Titane (2021, reż. Julia Ducournau)
Nie mam pojęcia co ja właśnie obejrzałem, ale wiem, że kurewsko mi się to podobało.
Bez kitu, ten film jest momentami tak paskudny i odrażający, że nie mogłem patrzeć na ekran. A i tak patrzyłem, bo jednocześnie przyciągał mnie tymi dziwnymi i chorymi obrazkami, które Julia Ducournau oferowała. To taki film, który już w pierwszych scenach wyciąga nas ze strefy komfortu i daje do zrozumienia, że to nie będzie zwykłe doświadczenie kinowe. Ciężko ten film w ogóle jakkolwiek sklasyfikować - raz jest to ciężki horror, który spokojnie można wrzucić do szufladki body horroru, w którym przecież francuscy filmowy nie raz odnajdowali się niczym ryba w wodzie, aby za chwilę przekierować stery na rodzinne perypetie strażaka i jego, ekhm, syna.
Zdjęcia i ten neonowy klimat połączony z tą cudną ścieżką dźwiękową to perełki. Daję 8/10. Pewnie nigdy więcej już go nie obejrzę :D
Nie mam pojęcia co ja właśnie obejrzałem, ale wiem, że kurewsko mi się to podobało.
Bez kitu, ten film jest momentami tak paskudny i odrażający, że nie mogłem patrzeć na ekran. A i tak patrzyłem, bo jednocześnie przyciągał mnie tymi dziwnymi i chorymi obrazkami, które Julia Ducournau oferowała. To taki film, który już w pierwszych scenach wyciąga nas ze strefy komfortu i daje do zrozumienia, że to nie będzie zwykłe doświadczenie kinowe. Ciężko ten film w ogóle jakkolwiek sklasyfikować - raz jest to ciężki horror, który spokojnie można wrzucić do szufladki body horroru, w którym przecież francuscy filmowy nie raz odnajdowali się niczym ryba w wodzie, aby za chwilę przekierować stery na rodzinne perypetie strażaka i jego, ekhm, syna.
Zdjęcia i ten neonowy klimat połączony z tą cudną ścieżką dźwiękową to perełki. Daję 8/10. Pewnie nigdy więcej już go nie obejrzę :D
13-01-2022, 22:20





