Oba seriale znam.
"Magiczne drzewo" widziałem jeden odcinek, ale to było jak byłem starszy i jakoś nie planuję tego obejrzeć.
"Maszynę zmian" w dzieciństwie widziałem jedynie trzy odcinki, w tym dwa z drugiej serii. I też natrafiłem ostatnio na emisję w TVP ABC - odkryłem, że to przede wszystkim serial komediowy. Fabuły odcinków oferują mnóstwo komediowych nieporozumień i stara wyciągać mnóstwo humoru związanych z konsekwencjami działań tytułowej maszyny. I to się udaje. Dzieci zaś we wszystkich odcinkach mają ten sam ubiór jak w kreskówkach. Aktorsko dobrze się spisują (może z wyjątkiem Julki), realistycznie się zachowują i tokenizm jest słabo zaakcentowany. Zaskoczyło, że twórcy pozwolili na diversity – wśród dzieci jest Azjata (który wyrasta na głównego bohatera).
Kilka razy też reżyser puszcza oko w kierunku starszego, bardziej świadomego widza. W jednym odcinku Makler (najstarszy z dzieciaków) kupuje koguta, by ten zapłodnił kurę znoszącą skarby :). A w odcinku zachowanie ojca Mikołaja ukazanego jako buca jest tłumaczone, że ma problemy z pracą i to był powód wysłania Mikołaja do sanatorium, by nie był świadkiem kłótni w rodzinie. Był to rok 1993 – terapia szokowa Balcerowicza na pewno odbiła się dla wielu czkawką i nie zdziwiłbym, gdyby to było przyczyną zachowania ojca Mikołaja.
Momentami jest to głupie jak but (nic dziwnego, że ludzie nie lubili wynalazcy. Przetrzymywał chronione zwierzęta w ciasnych domkach dla lalek i tworzył wynalazki o nieprzewidywalnych skutkach ubocznych!) i zapewne ramotkowate, ale całkiem to sympatyczne. Dzieciom można spokojnie puścić.
"Magiczne drzewo" widziałem jeden odcinek, ale to było jak byłem starszy i jakoś nie planuję tego obejrzeć.
"Maszynę zmian" w dzieciństwie widziałem jedynie trzy odcinki, w tym dwa z drugiej serii. I też natrafiłem ostatnio na emisję w TVP ABC - odkryłem, że to przede wszystkim serial komediowy. Fabuły odcinków oferują mnóstwo komediowych nieporozumień i stara wyciągać mnóstwo humoru związanych z konsekwencjami działań tytułowej maszyny. I to się udaje. Dzieci zaś we wszystkich odcinkach mają ten sam ubiór jak w kreskówkach. Aktorsko dobrze się spisują (może z wyjątkiem Julki), realistycznie się zachowują i tokenizm jest słabo zaakcentowany. Zaskoczyło, że twórcy pozwolili na diversity – wśród dzieci jest Azjata (który wyrasta na głównego bohatera).
Kilka razy też reżyser puszcza oko w kierunku starszego, bardziej świadomego widza. W jednym odcinku Makler (najstarszy z dzieciaków) kupuje koguta, by ten zapłodnił kurę znoszącą skarby :). A w odcinku zachowanie ojca Mikołaja ukazanego jako buca jest tłumaczone, że ma problemy z pracą i to był powód wysłania Mikołaja do sanatorium, by nie był świadkiem kłótni w rodzinie. Był to rok 1993 – terapia szokowa Balcerowicza na pewno odbiła się dla wielu czkawką i nie zdziwiłbym, gdyby to było przyczyną zachowania ojca Mikołaja.
Momentami jest to głupie jak but (nic dziwnego, że ludzie nie lubili wynalazcy. Przetrzymywał chronione zwierzęta w ciasnych domkach dla lalek i tworzył wynalazki o nieprzewidywalnych skutkach ubocznych!) i zapewne ramotkowate, ale całkiem to sympatyczne. Dzieciom można spokojnie puścić.
28-02-2022, 22:35





