The Killing Of A Chinese Bookie
Lubię filmy z wolnym tempem, byleby tylko żdążyły się rozwinąć przed 7 godziną projekcji.
Cassavetes przykleja się do swoich postaci, nie pozwalając odetchnąć zarówno bohaterom, jak i widzowi. Jest coś intrygującego w tym naturalistycznym podejściu i niekonwencjonalnej pracy kamery, ale cała ta duszna otoczka w połączeniu ze ślamazarną narracją szybko mnie wymęczyła. Fabuły starcza tu na odcinek serialu dramatycznego, a pozostałą godzinę z hakiem wypełniają niewiele wnoszące sceny mające w zamierzeniu tworzyć NASTRÓJ. Przyznam, że częściowo to się udaje i miejscami ogląda się Buka bezboleśnie, ale efekt psują z czasem formalne zabiegi, styl reżysera i kilka amatorskich wręcz cięć montażowych (oglądałem oryginalną, 135-minutową wersję z roku pańskiego 1976). W jednej scenie zbir z bronią w ręku tropi protagonistę w opuszczonym garażu. Facet biega z 3 minuty, skrada się, strzela, krzyczy, a potem kamera skupia się na głównym bohaterze wychodzącym z cienia i kierującym się w stronę schodów iiiiii... cięcie, nowa scena, Cosmo teleportował się do innego miejsca. Lekka żenada.
Jest tu sporo dobra - Gazzara magnetyzuje, reszta obsady daje radę, lekko surrealistyczny klimat może się spodobać, poza tym reżyser przemyca tu ustami Cosmo swoje własne podejście do sztuki, co pięknie wpisuje się w całość, ale wszystkie te światełka przykrywa całun morderczej nudy.
A Woman Under The Influence po mnie spłynął pomimo wielkiej kreacji Rowlands, podobnie wyszło z bukmacherem/maklerem. Chyba nie polubię się z kinem Cassavetesa.
Lubię filmy z wolnym tempem, byleby tylko żdążyły się rozwinąć przed 7 godziną projekcji.
Cassavetes przykleja się do swoich postaci, nie pozwalając odetchnąć zarówno bohaterom, jak i widzowi. Jest coś intrygującego w tym naturalistycznym podejściu i niekonwencjonalnej pracy kamery, ale cała ta duszna otoczka w połączeniu ze ślamazarną narracją szybko mnie wymęczyła. Fabuły starcza tu na odcinek serialu dramatycznego, a pozostałą godzinę z hakiem wypełniają niewiele wnoszące sceny mające w zamierzeniu tworzyć NASTRÓJ. Przyznam, że częściowo to się udaje i miejscami ogląda się Buka bezboleśnie, ale efekt psują z czasem formalne zabiegi, styl reżysera i kilka amatorskich wręcz cięć montażowych (oglądałem oryginalną, 135-minutową wersję z roku pańskiego 1976). W jednej scenie zbir z bronią w ręku tropi protagonistę w opuszczonym garażu. Facet biega z 3 minuty, skrada się, strzela, krzyczy, a potem kamera skupia się na głównym bohaterze wychodzącym z cienia i kierującym się w stronę schodów iiiiii... cięcie, nowa scena, Cosmo teleportował się do innego miejsca. Lekka żenada.
Jest tu sporo dobra - Gazzara magnetyzuje, reszta obsady daje radę, lekko surrealistyczny klimat może się spodobać, poza tym reżyser przemyca tu ustami Cosmo swoje własne podejście do sztuki, co pięknie wpisuje się w całość, ale wszystkie te światełka przykrywa całun morderczej nudy.
A Woman Under The Influence po mnie spłynął pomimo wielkiej kreacji Rowlands, podobnie wyszło z bukmacherem/maklerem. Chyba nie polubię się z kinem Cassavetesa.
03-01-2022, 19:44





