Skoro Mefisto wyjaśnił przekaz filmu Okruchów dnia, to można wrócić do krótkich piłek :). Po obejrzeniu filmów z Steve'em Reevesem czytałem, że tych włoskich Herkulesów nakręcono pęczki, ale nie będę teraz zawracać nimi głowy. I wezmę się dopiero za ostatni, czyli…
Herkules (1983) - chyba jedyna znana, poza Hulkiem, rola Ferrigno. Nie ma co nastawiać na zgodność z Parandowskim - napomnę, że w tej wersji Zeus (greccy bogowie tu są kosmitami na pustym nudnym Księżycu) nie jest tu ojcem Herkulesa. Jak już, to wysyła jakąś energię wprost do świeżo narodzonego Herkulesa, będącego biologicznym synem Amfitriona. I zdałem sprawę że nie było, albo nie kojarzę, wiernej ekranizacji 12 prac Heraklesa na wielkim ekranie.
Anyway, to wysokobudżetowa Xena. Efekty na początku wypadają dobrze jak na produkcję Cannon Films, a kilka elementów scenograficznych nie przypomina jakichś odrzutów z garażu. A i poklatkowe roboty Minosa są najlepszym elementem. Ale na szczęście kiczowatość daje o sobie znać, gdy pojawiają się tanie na kilometr kostiumy greckich bogów, potem tandetne światło służące za nasienie do Herkulesa (efekty świateł i błysków to jakiś żart), a sekwencja podbicia Teb zilustrowana jest jakimś bardzo starym filmem peplum. A i jeszcze węże urwane z Trolla 2. Herkules podczas prezentacji swej siły ma także błyski jak mieczach świetlnych. Widać, że Ferrigno jest zdubbingowany i jeszcze wzięli nieodpowiedniego aktora głosowego. Za to przyznam dubbing włoskich aktorów jest, nie wierzę że to mówię, naprawdę dobry.
Z logiką też czasami jest na bakier - skąd drwal znajdujący małego Herkulesa w łodzi wiedział jak on ma na imię (taki zbieg okoliczności, że wpadł na imię, które miał niedawno zabity niemowlęcy królewicz :P)? A konstelacje pochodzą... a nie powiem - to trzeba zobaczyć. Ferrigno chciał, by jego bohater był dobrym wzorem, ale coś nie wyszło, bo Herki dokonuje w finale deafacto ludobójstwa Atlantydy :).
5/10
Herkules (1983) - chyba jedyna znana, poza Hulkiem, rola Ferrigno. Nie ma co nastawiać na zgodność z Parandowskim - napomnę, że w tej wersji Zeus (greccy bogowie tu są kosmitami na pustym nudnym Księżycu) nie jest tu ojcem Herkulesa. Jak już, to wysyła jakąś energię wprost do świeżo narodzonego Herkulesa, będącego biologicznym synem Amfitriona. I zdałem sprawę że nie było, albo nie kojarzę, wiernej ekranizacji 12 prac Heraklesa na wielkim ekranie.
Anyway, to wysokobudżetowa Xena. Efekty na początku wypadają dobrze jak na produkcję Cannon Films, a kilka elementów scenograficznych nie przypomina jakichś odrzutów z garażu. A i poklatkowe roboty Minosa są najlepszym elementem. Ale na szczęście kiczowatość daje o sobie znać, gdy pojawiają się tanie na kilometr kostiumy greckich bogów, potem tandetne światło służące za nasienie do Herkulesa (efekty świateł i błysków to jakiś żart), a sekwencja podbicia Teb zilustrowana jest jakimś bardzo starym filmem peplum. A i jeszcze węże urwane z Trolla 2. Herkules podczas prezentacji swej siły ma także błyski jak mieczach świetlnych. Widać, że Ferrigno jest zdubbingowany i jeszcze wzięli nieodpowiedniego aktora głosowego. Za to przyznam dubbing włoskich aktorów jest, nie wierzę że to mówię, naprawdę dobry.
Z logiką też czasami jest na bakier - skąd drwal znajdujący małego Herkulesa w łodzi wiedział jak on ma na imię (taki zbieg okoliczności, że wpadł na imię, które miał niedawno zabity niemowlęcy królewicz :P)? A konstelacje pochodzą... a nie powiem - to trzeba zobaczyć. Ferrigno chciał, by jego bohater był dobrym wzorem, ale coś nie wyszło, bo Herki dokonuje w finale deafacto ludobójstwa Atlantydy :).
5/10
09-01-2022, 19:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2022, 19:06 przez OGPUEE.)





