwersum "Zombie express".
Czekałem bardzo mocno na tę produkcję i niestety przeżyłem srogie rozczarowanie. Nie wiem w sumie dlaczego - twórcy w zasadzie od razu walą mocno w łeb i z hukiem wprowadzają nas do tego świata, aby później wszystko stonować. Coś co zapowiadało się na zwyczajne fantasy zmienia się momentalnie w dramat psychologiczno-kryminalny, który porusza wiele ważnych kwestii: wiara, sprawiedliwość, moralność, grzech, ale także działania mediów i tego, jak kreują rzeczywistość. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że pomimo strasznie ślamazarnego tempa, panuje tutaj okropny chaos - mógłbym uznać, że 1. sezon to wprowadzenie do dalszej historii, do ukazania tego, jak funkcjonuje ten świat i prawdziwe kąski dopiero przed nami, ale raczej w to wątpię. Kreacja tego świata zostaje potraktowana po macoszemu, mamy atak demonów i cyk - przenosimy się w czasie do świata, kiedy demonstracje (w ten sposób nazywane są ataki demonów na grzeszników) są chlebem powszednim. Taki trochę paradoks - niby tempo powolne, a całość poszła za szybko do przodu.
Nie czułem żadnego zaangażowania w trakcie oglądania, było mi obojętne czy grzesznik naprawdę jest grzesznikiem i czy jego niecne uczynki zasługują na zesłanie do piekło. No meh.
Czekałem bardzo mocno na tę produkcję i niestety przeżyłem srogie rozczarowanie. Nie wiem w sumie dlaczego - twórcy w zasadzie od razu walą mocno w łeb i z hukiem wprowadzają nas do tego świata, aby później wszystko stonować. Coś co zapowiadało się na zwyczajne fantasy zmienia się momentalnie w dramat psychologiczno-kryminalny, który porusza wiele ważnych kwestii: wiara, sprawiedliwość, moralność, grzech, ale także działania mediów i tego, jak kreują rzeczywistość. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że pomimo strasznie ślamazarnego tempa, panuje tutaj okropny chaos - mógłbym uznać, że 1. sezon to wprowadzenie do dalszej historii, do ukazania tego, jak funkcjonuje ten świat i prawdziwe kąski dopiero przed nami, ale raczej w to wątpię. Kreacja tego świata zostaje potraktowana po macoszemu, mamy atak demonów i cyk - przenosimy się w czasie do świata, kiedy demonstracje (w ten sposób nazywane są ataki demonów na grzeszników) są chlebem powszednim. Taki trochę paradoks - niby tempo powolne, a całość poszła za szybko do przodu.
Nie czułem żadnego zaangażowania w trakcie oglądania, było mi obojętne czy grzesznik naprawdę jest grzesznikiem i czy jego niecne uczynki zasługują na zesłanie do piekło. No meh.
25-11-2021, 12:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-11-2021, 12:45 przez Pelivaron.)





