tak sobie mysle, czego mi najbardziej brakowalo w IJ4 i dochodze do wniosku, ze najbardziej brakowalo mi romantycznego mistycyzmu, ducha Wielkiej Przygody i Wielkiej Koniecznosci. to, o czym wspomnial Negrin, ze niby fabula fantomowa i generalnie jeden wielki pretekst, to oczywiscie skandaliczne uchybienie scenariuszowe, ktore dyskwalifikuje film juz na starcie. podczas seansu nie opuszczalo mnie poczucie, ze oto Indy - podobnie jak nieszczesny McClane z DH4.0 - nie musi robic tego, co robi, ze pakuje sie w te wszystkie komputerowe levele tylko dla hecy i autoparodii. ale jak sie rzeklo: najbardziej tesknilem za - cytujac znajomego: "archeo-romantyzmem" opowiadanej historii.
taniec Mutta na lianach przypomnial mi Jacksonowego King Konga. istny koszmar. nawet jesli Spielberg ocieral sie momentami o ow mistycyzm Wielkiej Przygody, to nastepna scena potrafila skutecznie wyprowadzic czlowieka z tego zludzenia.
EDIT
odnosnie aktorstwa:
Indiana ujdzie, choc na oklaski zasluguje przede wszystkim jego dubler.
Mutt tez spoko - cala w tym zasluga Spielberga, ktory na swiat patrzy oczami malego dziecka, a nie nastolatka.
Kane z Nostromo... wali mnie ta postac.
grubas, co zdradzil Indiane (chyba dzisieciokrotnie w ciagu 120 minut) - zero emocji.
Spalko - gdzie tam jej do lasi z Krucjaty! postac zupelnie absurdalna, z komiksowym wachlarzem uzdolnien: szermierka, kung fu, telepatia. w dodatku ta jej nienaganna fryzura... szkoda gadac...
wreszcie Marion... kobieta nie miala do czynienia z aktorstwem od lat, co widac golym okiem. te jej rozmowki z Indym zupelnie pozbawione dawnej chemii, za to na sile humorystyczne.
w ogole brakowalo mi erotyki w nowym IJ - gryzienia w ucho, patrzenia na kobiece tyleczki, soczystych pocalunkow... ech... do dupy to wszystko.
taniec Mutta na lianach przypomnial mi Jacksonowego King Konga. istny koszmar. nawet jesli Spielberg ocieral sie momentami o ow mistycyzm Wielkiej Przygody, to nastepna scena potrafila skutecznie wyprowadzic czlowieka z tego zludzenia.
EDIT
odnosnie aktorstwa:
Indiana ujdzie, choc na oklaski zasluguje przede wszystkim jego dubler.
Mutt tez spoko - cala w tym zasluga Spielberga, ktory na swiat patrzy oczami malego dziecka, a nie nastolatka.
Kane z Nostromo... wali mnie ta postac.
grubas, co zdradzil Indiane (chyba dzisieciokrotnie w ciagu 120 minut) - zero emocji.
Spalko - gdzie tam jej do lasi z Krucjaty! postac zupelnie absurdalna, z komiksowym wachlarzem uzdolnien: szermierka, kung fu, telepatia. w dodatku ta jej nienaganna fryzura... szkoda gadac...
wreszcie Marion... kobieta nie miala do czynienia z aktorstwem od lat, co widac golym okiem. te jej rozmowki z Indym zupelnie pozbawione dawnej chemii, za to na sile humorystyczne.
w ogole brakowalo mi erotyki w nowym IJ - gryzienia w ucho, patrzenia na kobiece tyleczki, soczystych pocalunkow... ech... do dupy to wszystko.
23-05-2008, 23:07






