The Battle at Lake Changjin (2021). Trzygodzinny chiński, komunistyczny propagandowy film o dumnych, honorowych, odważnych i dzielnych żołnierzach walczących z amerykańskimi okupantami na koreańskiej ziemi, z Mao jarającym szlugi i martwiącym się o towarzyszy :) znaczy, wojna koreańska z perspektywy Chin, ale... kurde jakie to jest dobre. To znaczy, ze dwie godziny politykowania, rozmów, przygotowań, podróży można by spokojnie wypieprzyć i zostawić samo bitewne mięsko a film tylko by zyskał, nie będę jednak narzekał. W kilku miejscach kuleje cgi, ale jest go na tyle mało, że da się przeżyć; zdecydowana większość to klasyczne setki (tysiące?) statystów, mnóstwo czołgów, samochodów, ciężarówek, tony wystrzelonych pocisków oraz niezliczone litry krwi. Są tutaj dwie fenomenalne sekwencje bitewne, jedna jakoś w okolicach pierwszej godziny i druga pod koniec, gdzie marines i spółka wspierani przez lotnictwo i czołgi próbują odeprzeć ataki niezliczonych fal azjatyckich wojaków, z których tylko dwóch byłem w stanie rozróżnić (głównego bohatera oraz artylerzystę, bo był przygłuchy i biegał z trąbką przy uchu). Jest brudno, brutalnie, kończyny fruwają, krew się leje, bagnety, noże i widelce są wbijane w oczy i szyje, ciska się granatami, ciała są siekane seriami z karabinów, no cudownie to wygląda, jakbym widział najlepsze akcje z Kompani Braci czy innego Szeregowca Ryana.
7/10, a gdybym był komunistą albo Chińczykiem lub Koreańczykiem z północy dałbym z 10/10 :)
7/10, a gdybym był komunistą albo Chińczykiem lub Koreańczykiem z północy dałbym z 10/10 :)
08-01-2022, 18:45





