Różowa Pantera (1963)
Ogląda się przyjemnie, ale - tu zabrzmię jak typowy przedstawiciel milenialsów - raczej nie bawi już to tak jak mogło te 60 lat temu. Capucine i Claudia Carrdinale lśnią na ekranie urodą, Cortina d'Ampezzo krajobrazami, a legendarny motyw muzyczny Manciniego nadal kopie dupę, no ale jako komedia to nie spowodowało to u mnie bólu brzucha.
Humor? No parę razy się szczerze zaśmiałem, ale w dużej mierze opiera się on na najzwyklejszym slapsticku. Nawet Peter Sellers jako Clouseau dostaje tu zaskakująco biedny materiał i jego rola polega na ciągłym potykaniu się w tle. Nic dziwnego, że tak bardzo nie był zadowolony z tej kreacji, mimo że uczyniła go legendą. Niven się stara, tylko szkoda że w sir Charlesie Lyttonie za dużo jest ślamazary, a za mało (i to zdecydowanie) charyzmatycznego masterminda. Najzabawniejsza scena to IMO finałowy pościg przedstawiony z perspektywy znudzonego tubylca. ;) No i warto też rzucić okiem dla tej piosenki Fran Jefferis.
6/10
Podobno sequele jednak dużo lepsze od pierwszego filmu (licząc jedynie te z udziałem Sellersa) i Closeau ratuje w nich swój honor jako bohater komediowy. Na stan obecny to powiem, że lepszym wspólnym owocem duetu Edwards-Sellers jest późniejsze "The Party".
Ogląda się przyjemnie, ale - tu zabrzmię jak typowy przedstawiciel milenialsów - raczej nie bawi już to tak jak mogło te 60 lat temu. Capucine i Claudia Carrdinale lśnią na ekranie urodą, Cortina d'Ampezzo krajobrazami, a legendarny motyw muzyczny Manciniego nadal kopie dupę, no ale jako komedia to nie spowodowało to u mnie bólu brzucha.
Humor? No parę razy się szczerze zaśmiałem, ale w dużej mierze opiera się on na najzwyklejszym slapsticku. Nawet Peter Sellers jako Clouseau dostaje tu zaskakująco biedny materiał i jego rola polega na ciągłym potykaniu się w tle. Nic dziwnego, że tak bardzo nie był zadowolony z tej kreacji, mimo że uczyniła go legendą. Niven się stara, tylko szkoda że w sir Charlesie Lyttonie za dużo jest ślamazary, a za mało (i to zdecydowanie) charyzmatycznego masterminda. Najzabawniejsza scena to IMO finałowy pościg przedstawiony z perspektywy znudzonego tubylca. ;) No i warto też rzucić okiem dla tej piosenki Fran Jefferis.
6/10
Podobno sequele jednak dużo lepsze od pierwszego filmu (licząc jedynie te z udziałem Sellersa) i Closeau ratuje w nich swój honor jako bohater komediowy. Na stan obecny to powiem, że lepszym wspólnym owocem duetu Edwards-Sellers jest późniejsze "The Party".
12-02-2022, 21:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-02-2022, 22:04 przez Kryst_007.)





