Kolor pieniędzy, 1986, rez Martin Scorcese,
Naturalna kontynuacja świetnego Bilardzisty. Jednak moim zdaniem czegoś tu brak: nie do końca kupuję przemianę o 180 stopni głównego bohatera (Newman dalej jest świetny, ale kreowany przez niego Eddie Felson „po przemianie” nie jest już dla mnie tak prawdziwy a cały pomysł ze zwrotem o 180 stopni w podanej widzowi opowieści najzwyczajniej do mnie nie przemówił.), film nie ma już tego klimatu co poprzednik, reżyseria Marty'ego jakoś tutaj nie błyszczy (jakbym nie wiedział że on to zrobił, w życiu bym nie powiedział że to jego film, nie ma tu prawie wcale tego jego "sznytu"). Scenariusz podobno został narzucony Scorcese, bo nie jest jakiś rewelacyjny.
Z szacunku dla Newmana dam 6/10 (choć to nie jest jego najlepszy film na pewno, on dostał za to Oscara?). Film o dwie klasy gorszy niż świetny "Bilardzista".
Naturalna kontynuacja świetnego Bilardzisty. Jednak moim zdaniem czegoś tu brak: nie do końca kupuję przemianę o 180 stopni głównego bohatera (Newman dalej jest świetny, ale kreowany przez niego Eddie Felson „po przemianie” nie jest już dla mnie tak prawdziwy a cały pomysł ze zwrotem o 180 stopni w podanej widzowi opowieści najzwyczajniej do mnie nie przemówił.), film nie ma już tego klimatu co poprzednik, reżyseria Marty'ego jakoś tutaj nie błyszczy (jakbym nie wiedział że on to zrobił, w życiu bym nie powiedział że to jego film, nie ma tu prawie wcale tego jego "sznytu"). Scenariusz podobno został narzucony Scorcese, bo nie jest jakiś rewelacyjny.
Z szacunku dla Newmana dam 6/10 (choć to nie jest jego najlepszy film na pewno, on dostał za to Oscara?). Film o dwie klasy gorszy niż świetny "Bilardzista".
08-02-2022, 15:34





