(19-02-2022, 19:05)Crov napisał(a):(19-02-2022, 01:24)OGPUEE napisał(a): Ptaszek na uwięzi - ...I to jedyny film w którym kojarzę, by napisy końcowe spadały w dół zamiast iść do góry.
9/10
Seven pan widział? ;)
Jak byłem w gimnazjum jakieś eony temu :).
Człowiek-małpa aka Tarzan the Ape Man (1932) - filmów z Johnnym Weissmullerem w roli Tarzana w swoim życiu widziałem kilka, głównie w młodości. Pierwszy to był chyba Tarzan i kobieta lampart na Polsacie pod koniec lat 90. (ech... kiedyś to było, że puszczali w polskiej telewizji komercyjnej czarno-biały w prime-time), i jestem pewien że wersja umieszczona CDA to właśnie rip z tej emisji. W gimnazjum z kolei ściągnąłem Tarzan Desert Mystery, który był OK (mimo, że pod koniec filmu pojawiły się dinozaury, z których obecności Tarzan nic sobie z tego nie robił xD). Jedynki raczej nie widziałem. Która zresztą mocno się różni od tego, co kojarzę serię z Weissmullerem.
Pierwsze zaskoczenie to muzyka (a właściwie jej brak) i początek bardziej mający vibe Universalowych horrorów niż przygodówki pokroju pierwszego King Konga. Dość długo nie pokazują Tarzana i gdy pojawia się po 30. minuncie filmu to ledwie skrawki, z daleka i z tyłu. Sama postać jest dosyć tajemnicza i nic o nim właściwie nie wiadomo. Bardziej też mu do antybohatera, bo m.in. zabija kilku członków ekspedycji i porywa Jane, bo mu się podoba. W powietrzu czuć w tym jakąś drapieżną seksualność Tarzana, a także Jane daje się opanować zmysłom i krok po kroku pożąda Tarzana. Stawiam, że te wszystkie moralistyczne ruchy kręciły nosem (a w Polsce to na pewno niektóre fragmenty poszły pod nóż cenzorski. Ale pewnie nie tylko tam).
Oj, trąci on myszką. Lewacy się oburzą (skądinąd słusznie), że film kolonialny i pokazuje Afrykę w złym świetle, że jest blackface (o tym zaraz), a Jane chce rzucić w cholerę cywilizację dla jakiegoś półboga. Ja mam bekę z niektórych scen - śmiesznie się ogląda Tarzana gładko ogolonego (to jeden z tych absurdów produkcji o Tarzanie) i czystymi krótkimi włosami. Jest tu chyba najgorsza tylna projekcja jaką widziałem - ojciec Jane pokazuje jej afrykańskie plemiona (których nazwy są najpewniej zmyślone :)). Oni stoją w gęstawej dżungli, a stock footage (w domyśle za rogiem) to jakaś płaska ziemia z pagórkami. No żesz... I po chwili Jane i jej stary stoją na tle zdjęć Afrykanów w gwałcących oczy proporcjach. Widać też na kilometr, że słonie grane przez te indyjskie mają doklejone uszy. Raziły mnie też te wszystkie przyspieszone ujęcia wyglądające jak u Benny Hill Show.
Maureen O'Sullivan w roli Jane zagrała kiepściutko. Lepszym aktorem był szympans grający Cheetę. Weissmuller wypadł dobrze, choć miał łatwiej aktorsko, bo musiał jedynie robić autystyczne miny i rzucać pojedyncze frazy.
O ile większość Afrykańczyków grają Murzyni i przy prezentacji plemion na początku wykorzystano jakiś stock footage z ówczesnych dokumentów, tak Pigmejów grają karły wymalowane pastą do butów (i jestem przekonany, iż ci czarni tragarze wnoszący bagaże Jane na początku filmu to również biali w blackface). Pomijam już ten makijaż (zresztą czarnoskórych karłów pewnie dużo w Ameryce nie było) - oni prezentują śmieszniej niż strasznie, tym bardziej że są tu głównymi antagonistami, a na końcu chcą złożyć bohaterów w ofierze kolesiowi w kostiumie goryla (będącym tu końcowym bossem do pokonania).
Za to widać jakiś tam budżet i na te czasy afrykańska dżungla wygląda przekonująco. Także scena na klifie z wiszącą Jane wyszła nieźle. I jak pojawia się Tarzan, to robi też ciekawej. I jest doza brutalności
Pozostałych filmów z serii nie widziałem i raczej nie obejrzę, bo pewnie jeszcze gorsze, głupsze i opowiadające to samo. Swoją drogą zdziwiłem, że prócz serii z Weissmullerem to w latach 30. były inne filmy o Tarzanie, pewnie jeszcze bardziej kiczowate (i niemal wszystkie były w polskich kinach przed 1939 r.).
6-7/10
Tarzan i zaginione miasto - z filmu kojarzę tylko reklamujący banner na budynku z sąsiedniego osiedla, który widziałem za dzieciaka (wcześniej jego miejsce zajmował banner reklamujący Maskę Zorro). I sam film dość zapomniany - nawet nie kojarzę czy był chociaż na Megahicie Polsatu czy w ramówce TV Puls. Gdyby powstał w czasach Weissmullera, zapewne byłby klasykiem - jest tu nawet śmieszny szympans, jednak nienazwany Cheetą.
W sumie nie wiem czemu w momencie film był zjechany. W gruncie rzeczy to całkiem spoko przygodówka. Może nie za mądra i gra aktorska raczej kiepskawa, a goryle wyglądają jak George'a prosto z drzewa. I nieliczne CGI wygląda jak cutscenka z PS2, napis tytułowy wygląda jak z WordArta. Ale fabuła też nie jest udziwniona, casting jest trafiony, produkcja nie jest skażona jakimś nieznośnym PC-sosem i CG-posypką i na tle dzisiejszej kinematografii pewnie lepiej się prezentuje (takie typowo progresywne elementy są podane w przystępne sposób).
Zgrabnie adaptuje Tarzana (który w założeniach miał promować wyższość białej rasy) do obecnych norm społecznych. Tym razem Tarzan kumpluje się z afrykańskimi plemionami (gdy wcześniej łącznie z książkami Burroughsa to z nimi walczył i zawsze byli tymi złymi)... I jest prekursorem PETA, bo uwalnia zwierzęta schwytane przez złe białe diabły (którzy też palą zaprzyjaźnioną murzyńską wioskę i biorą jakichś jeńców w łańcuchy). Te w/w elementy pasują do lore Tarzana.
Nawet Jane, mimo że jest Angielką bojącą się węży i lwów, daje również popalić i niekiedy nie trzeba jej do pomocy Tarzana (nie jest też na szczęście karykaturalną stronk woman). Jane bierze ze sobą pistolet za poleceniem swego brata i używa go w szczytnym (uwalniając słoniątko z kłusowniczej pułapki), a następne, to co tygrysy lubią najbardziej, w walce ze złoczyńcami. Ba, nawet Tarzan nie ma nic przeciw temu.
Więcej tu Tarzana ganiającego w koszuli i jak ukazuje się z gołą klatą to zamiast przepaski ma szorty (w końcu się ucywilizował ;)) i głównie posługuje się swym prawdziwym imieniem - John Clayton II. Główny zły stara się być szarmancki wobec Jane. Nawet jeden z jego zbirów po bitce z murzyńskim plemieniem pyta się Jane, czy z nią wszystko OK. I choć zły, to chęć zdobycia Opar wynika nie tyle z kolonialnego podbicia Afryki, co udowodnienia istnienia miasta Opar.
Także lokalizacje nie ograniczają się do dżungli, ale jest i sawanna, polany, a potem jakieś górskie kaniony. I dodano jakieś afrykańskie śpiewy jak źli kierują w stronę tytułowego miasta. O ile całość to dobra, analogowa robota, gdzie zamiast łazić po zielonej salce, całość była kręcona w Afryce (wedle IMDb pierwszy film z Tarzanem tam kręcony), tak jest łyżka dziegciu w postaci CGI-pszczół i magicznej kobry z PS2. I montaż niekiedy zawodzi.
Generalnie mi się spodobał i gdybym był na tym w kinie, również by się podobał.
7/10
20-02-2022, 13:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2022, 13:55 przez OGPUEE.)





