Okruchy dnia (1993)
Powtórka po paru latach. Przyznam, że za drugim razem ten film okazuje się być jeszcze lepszy. Jest w tym dziele coś wręcz niezwykłego i sprawiającego, że chce się do niego wracać.
Przekaz niby prosty - praca to nie wszystko w życiu i podstawą jest także własne szczęście. Ivory na szczęście nie mówi tego wprost i polega głównie na dwójce swych doskonałych aktorów. Hopkins i Thompson tworzą tu jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze kreacje w swoich karierach i perfekcyjnie oddają kontrast swoich bohaterów. Moją ulubioną sceną pozostanie moment, gdy Stevens nie chce powiedzieć Pannie Kenton tytułu czytanej książki - spojrzenie Hopkinsa tłumaczy więcej, niż by to zrobiła linijka dialogu :) Kolejny plus dla Ivory'ego także za ciekawe przedstawienie historycznego tła. Być może drugi najlepszy moment to monolog śp. Chrisa Reeve'a, w którym mówi tym wszystkim zebranym lordom w drogich garniturach, że są zwykłymi amatorami posiadającymi gówniane pojęcie o rzeczywistości i tylko pchającymi swą naiwnością Europę w stronę przepaści. Jak zwykle Superman z RiGCzem ;)
Realizayjnie film działa jak szwajcarski zegarek. Mógłbym uwierzyć, że Ivory na planie też jest takim Stevensem, który z zapracowaniem pilnuje każdego najmniejszego detalu. No i to o czym mam wrażenie, że wyjątkowo mało wychwalających film pod niebiosa mówi - muzyka jest absolutnie cudowna. Taka mocno subtelna i bez szarży, ale zawierająca tą hipnotyzującą nutę niczym z ładniejszego świata. Powiedzmy sobie to na głos - Richard Robbins odwalił kawał niedocenionej roboty.
9/10
Powtórka po paru latach. Przyznam, że za drugim razem ten film okazuje się być jeszcze lepszy. Jest w tym dziele coś wręcz niezwykłego i sprawiającego, że chce się do niego wracać.
Przekaz niby prosty - praca to nie wszystko w życiu i podstawą jest także własne szczęście. Ivory na szczęście nie mówi tego wprost i polega głównie na dwójce swych doskonałych aktorów. Hopkins i Thompson tworzą tu jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze kreacje w swoich karierach i perfekcyjnie oddają kontrast swoich bohaterów. Moją ulubioną sceną pozostanie moment, gdy Stevens nie chce powiedzieć Pannie Kenton tytułu czytanej książki - spojrzenie Hopkinsa tłumaczy więcej, niż by to zrobiła linijka dialogu :) Kolejny plus dla Ivory'ego także za ciekawe przedstawienie historycznego tła. Być może drugi najlepszy moment to monolog śp. Chrisa Reeve'a, w którym mówi tym wszystkim zebranym lordom w drogich garniturach, że są zwykłymi amatorami posiadającymi gówniane pojęcie o rzeczywistości i tylko pchającymi swą naiwnością Europę w stronę przepaści. Jak zwykle Superman z RiGCzem ;)
Realizayjnie film działa jak szwajcarski zegarek. Mógłbym uwierzyć, że Ivory na planie też jest takim Stevensem, który z zapracowaniem pilnuje każdego najmniejszego detalu. No i to o czym mam wrażenie, że wyjątkowo mało wychwalających film pod niebiosa mówi - muzyka jest absolutnie cudowna. Taka mocno subtelna i bez szarży, ale zawierająca tą hipnotyzującą nutę niczym z ładniejszego świata. Powiedzmy sobie to na głos - Richard Robbins odwalił kawał niedocenionej roboty.
9/10
08-01-2022, 22:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-01-2022, 11:05 przez Kryst_007.)





