Męskie sprawy - film o kulisach jednego z niewielu udanych zrywów powstańczych, czyli powstaniu wielkopolskim z 1918 roku.
Film jest generalnie o tym, że Jerzy Bińczycki i Kinio z polskiego dubbingu Przygód Animków się wykłócają o zasadność powstania - i to jest dobry punkt zaczepienia. Generalnie polskie filmy historyczne z okresu komuny unikały czerni i bieli. Bińczycki chce świętego spokoju i gdy dowiaduje się, że młodziki rwą się do zrywu - zamiast pochwalić to opieprza młodzików i publicznie ich gromi za brak niecierpliwości i zaprzepaszczenie szansy na niepodległość po 150 latach (Tak, wiem -, zabory trwały 123 lata. Te "150 lat" powiedział postać Bińczyckiego w filmie). To samo zdanie ma Straż Ludowa. I sami młodzi gniewni, gdy przegania ich niemiecki Andrzej Buszewicz załamują się, że są dupy nie powstańcy :). I gdy wybucha powstanie, jeden polski normik krzyczy, że nie byłoby tego burdelu gdyby żył Bismarck. Jest nawet wątek jak Bińczycki przyjaźni się z niemieckim sklepikarzem od czasów szkolnych. Wątek ten jest niestety jedynie liźnięty.
Scenariusz jest nieociosany i ma jakiś problem z tonem. Bo pojawiają się jacyś niemieccy bullies rodem z tych kiepskich amerykańskich filmów o szkołach, a prolog wykonany został w jakiejś komediowej konwencji.
Gundzia wkurwiająca i wpadająca pod typ dziecka zbyt mądrego na swój wiek. Nic nie wskazuje, żeby "szybciej dorosła" (co objawia się paleniem tytoniu i okazjonalnym ubieraniu się jak lafirynda), bo dzieciństwo raczej miała normalne i jednocześnie jest głupionaiwna pieprząc o rzekomo wciąż żywym ojcu, który być może nie zginął na froncie. Jeśli chcecie wiarygodne dzieci w otoczce wojennej, pokazał to Aleksander Ford w Ulicy Granicznej. Więc Kryst_007 i Norton, jak natraficie na ten film, to ostrzegam przed irytacją.
Realizacyjnie tak sobie. Niezły był moment jak Polacy śpiewają patriotyczną pieśń, która w montażu płynnie przechodzi i niemiecką pieśń (też pewnie patriotyczną) żołnierzy wracających z wojny. Henryk Bista zaliczył najśmieszniejszą scenę śmierci w całym filmie, która wygląda rodem z listy "najgorsze sceny filmowe ever" - serio, poważniej zginął w Panu Kleksie w kosmosie.
5/10
Film jest generalnie o tym, że Jerzy Bińczycki i Kinio z polskiego dubbingu Przygód Animków się wykłócają o zasadność powstania - i to jest dobry punkt zaczepienia. Generalnie polskie filmy historyczne z okresu komuny unikały czerni i bieli. Bińczycki chce świętego spokoju i gdy dowiaduje się, że młodziki rwą się do zrywu - zamiast pochwalić to opieprza młodzików i publicznie ich gromi za brak niecierpliwości i zaprzepaszczenie szansy na niepodległość po 150 latach (Tak, wiem -, zabory trwały 123 lata. Te "150 lat" powiedział postać Bińczyckiego w filmie). To samo zdanie ma Straż Ludowa. I sami młodzi gniewni, gdy przegania ich niemiecki Andrzej Buszewicz załamują się, że są dupy nie powstańcy :). I gdy wybucha powstanie, jeden polski normik krzyczy, że nie byłoby tego burdelu gdyby żył Bismarck. Jest nawet wątek jak Bińczycki przyjaźni się z niemieckim sklepikarzem od czasów szkolnych. Wątek ten jest niestety jedynie liźnięty.
Scenariusz jest nieociosany i ma jakiś problem z tonem. Bo pojawiają się jacyś niemieccy bullies rodem z tych kiepskich amerykańskich filmów o szkołach, a prolog wykonany został w jakiejś komediowej konwencji.
Gundzia wkurwiająca i wpadająca pod typ dziecka zbyt mądrego na swój wiek. Nic nie wskazuje, żeby "szybciej dorosła" (co objawia się paleniem tytoniu i okazjonalnym ubieraniu się jak lafirynda), bo dzieciństwo raczej miała normalne i jednocześnie jest głupionaiwna pieprząc o rzekomo wciąż żywym ojcu, który być może nie zginął na froncie. Jeśli chcecie wiarygodne dzieci w otoczce wojennej, pokazał to Aleksander Ford w Ulicy Granicznej. Więc Kryst_007 i Norton, jak natraficie na ten film, to ostrzegam przed irytacją.
Realizacyjnie tak sobie. Niezły był moment jak Polacy śpiewają patriotyczną pieśń, która w montażu płynnie przechodzi i niemiecką pieśń (też pewnie patriotyczną) żołnierzy wracających z wojny. Henryk Bista zaliczył najśmieszniejszą scenę śmierci w całym filmie, która wygląda rodem z listy "najgorsze sceny filmowe ever" - serio, poważniej zginął w Panu Kleksie w kosmosie.
5/10
08-02-2022, 22:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-02-2022, 17:59 przez OGPUEE.)





