Duża ryba (2003)
Kurde, jak ja tęsknię za tamtym Burtonem. Miał kiedyś chłop werwę i wyobraźnię, którą mógł dzielić między dziesięciu innych twórców w Fabryce Snów. Teraz to niestety ostał się z niego jedynie przeciętny rzemiecha na usługach wielkich bezdusznych korporacji. Ta pozycja to chyba ostatnia nieanimowana w jego dorobku trzymająca taką klasę.
Idealne kino dla ludzi, którzy nie akceptują szarości rzeczywistości i lubią uciekać w świat baśni. Urocza historyjka o życiu, przemijaniu i relacjach ojcowsko-synowskich. Nie ma tu jakiegoś fałszu jeśli chodzi o wzruszenia. Łzy przychodzą w odpowiednią porę, adekwatnie do sytuacji i bez wymuszenia. Okraszone to do tego masą fajnych motywów fantastycznych, grą konwencją i galerią barwnych postaci. Fajnie widzieć w burtonowskich klimatach takiego Buscemiego, któremu Tim nawet daje scenę w iście coenowskim stylu. No i McGregor osobiście bardziej tu przekonuje jako zakochany po uszy młodzik niż u Luhrmanna :)
Podoba mi się też, jak Burton wodzi widza za nos. Cały czas się czeka aż syn przekona się, że te opowiastki to wszystko prawda. Kolejne punkty schematu są powoli odhaczane...
8/10
BTW. Albert Finney miał taką potęgę w głosie, że nic tylko gościa słuchać jak opowiada.
Kurde, jak ja tęsknię za tamtym Burtonem. Miał kiedyś chłop werwę i wyobraźnię, którą mógł dzielić między dziesięciu innych twórców w Fabryce Snów. Teraz to niestety ostał się z niego jedynie przeciętny rzemiecha na usługach wielkich bezdusznych korporacji. Ta pozycja to chyba ostatnia nieanimowana w jego dorobku trzymająca taką klasę.
Idealne kino dla ludzi, którzy nie akceptują szarości rzeczywistości i lubią uciekać w świat baśni. Urocza historyjka o życiu, przemijaniu i relacjach ojcowsko-synowskich. Nie ma tu jakiegoś fałszu jeśli chodzi o wzruszenia. Łzy przychodzą w odpowiednią porę, adekwatnie do sytuacji i bez wymuszenia. Okraszone to do tego masą fajnych motywów fantastycznych, grą konwencją i galerią barwnych postaci. Fajnie widzieć w burtonowskich klimatach takiego Buscemiego, któremu Tim nawet daje scenę w iście coenowskim stylu. No i McGregor osobiście bardziej tu przekonuje jako zakochany po uszy młodzik niż u Luhrmanna :)
Podoba mi się też, jak Burton wodzi widza za nos. Cały czas się czeka aż syn przekona się, że te opowiastki to wszystko prawda. Kolejne punkty schematu są powoli odhaczane...
8/10
BTW. Albert Finney miał taką potęgę w głosie, że nic tylko gościa słuchać jak opowiada.
10-01-2022, 21:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-01-2022, 22:07 przez Kryst_007.)
Spoiler




