Złodziej z Bagdadu (1961) - przed seansem tak sobie myślałem: "Steve Reeves to chyba najmniej trafiony casting na Złodzieja. Poprzedni złodzieje odznaczali się cwaniactwem i ulicznym sprytem rekompensując brak mięśni, a tu dadzą Herkulesa w cosplayu MC Hammera." Okazuje się, że Reeves ma mniejszą muskulaturę niż w Herkulesach (gdzieś czytałem, iż specjalnie zmniejszał masę mięśniową, by go nie szufladkowali do ról mięśniaków) i o dziwo nieźle prezentuje (mimo, że wciąż zbyt szeroki) i wygląda jak wykapany Douglas Fairbanks z oryginału. Kręcili to w Tunezji i nawet kilku arabskich aktorów wzięli. Ale na zgodność z faktycznym Bagdadem nie ma co liczyć, choć… janczarzy i kostiumy przywodzące na myśl z Imperium Osmańskie przywodzą na myśl, że akcja dzieje się w okresie gdy Irak był pod panowaniem Osmanów... za dużo myślę i tak na pewno jakiś muzułmanin z tych terenów załamie ręce :). Tu mamy do czynienia remake'em pierwszego Złodzieja z Bagdadu , gdzie głównym złym (tym razem nie Mongoł) jest książę chcący podbić Bagdad, złodziej idzie zdobywać McGuffina na krzywy ryj i księżniczka jest umierająca ze smutku. I quest jest podobny co w 1924 roku - tu magiczne drzewa, płonąca pieczara czy peleryna=niewidka. Realizacja niezła jak na włoski tani film i widać, że kręcono w niektórych prawdziwych plenerach i miejscach. Choć trafi się kilka dość słabych efektów i trochę jest niedomagań aktorskich.
6/10
Złodziej z Bagdadu (1978) - o kurdebełe! Stary film dziejący się na Bliskim Wschodzie i w roli głównej ktoś takowego pochodzenia (tutaj główny henchmen bad guya z Ośmiorniczki)! I tym razem to bad guy jest najbielszy z głównej obsady - generał Zod to koło Araba nie stał :D. Po remake'u film z 1924 roku, czas na remake filmu z 1940 roku. W odróżnieniu od niego to książę jest jednoznacznym tym głównym. Z kolei złodziejem (będącym tym razm dość śliskim typem) jest tu Roddy McDowall, który za cholerę nie przypomina Araba i wygląda jak Pan Tenorek udający guru. Kilka elementów inspirowano się filmem z Fairbanksem, gdzie jest wątek innych zalotników z różnych krajów (jest i Mongoł i spaślak) oraz motyw szukania McGuffina dla księżniczki. Kabir Bedi wypada nieźle jako Taj, McDowall dzięki swemu uroku czyni złodzieja bardziej sympatyczny, Stamp jak zwykle klasa. Za to córka Petera Ustinova (który też tu występuje jako kalif) grać nie umie i dostała rolę dzięki staremu :P. Film wygląda dość biednie, a efekty specjalne przypomina te z Pana Kleksa (momentami muzyka ma nieco elektroniczne brzmienie). Choć kupuję to, że ulice Bagdadu to nie blichtr z hollywoodzkich fantazji, tym bardziej że kręcili to w jakichś autentycznych uliczkach i miejscach. Fajne było to, że kalif wierzy w szczerość Taja i stara być uczciwy (a nie jak w wielu filmach gość wierzy w oczywiste kłamstwa, bo jest amebą). Warto nastawiać na coś takiego jak te filmy baśniowe taśmowo robione w Niemczech straight-to-Puls 2 czy w komunistycznej Czechosłowacji. Jak przytaczam Słowiańszczyznę, to bad guy będący wezyrem (a jakże!) ma te same moce co Kościej Nieśmiertelny.
6/10
6/10
Złodziej z Bagdadu (1978) - o kurdebełe! Stary film dziejący się na Bliskim Wschodzie i w roli głównej ktoś takowego pochodzenia (tutaj główny henchmen bad guya z Ośmiorniczki)! I tym razem to bad guy jest najbielszy z głównej obsady - generał Zod to koło Araba nie stał :D. Po remake'u film z 1924 roku, czas na remake filmu z 1940 roku. W odróżnieniu od niego to książę jest jednoznacznym tym głównym. Z kolei złodziejem (będącym tym razm dość śliskim typem) jest tu Roddy McDowall, który za cholerę nie przypomina Araba i wygląda jak Pan Tenorek udający guru. Kilka elementów inspirowano się filmem z Fairbanksem, gdzie jest wątek innych zalotników z różnych krajów (jest i Mongoł i spaślak) oraz motyw szukania McGuffina dla księżniczki. Kabir Bedi wypada nieźle jako Taj, McDowall dzięki swemu uroku czyni złodzieja bardziej sympatyczny, Stamp jak zwykle klasa. Za to córka Petera Ustinova (który też tu występuje jako kalif) grać nie umie i dostała rolę dzięki staremu :P. Film wygląda dość biednie, a efekty specjalne przypomina te z Pana Kleksa (momentami muzyka ma nieco elektroniczne brzmienie). Choć kupuję to, że ulice Bagdadu to nie blichtr z hollywoodzkich fantazji, tym bardziej że kręcili to w jakichś autentycznych uliczkach i miejscach. Fajne było to, że kalif wierzy w szczerość Taja i stara być uczciwy (a nie jak w wielu filmach gość wierzy w oczywiste kłamstwa, bo jest amebą). Warto nastawiać na coś takiego jak te filmy baśniowe taśmowo robione w Niemczech straight-to-Puls 2 czy w komunistycznej Czechosłowacji. Jak przytaczam Słowiańszczyznę, to bad guy będący wezyrem (a jakże!) ma te same moce co Kościej Nieśmiertelny.
6/10
07-02-2022, 03:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-02-2022, 03:25 przez OGPUEE.)






