Co do (świetnego) odcinka muzycznego z Burtem Reynoldsem to polecam analizę fana, z którą się zgadzam.
"Improbable" jest kluczem do wszystkiego w serialu. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dość pretensjonalnie. Tak jednak jest, co za chwilę udowodnię sensowną - moim zdaniem - interpretacją odcinka.
Epizod ma całkowicie metaforyczną wymowę i porusza kwestie wspólne dla całego serialu - jego mitologii. Wszystko to przy użyciu następujących "symboli", składających się na metaforę:
Burt/Bóg = Carter i koledzy, czyli 1013
FBI = fani serialu
Mad Wayne = warstwa dosłowna historii
Włosi = symboliczny, metaforyczny język
Największym zarzutem stawianym serialowi wydaje się być twierdzenie, że stał się on zbyt skomplikowany, jego mitologia jest niezrozumiała, a scenarzyści wymyślają wszystko na poczekaniu, nie mając konkretnego pomysłu na całość. Z tego powodu nieprawdopodobne [improbable - AR] jest, by główny wątek podążał w jakimś konkretnym kierunku. Wszystko ma się więc dziać przypadkowo. Wielu widzów doszło do wniosku, że mitologii nie da się poukładać w większą całość, ponieważ im samym się to nie udaje.
Na początku odcinka widzimy Burta (1013) grającego w karty z parą Włochów (symbolizm). Konkretniej - Burt jest rozdającym (ma kontrolę). Włosi towarzyszą nam już na początku, ale nie mają raczej żadnego wpływu na akcję. Ta skupia się na postaci Mada Wayne'a [lub Szalonego Wayne'a, jak kto woli - AR], który zabija niewinnych ludzi bez konkretnego powodu (dosłowna płaszczyzna odcinka wydaje się nie mieć sensu, ale stanowi dobrą rozrywkę jako ciekawa historia kryminalna).
Wśród agentów FBI (fanów) panuje wiele różnych przekonań co do sytuacji. Większość z nich (cały korytarz) odrzuca wszelkie głębsze analizy morderstw, skupiając się na powierzchownych wyjaśnieniach. Inni agenci (fani) szukają jakiegoś schematu i znajdują takowy, chociaż robią to na różne sposoby i z różnych przyczyn. Reyes wpada na swój pomysł, ponieważ kieruje się intuicją i ma wiedzę o mistycyzmie i numerologii; Scully odkrywa schemat, badając sprawę z punktu widzenia nauki; Doggett odnosi sukces tradycyjnymi, detektywistycznymi metodami, wyznaczając trasę mordercy. A zatem wiele jest wskazówek, trzeba je tylko odnaleźć. Różni ludzie mogą odkryć prawdę podążając zupełnie odmiennymi drogami.
Po jakimś czasie Scully i Reyes zostają uwięzione na parkingu z Waynem. Nawet fani (obie agentki), którzy wierzą, że mitologia serialu ma sens, mogą być w błędzie - sądzą, że zabójca (warstwa dosłowna) uciekł gdzieś indziej i że powinni go gonić. Burt daje bardzo konkretne wskazówki poprzez swoje gry. Nigdy nie sugeruje jednak konkretnego rozwiązania - partia musi zostać rozegrana. Wreszcie obie agentki uświadamiają sobie, że morderca (warstwa dosłowna) jest ciągle blisko i w ciemności rozpoczynają poszukiwania. W tym samym czasie Burt (1013) dalej przestawia pionki swojej gry. W końcu, gdy Reyes zostaje zaatakowana przez zabójcę, ratuje ją Doggett, który odkrył nowy schemat w działaniu podejrzanego (chociaż zajęło mu to dużo czasu).
Z powrotem z biurze FBI pokój pełen agentów (fanów) staje na głowach, aby ujrzeć odkryty już schemat. Wcześniej nie mogli go zobaczyć, gdyż ich punkt widzenia był błędny - mapa nie była zła, to nie nad nią trzeba było pracować.
William pojawia się w bardzo konkretnym momencie, ponieważ jest on przyczyną wszystkiego - stanowi nieprawdopodobne spoiwo obu warstw opowieści, domyślnej i metaforycznej - która właśnie zostaje odkryta.
Pojawiają się Włosi. Gdy rozpoczynają swój spacer środkiem ulicy, widzimy martwego mordercę (z warstwy domyślnej), zabieranego z miejsca zdarzenia. Akcja odcinka się kończy, ustępując pola rozkwitającej metaforze. To samo przydarzyło się serialowi: ostatnie dwa lata odsunęły na dalszy plan konkret, fabuła stała się bardzo symboliczna, skupiła się na pierwowzorach religijnych i sprawach duchowych.
Metafora odsłania swoje oblicze, a tymczasem widz nie wie, co się dzieje. Dlaczego? Ponieważ serial i widz mówią zupełnie różnymi językami. The X-Files zawsze opowiadało mity (stąd mitologia, posługująca się symbolicznym językiem) [mythical story, myth arc - AR], jednak nigdy symbolizm nie był tak oczywisty jak teraz. Zupełnie jak w odcinku: włoski język towarzyszy akcji przez cały czas, począwszy od "Dio Ti Ama" (Bóg cię kocha) w czołówce, poprzez włoskie piosenki, przy których bohaterowie dosłownie tańczą, a skończywszy na dwóch Włochach grających z Burtem w karty. Aby zrozumieć zakończenie, trzeba najpierw zrozumieć język serialu i to, w jaki sposób zmieniał on fabułę.
Taka jest właśnie moja interpretacja, może komuś przypadnie do gustu. Burt (Bóg, 1013) powiedział, że kocha Wayne'a, a hasło z czołówki brzmiało "Bóg cię kocha". Mam nadzieję, że fani nie będą zawiedzeni.
Shamar, po latach Gilligan, czyli główny scenarzysta Lone Gunmen, którego JtS jest finałem przyznał, że to był jednak błąd, był przeciwnego zdania jak pisali scenariusz, ale dał się przekonać. Polecam tą recenzję (inne też, nie tylko xfiles i milenium) w której autor o tym mówi. https://them0vieblog.com/2015/12/25/the-x-files-jump-the-shark-review/
Shamar, a to zapomniałeś że w Jump the Shark stało się co się stało? Zaskoczyło Cię i dlatego się wkurzyłeś? Bo w 11x02 wspomniane są wydarzenia z Jump the Shark i nie odkręcili tego, a mogli. Albo inaczej odkręcili to wydarzenie, ale w 10 sezonie komiksowym, który był oficjalną kontynuację serialu, pobłogosławioną przez Cartera, do czasu powstania 10 serii dla Foxa. Tutaj masz recenzje komiksowych, 10 i 11 sezonów, które początkowo były oficjalnymi sezonami (ogólnie to kolejny raz polecam jego recenzje xf, MM, i inne teksty).
https://them0vieblog.com/2016/06/27/the-x-files-season-10-idw/
https://them0vieblog.com/2016/07/15/the-x-files-season-11-idw-review/
Ja 9 serię zawsze uważałem i uważam za średnią, tak jak 1 sezon. Są słabsze odcinki, to nie są chały totalne, oprócz dwóch odcinków (Underneath i Lord of the Flies), ale w każdej serii są najgorsze z najgorszych, ale większość w 9 serii to zmarnowany potencjał. Są ok, ale czegoś im brakuje. Chodzi mi o Hellbound z Reyes (pomysł świetny z ofiarami, jak z Hellraisera, ale nie działa odcinek, bo Monika jako bohaterka główna nudzi, a jak pojawia się Doggett to ją przyćmiewa aktorsko), Scary Monsters, Sunshine Days (fajny pomysł na poziomie meta, który można odnieść do xfiles), Trust No 1 i Prawda, które mają fajne elementy, ale w najlepszym przypadku są ok. A te dobre, choć bez zachwytów, to Daemonicus, 4-D, John Doe, Provenance, Providence (uwielbiam sceny ze Scully jak wkurzona jest i robi wszystko by uratować bliską osobę, nie chodzi mi tylko o scenę bójki, ale też o ten momenty, gdy rozmawia z Johnem o gościu którego postrzeliła i jest bliska paranoi, ten jej rozbiegany wzrok), Audrey Pauley, Improbable, Release, William.
A reszta jest średnia (Jump the Shark), słaba (9x01 i 9x02), a najgorsze to Underneath, a przede wszystkim Lord of the Flies z Jessie z Breaking Bad, któremu dałem zero, po którym prawie zrezygnowałem z serialu, a później (liczę też 10 i 11 sezon) i wcześniej były słabe odcinki, ale po żadnym nie miałem takich myśli jak po tym epizodzie.
A nie zrezygnowałem, bo jakoś za premiery/chwile po premierze 9x05, ogłosili, że tym razem to definitywny koniec XF. FOX tym razem nie miał nic przeciwko zakończeniu XF (jak było po 5, 7, 8 serii), co nastąpiło przez jechanie widzów i krytyków po każdym odcinku 9 serii i coraz niższą oglądalność. Tak się dostało 9 serii, że po latach przyjęło się mówić, że taka sama krytyka była na ósmą serią, a było zupełnie odwrotnie, bo ósemka, oprócz fanów DD, była dobrze przyjęta.
Tak był nienawidzony za emisji 9 sezon przez wszystkich, że przyjęło się po latach mówić, iż ósmy i dziewiąty sezon to ten sam poziom, zrównywać obie serie, ale są to zupełnie inne serie, nie tylko jeśli chodzi o poziom, ale nawet wizualnie się różnią.
Finał serii 9 za premiery mnie rozczarował . Choć doceniam za to, że widać w tym odcinku, że mitologia ma sens do końca, czyli też wydarzenia z 8 i 9 serii, mimo tego, że czasami była wymyślana na jeden sezon, na ostatnią chwilę i wydawała się bez ładu i składu.
Bohaterowie streszczają/wyjaśniają prawie całą mitologię, układają ją w dość logiczną całość, ale nie mam pojęcia po co to w finale 9 serii (serialu) zrobiono, bo oglądając serie 1-9 to wszystko wiedziałem.
Oglądając Prawdę miałem myśli, np. dobrze zrozumiałem finał wątku Samanthy, dobrze zrozumiałem to i to. Ale po co mi streszczenie całej fabuły mitologii w 90 minutowym odcinku? Nie potrzebuję odcinka, w którym wykładają mi kawa na ławę każdy wątek.
Finał 9 serii nie ogląda się jak finał serialu, ale bardziej jak odcinek bonusowy, który powinien być w dodatkach dvd. No i też wykładanie wprost mitologii w finale bardzo ją uprościło i pokazało jej wady, to jak jest miejscami absurdalna i głupia, jak się pomyśli o czym oni gadają, tylko że wiele rzeczy wcześniej w mytharcach było przykryte przez niedomówienia i tajemnice, ale jak się zastanowić nad jakimkolwiek wątkiem z mitologii to widać jak to absurdalne pomysły były.
Ale widać że Carter i spółka mieli większy chyba dystans do swojego serialu, co pokazali choćby w 6 i 7, jak niektórzy fani. Tak naprawdę w finale 9 serii poznaliśmy tylko datę, a reszta to było poukładanie wydarzeń jako tako, jakby Carter chciał wszystkim pokazać, że jest związek przyczynowo skutkowy od 1 do 9 serii co mu się udało w tym odcinku.
Prawda działa jako fajne segmenty i dlatego jak wracam to raczej do poszczególnych scen, a nie całego odcinka, np.genialna jest ostatnia scena z M i S, idealnie podsumowuje ich relacje, z doskonałą muzyką Snowa, ogólnie wszystkie sceny z M i S są super, scena z CSMem też działa, dzięki aktorowi, który idealnie podsumowuje wątek Palacza.
Ale finał też pozostawia za wiele pytań, na które XF nie odpowiedziało później, a nawet nie mieli takiego zamiaru, co też wkurzało po emisji finału, bo już wtedy było pewne, że drugi film to będzie standalone, nie mitologia, co po dacie podanej w Prawdzie wydawało sie dziwnym rozwiązaniem.
Załatwiono ten wątek, w typowo carterowy sposób, chyba w słabym 11x01, czyli jednym dialogiem, ktoś powiedział, chyba Palacz, że do inwazji nie doszło w 2012 roku, bo sami niszczymy Ziemię, więc kosmitom się nie opłaca, czy coś w tym stylu. Ale najbardziej wkurza to, że nie wiedzieliśmy po finale co z resztą postaci, a wydawało się, że wszyscy mają przerąbane. W filmie I Want to Believe pojawił sie Skinner, czyli skończyło się dla niego dobrze. Ale nikt nie pyta co się działo z bohaterami. Skinner dalej pracuje co ładnie wyjaśniono w 11 serii, że to taka kara, nie awansował, a z Reyes wiadomo co zrobiono. No i jednak ona ma jakiś fanów, bo była wielka gównoburza przez to jak zmieniono jej charakter w 11 serii.
A co do Doggetta to miał być w 11 serii, co potwierdził aktor i Carter, ale nie mógł wrócić, bo był zajęty na planie serialu Scorpion. A dokładnie miał pojawić się w tych scenach, w których pokazano Jeffreya Spendera w 11x01 (tak na marginesie, Palacz i jego dwaj synowie są bardzo wytrzymali na śmierć), jak go gonią, gdy mówi o Williamie w szpitalu ze Scully, to miał być Doggett. Więc mogę sobie dopowiedzieć, że żyje, czyli nic mu się nie stało po finale 9 serii, a dla mnie to jest bohater na równi z M i S, ale skoro Reyes wróciła w 11 serii, to powinna być jakaś scena, gdy Scully pyta ją o Johna.
Oczywiście mogła Dana dowiedzieć się poza ekranem co z Johnem. No i możemy się domyślać, że może odszedł z FBI wkurzony na Reyes za to co zrobiła, czyli z kim współpracuje i dlatego w ogóle o nim Monika nie mówi nic, albo został przeniesiony do innego działu FBI, tylko co z tego, że miał być Doggett w 11 serii co wszyscy potwierdzili i dzięki temu wiem, że żyje, skoro słowa nikt o nim nie wspomni, w tym postacie z nim powiązane, w 11 serii. A nie każdy widz wie, że to Patrick miał być zamiast Spendera w 11 serii, więc jak ktoś polubił postać to się może wkurzać, że całkowicie go olali, mimo tego, że Reyes wróciła, a żadnego dialogu o nim nie ma, jakby nie istniał.
"Improbable" jest kluczem do wszystkiego w serialu. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to dość pretensjonalnie. Tak jednak jest, co za chwilę udowodnię sensowną - moim zdaniem - interpretacją odcinka.
Epizod ma całkowicie metaforyczną wymowę i porusza kwestie wspólne dla całego serialu - jego mitologii. Wszystko to przy użyciu następujących "symboli", składających się na metaforę:
Burt/Bóg = Carter i koledzy, czyli 1013
FBI = fani serialu
Mad Wayne = warstwa dosłowna historii
Włosi = symboliczny, metaforyczny język
Największym zarzutem stawianym serialowi wydaje się być twierdzenie, że stał się on zbyt skomplikowany, jego mitologia jest niezrozumiała, a scenarzyści wymyślają wszystko na poczekaniu, nie mając konkretnego pomysłu na całość. Z tego powodu nieprawdopodobne [improbable - AR] jest, by główny wątek podążał w jakimś konkretnym kierunku. Wszystko ma się więc dziać przypadkowo. Wielu widzów doszło do wniosku, że mitologii nie da się poukładać w większą całość, ponieważ im samym się to nie udaje.
Na początku odcinka widzimy Burta (1013) grającego w karty z parą Włochów (symbolizm). Konkretniej - Burt jest rozdającym (ma kontrolę). Włosi towarzyszą nam już na początku, ale nie mają raczej żadnego wpływu na akcję. Ta skupia się na postaci Mada Wayne'a [lub Szalonego Wayne'a, jak kto woli - AR], który zabija niewinnych ludzi bez konkretnego powodu (dosłowna płaszczyzna odcinka wydaje się nie mieć sensu, ale stanowi dobrą rozrywkę jako ciekawa historia kryminalna).
Wśród agentów FBI (fanów) panuje wiele różnych przekonań co do sytuacji. Większość z nich (cały korytarz) odrzuca wszelkie głębsze analizy morderstw, skupiając się na powierzchownych wyjaśnieniach. Inni agenci (fani) szukają jakiegoś schematu i znajdują takowy, chociaż robią to na różne sposoby i z różnych przyczyn. Reyes wpada na swój pomysł, ponieważ kieruje się intuicją i ma wiedzę o mistycyzmie i numerologii; Scully odkrywa schemat, badając sprawę z punktu widzenia nauki; Doggett odnosi sukces tradycyjnymi, detektywistycznymi metodami, wyznaczając trasę mordercy. A zatem wiele jest wskazówek, trzeba je tylko odnaleźć. Różni ludzie mogą odkryć prawdę podążając zupełnie odmiennymi drogami.
Po jakimś czasie Scully i Reyes zostają uwięzione na parkingu z Waynem. Nawet fani (obie agentki), którzy wierzą, że mitologia serialu ma sens, mogą być w błędzie - sądzą, że zabójca (warstwa dosłowna) uciekł gdzieś indziej i że powinni go gonić. Burt daje bardzo konkretne wskazówki poprzez swoje gry. Nigdy nie sugeruje jednak konkretnego rozwiązania - partia musi zostać rozegrana. Wreszcie obie agentki uświadamiają sobie, że morderca (warstwa dosłowna) jest ciągle blisko i w ciemności rozpoczynają poszukiwania. W tym samym czasie Burt (1013) dalej przestawia pionki swojej gry. W końcu, gdy Reyes zostaje zaatakowana przez zabójcę, ratuje ją Doggett, który odkrył nowy schemat w działaniu podejrzanego (chociaż zajęło mu to dużo czasu).
Z powrotem z biurze FBI pokój pełen agentów (fanów) staje na głowach, aby ujrzeć odkryty już schemat. Wcześniej nie mogli go zobaczyć, gdyż ich punkt widzenia był błędny - mapa nie była zła, to nie nad nią trzeba było pracować.
William pojawia się w bardzo konkretnym momencie, ponieważ jest on przyczyną wszystkiego - stanowi nieprawdopodobne spoiwo obu warstw opowieści, domyślnej i metaforycznej - która właśnie zostaje odkryta.
Pojawiają się Włosi. Gdy rozpoczynają swój spacer środkiem ulicy, widzimy martwego mordercę (z warstwy domyślnej), zabieranego z miejsca zdarzenia. Akcja odcinka się kończy, ustępując pola rozkwitającej metaforze. To samo przydarzyło się serialowi: ostatnie dwa lata odsunęły na dalszy plan konkret, fabuła stała się bardzo symboliczna, skupiła się na pierwowzorach religijnych i sprawach duchowych.
Metafora odsłania swoje oblicze, a tymczasem widz nie wie, co się dzieje. Dlaczego? Ponieważ serial i widz mówią zupełnie różnymi językami. The X-Files zawsze opowiadało mity (stąd mitologia, posługująca się symbolicznym językiem) [mythical story, myth arc - AR], jednak nigdy symbolizm nie był tak oczywisty jak teraz. Zupełnie jak w odcinku: włoski język towarzyszy akcji przez cały czas, począwszy od "Dio Ti Ama" (Bóg cię kocha) w czołówce, poprzez włoskie piosenki, przy których bohaterowie dosłownie tańczą, a skończywszy na dwóch Włochach grających z Burtem w karty. Aby zrozumieć zakończenie, trzeba najpierw zrozumieć język serialu i to, w jaki sposób zmieniał on fabułę.
Taka jest właśnie moja interpretacja, może komuś przypadnie do gustu. Burt (Bóg, 1013) powiedział, że kocha Wayne'a, a hasło z czołówki brzmiało "Bóg cię kocha". Mam nadzieję, że fani nie będą zawiedzeni.
Shamar, po latach Gilligan, czyli główny scenarzysta Lone Gunmen, którego JtS jest finałem przyznał, że to był jednak błąd, był przeciwnego zdania jak pisali scenariusz, ale dał się przekonać. Polecam tą recenzję (inne też, nie tylko xfiles i milenium) w której autor o tym mówi. https://them0vieblog.com/2015/12/25/the-x-files-jump-the-shark-review/
Shamar, a to zapomniałeś że w Jump the Shark stało się co się stało? Zaskoczyło Cię i dlatego się wkurzyłeś? Bo w 11x02 wspomniane są wydarzenia z Jump the Shark i nie odkręcili tego, a mogli. Albo inaczej odkręcili to wydarzenie, ale w 10 sezonie komiksowym, który był oficjalną kontynuację serialu, pobłogosławioną przez Cartera, do czasu powstania 10 serii dla Foxa. Tutaj masz recenzje komiksowych, 10 i 11 sezonów, które początkowo były oficjalnymi sezonami (ogólnie to kolejny raz polecam jego recenzje xf, MM, i inne teksty).
https://them0vieblog.com/2016/06/27/the-x-files-season-10-idw/
https://them0vieblog.com/2016/07/15/the-x-files-season-11-idw-review/
Ja 9 serię zawsze uważałem i uważam za średnią, tak jak 1 sezon. Są słabsze odcinki, to nie są chały totalne, oprócz dwóch odcinków (Underneath i Lord of the Flies), ale w każdej serii są najgorsze z najgorszych, ale większość w 9 serii to zmarnowany potencjał. Są ok, ale czegoś im brakuje. Chodzi mi o Hellbound z Reyes (pomysł świetny z ofiarami, jak z Hellraisera, ale nie działa odcinek, bo Monika jako bohaterka główna nudzi, a jak pojawia się Doggett to ją przyćmiewa aktorsko), Scary Monsters, Sunshine Days (fajny pomysł na poziomie meta, który można odnieść do xfiles), Trust No 1 i Prawda, które mają fajne elementy, ale w najlepszym przypadku są ok. A te dobre, choć bez zachwytów, to Daemonicus, 4-D, John Doe, Provenance, Providence (uwielbiam sceny ze Scully jak wkurzona jest i robi wszystko by uratować bliską osobę, nie chodzi mi tylko o scenę bójki, ale też o ten momenty, gdy rozmawia z Johnem o gościu którego postrzeliła i jest bliska paranoi, ten jej rozbiegany wzrok), Audrey Pauley, Improbable, Release, William.
A reszta jest średnia (Jump the Shark), słaba (9x01 i 9x02), a najgorsze to Underneath, a przede wszystkim Lord of the Flies z Jessie z Breaking Bad, któremu dałem zero, po którym prawie zrezygnowałem z serialu, a później (liczę też 10 i 11 sezon) i wcześniej były słabe odcinki, ale po żadnym nie miałem takich myśli jak po tym epizodzie.
A nie zrezygnowałem, bo jakoś za premiery/chwile po premierze 9x05, ogłosili, że tym razem to definitywny koniec XF. FOX tym razem nie miał nic przeciwko zakończeniu XF (jak było po 5, 7, 8 serii), co nastąpiło przez jechanie widzów i krytyków po każdym odcinku 9 serii i coraz niższą oglądalność. Tak się dostało 9 serii, że po latach przyjęło się mówić, że taka sama krytyka była na ósmą serią, a było zupełnie odwrotnie, bo ósemka, oprócz fanów DD, była dobrze przyjęta.
Tak był nienawidzony za emisji 9 sezon przez wszystkich, że przyjęło się po latach mówić, iż ósmy i dziewiąty sezon to ten sam poziom, zrównywać obie serie, ale są to zupełnie inne serie, nie tylko jeśli chodzi o poziom, ale nawet wizualnie się różnią.
Finał serii 9 za premiery mnie rozczarował . Choć doceniam za to, że widać w tym odcinku, że mitologia ma sens do końca, czyli też wydarzenia z 8 i 9 serii, mimo tego, że czasami była wymyślana na jeden sezon, na ostatnią chwilę i wydawała się bez ładu i składu.
Bohaterowie streszczają/wyjaśniają prawie całą mitologię, układają ją w dość logiczną całość, ale nie mam pojęcia po co to w finale 9 serii (serialu) zrobiono, bo oglądając serie 1-9 to wszystko wiedziałem.
Oglądając Prawdę miałem myśli, np. dobrze zrozumiałem finał wątku Samanthy, dobrze zrozumiałem to i to. Ale po co mi streszczenie całej fabuły mitologii w 90 minutowym odcinku? Nie potrzebuję odcinka, w którym wykładają mi kawa na ławę każdy wątek.
Finał 9 serii nie ogląda się jak finał serialu, ale bardziej jak odcinek bonusowy, który powinien być w dodatkach dvd. No i też wykładanie wprost mitologii w finale bardzo ją uprościło i pokazało jej wady, to jak jest miejscami absurdalna i głupia, jak się pomyśli o czym oni gadają, tylko że wiele rzeczy wcześniej w mytharcach było przykryte przez niedomówienia i tajemnice, ale jak się zastanowić nad jakimkolwiek wątkiem z mitologii to widać jak to absurdalne pomysły były.
Ale widać że Carter i spółka mieli większy chyba dystans do swojego serialu, co pokazali choćby w 6 i 7, jak niektórzy fani. Tak naprawdę w finale 9 serii poznaliśmy tylko datę, a reszta to było poukładanie wydarzeń jako tako, jakby Carter chciał wszystkim pokazać, że jest związek przyczynowo skutkowy od 1 do 9 serii co mu się udało w tym odcinku.
Prawda działa jako fajne segmenty i dlatego jak wracam to raczej do poszczególnych scen, a nie całego odcinka, np.genialna jest ostatnia scena z M i S, idealnie podsumowuje ich relacje, z doskonałą muzyką Snowa, ogólnie wszystkie sceny z M i S są super, scena z CSMem też działa, dzięki aktorowi, który idealnie podsumowuje wątek Palacza.
Ale finał też pozostawia za wiele pytań, na które XF nie odpowiedziało później, a nawet nie mieli takiego zamiaru, co też wkurzało po emisji finału, bo już wtedy było pewne, że drugi film to będzie standalone, nie mitologia, co po dacie podanej w Prawdzie wydawało sie dziwnym rozwiązaniem.
Załatwiono ten wątek, w typowo carterowy sposób, chyba w słabym 11x01, czyli jednym dialogiem, ktoś powiedział, chyba Palacz, że do inwazji nie doszło w 2012 roku, bo sami niszczymy Ziemię, więc kosmitom się nie opłaca, czy coś w tym stylu. Ale najbardziej wkurza to, że nie wiedzieliśmy po finale co z resztą postaci, a wydawało się, że wszyscy mają przerąbane. W filmie I Want to Believe pojawił sie Skinner, czyli skończyło się dla niego dobrze. Ale nikt nie pyta co się działo z bohaterami. Skinner dalej pracuje co ładnie wyjaśniono w 11 serii, że to taka kara, nie awansował, a z Reyes wiadomo co zrobiono. No i jednak ona ma jakiś fanów, bo była wielka gównoburza przez to jak zmieniono jej charakter w 11 serii.
A co do Doggetta to miał być w 11 serii, co potwierdził aktor i Carter, ale nie mógł wrócić, bo był zajęty na planie serialu Scorpion. A dokładnie miał pojawić się w tych scenach, w których pokazano Jeffreya Spendera w 11x01 (tak na marginesie, Palacz i jego dwaj synowie są bardzo wytrzymali na śmierć), jak go gonią, gdy mówi o Williamie w szpitalu ze Scully, to miał być Doggett. Więc mogę sobie dopowiedzieć, że żyje, czyli nic mu się nie stało po finale 9 serii, a dla mnie to jest bohater na równi z M i S, ale skoro Reyes wróciła w 11 serii, to powinna być jakaś scena, gdy Scully pyta ją o Johna.
Oczywiście mogła Dana dowiedzieć się poza ekranem co z Johnem. No i możemy się domyślać, że może odszedł z FBI wkurzony na Reyes za to co zrobiła, czyli z kim współpracuje i dlatego w ogóle o nim Monika nie mówi nic, albo został przeniesiony do innego działu FBI, tylko co z tego, że miał być Doggett w 11 serii co wszyscy potwierdzili i dzięki temu wiem, że żyje, skoro słowa nikt o nim nie wspomni, w tym postacie z nim powiązane, w 11 serii. A nie każdy widz wie, że to Patrick miał być zamiast Spendera w 11 serii, więc jak ktoś polubił postać to się może wkurzać, że całkowicie go olali, mimo tego, że Reyes wróciła, a żadnego dialogu o nim nie ma, jakby nie istniał.
06-03-2022, 14:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-03-2022, 03:37 przez michax.)
Spoiler




