Trzynaście duchów (1960) - głównie oglądałem, by mieć rozeznanie ad remake'u. Tak jak większość filmów Castle'a postawiony głównie na efekciarstwo. Bo ciężko mi uwierzyć, że film miał kogoś przerazić, ponieważ duchy to są bardziej śmieszne i ograniczają się do sztubackich figli. Przyznam, ma ładne zdjęcia i nie widać sznurków. Choć ta mucha na żyłce i z tym stockowym bzyczeniem z kreskówek... Także twist mnie zaskoczył i miał jakieś podstawy. Aktorstwo dość kiepskie. Jedynie przyzwoicie zagrali Margaret Hamilton i lew grający jednego z duchów (przy okazji propsy dla kaskadera, że odważył się dać podrapać sierściuchowi). Zgaduję, że postać grana przez Hamilton nazywana przez młodego wiedźmą to nawiązanie do jej roli Złej Wiedźmy z Zachodu z Oza? Gówniarz irytujący i liczy się na to, że Hamilton jednak okaże się wiedźmą i zmieni go w jętkę. Swoją drogą dzieciak widzi ducha i to nie jednego, a dwa - czyli coś niespotykanego! A on patrzy się jakby to był nudny wykład nauczyciela. Zdecydowanie ramota i nic się nie stanie, jak jakiś kinoman tego nie nadrobi.
4/10
Trzynaście duchów (2001) - taki fun fact - postacie będące greckiego pochodzenia (sądząc po nazwisku) są grane przez osoby libańskiego pochodzenia - jak widać Grecy nadal w stereotypach są nieodróżnialni od oliwkowych ludów :). Od dawna planowałem zobaczyć film, choć na nic nie liczyłem. Rozważałem to zobaczyć podczas ostatniego Halloween, ale wybrałem wówczas co innego. I też chciałem mieć porównanie z oryginałem. Film dość szybko zlatuje. Tu też nie miał straszyć, bo postawiony na efekciarstwo (dom robi wrażenie i scenografowie się postarali), zaś na napisach końcowych jest jakiś rap, a co. Pierwsza scena i... - czy film był postsynchronizowany?! Lillard rozdziawia teatralnie gębę, a barwa i tembr głosu jakoś nie współgra. O właśnie, jak w oryginale najlepszym elementem była postać medium, tak w remake'u jest najgorszym. Odpowiednikiem Margaret Hamilton jest Matthew Lillard robiący rozgrzewkę do roli Kudłatego. On i jego postać tragiczne i człowiek się uśmiecha jak w końcu ginie. Aczkolwiek remake poprawia trochę rzeczy oryginały (który nie był specjalnie wybitny) - duchy bardziej pamiętne i różnorodne. Dzieciak znacznie lepszy niż w oryginale i co ważne, nie gra pierwszych skrzypiec. I gdy pojawia się widmo irytacji, to znika na pół filmu. Trochę bardziej mi się podobał, ale też jakoś bym nie polecił.
4/10
4/10
Trzynaście duchów (2001) - taki fun fact - postacie będące greckiego pochodzenia (sądząc po nazwisku) są grane przez osoby libańskiego pochodzenia - jak widać Grecy nadal w stereotypach są nieodróżnialni od oliwkowych ludów :). Od dawna planowałem zobaczyć film, choć na nic nie liczyłem. Rozważałem to zobaczyć podczas ostatniego Halloween, ale wybrałem wówczas co innego. I też chciałem mieć porównanie z oryginałem. Film dość szybko zlatuje. Tu też nie miał straszyć, bo postawiony na efekciarstwo (dom robi wrażenie i scenografowie się postarali), zaś na napisach końcowych jest jakiś rap, a co. Pierwsza scena i... - czy film był postsynchronizowany?! Lillard rozdziawia teatralnie gębę, a barwa i tembr głosu jakoś nie współgra. O właśnie, jak w oryginale najlepszym elementem była postać medium, tak w remake'u jest najgorszym. Odpowiednikiem Margaret Hamilton jest Matthew Lillard robiący rozgrzewkę do roli Kudłatego. On i jego postać tragiczne i człowiek się uśmiecha jak w końcu ginie. Aczkolwiek remake poprawia trochę rzeczy oryginały (który nie był specjalnie wybitny) - duchy bardziej pamiętne i różnorodne. Dzieciak znacznie lepszy niż w oryginale i co ważne, nie gra pierwszych skrzypiec. I gdy pojawia się widmo irytacji, to znika na pół filmu. Trochę bardziej mi się podobał, ale też jakoś bym nie polecił.
4/10
10-03-2022, 12:19





