Cotton Club (1984)
Czyli typowo lightowy Coppola z lat 80. Widać, że po tym co przeszedł na planie "Apocalypse Now" już odechciało mu się kręcić arcydzieła. Taka tam sentymentalna laurka dla jazzu i Harlemu początku lat 30. Nic więcej.
Ogląda się nawet sympatycznie, ale błahe to fabularnie. Na historię składają się właściwie dwa wątki - gangsterski i rasowy. Żaden z nich się niczym specjalnym nie wyróżnia. W sumie ten rasowy jest tak napisany, że dzisiaj film za samo to dostałby Oscara. xD Gere to kompletne aktorskie drewno i nie mam pojęcia skąd tamta jego popularność. Dało się do tej roli wytrzasnąć bardziej charyzmatycznego aktora (BTW. Całkiem fajnie przedstawili mechanizm Hollywood w tym filmie - nie musisz dobrze grać, wystarczy dobra prezencja i to wszystko. Aktualne i pasujące do Gere'a jak ulał :))). Drugi plan go przyćmiewa na każdym kroku - młoda Diane Lane, Bob Hoskins, James Remar, Fred Gwyne. Ba! Nawet 20-letni Nicolas Cage jako jego braciszek ma okazję go zgnieść aktorsko w jednej scenie (tylko czemu jego wątek tak nagle się urywa?).
Plus za naprawdę świetny montaż. Jest pod tym względem nawet z pomysłem i chyba pod koniec Coppola nawiązuje do sekwencji chrztu z pierwszego "Ojca chrzestnego". Przy okazji można też posłuchać jazzu lat 20. i podziwiać stepowanie Gregory'ego Hinesa. W Sylwestra można sobie odpalić.
6/10
Czyli typowo lightowy Coppola z lat 80. Widać, że po tym co przeszedł na planie "Apocalypse Now" już odechciało mu się kręcić arcydzieła. Taka tam sentymentalna laurka dla jazzu i Harlemu początku lat 30. Nic więcej.
Ogląda się nawet sympatycznie, ale błahe to fabularnie. Na historię składają się właściwie dwa wątki - gangsterski i rasowy. Żaden z nich się niczym specjalnym nie wyróżnia. W sumie ten rasowy jest tak napisany, że dzisiaj film za samo to dostałby Oscara. xD Gere to kompletne aktorskie drewno i nie mam pojęcia skąd tamta jego popularność. Dało się do tej roli wytrzasnąć bardziej charyzmatycznego aktora (BTW. Całkiem fajnie przedstawili mechanizm Hollywood w tym filmie - nie musisz dobrze grać, wystarczy dobra prezencja i to wszystko. Aktualne i pasujące do Gere'a jak ulał :))). Drugi plan go przyćmiewa na każdym kroku - młoda Diane Lane, Bob Hoskins, James Remar, Fred Gwyne. Ba! Nawet 20-letni Nicolas Cage jako jego braciszek ma okazję go zgnieść aktorsko w jednej scenie (tylko czemu jego wątek tak nagle się urywa?).
Plus za naprawdę świetny montaż. Jest pod tym względem nawet z pomysłem i chyba pod koniec Coppola nawiązuje do sekwencji chrztu z pierwszego "Ojca chrzestnego". Przy okazji można też posłuchać jazzu lat 20. i podziwiać stepowanie Gregory'ego Hinesa. W Sylwestra można sobie odpalić.
6/10
28-12-2021, 23:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-12-2021, 23:32 przez Kryst_007.)





