Dzisiaj jest Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej więc tego dnia obejrzałem coś z madziarskiej kinematografii:
Az ember tragédiája - animacja, która byłą dłużej robiona niż Thief and Cobbler (ale w przeciwieństwie do tego nie było żadnego skurwiałego producenta). Film opowiada o tym, że Lucyfer mówi Bogu, że ludzkość jest do dupy i chce to udowodnić nowonarodzonemu Adamowi pokazując losy ludzkiej historii. Na Wikipedii czytałem, że sam pierwowzór literacki (po polsku Tragedia człowieka) to wielka rzecz na Węgrzech, coś jak Pan Tadeusz czy twórczość Sienkiewicza w Polsce. Czego się nie spodziewałem, to fakt że film trwa prawie 3 godziny! Dobrze, że to jest w rozdziałach, bo normalnie to można robić przerwy. Każdy rozdział ma osobne opracowanie plastyczne nawiązujący do epok - m.in. starożytny Egipt to hieroglify, Grecja malarstwo wazowe, barok to drzeworyt, a jeden z ostatnich rozdziałów dziejący się w współczesności ma stylistykę komiksową. Wizualnie też jest kilka kreatywnych pomysłów, gdyż Bóg to para bliskich gwiazd na tle kosmosu, diabeł za główną formę przyjął postać psa (pewnie nawiązanie do psiej wierności, jak i pejoratywnej roli psa w kulturze semickiej). Cenię animację, ale fabularnie choć jest ambitnie, to akurat nie dla mnie.
6/10
Testament agi - tym razem film fabularny z gatunku płaszcza iszpady szabli, również na podst. węgierskiej literatury. Domyślam się, czemu Orban nie był chętny do przyjmowania syryjskich imigrantów – Węgrzy już przerabiali scenariusz znajdowania się pod islamskim butem. W przeciwieństwie do Tragedii człowieka nie było żadnych napisów, więc oglądam w węgierskim. Z tego powodu oczywiście nic nie zrozumiałem z tego niewymawialnego języka (bo polski dubbing, wykonany dla kin, jak zwykle gnije w archiwach :P), ale udawało mi się podążać za fabułą. Film trąci myszką. Zwłaszcza uderza to w ewidentnie przyspieszonych scenach walki (pewnie po to by ukryć braki fechtunkowe aktorów :)). Na szczęście najważniejsze sceny akcji są profesjonalnie zrobione, a pojedynek Laszlo i Oglu kręcony na jednym ujęciu robi wrażenie. Ale przyznam, że miałem przebłyski z Godzilli Edwardsa, gdy pojedynek zostaje bezczelnie przerwany przez miłosne perypetie nauczyciela Laszla, który miał być tu comic reliefem (czytałem, że to była też komedia, gdy w rzeczywistości sceny humorystyczne nie różnią się to od niektórych starych filmów z Robin Hoodem czy Zorro, które komediami nie były). Też ostatnie pół godziny trochę zbytnio rozwodnione. Pewnie u Węgrów ma jakiś status kultowy.
6/10
Az ember tragédiája - animacja, która byłą dłużej robiona niż Thief and Cobbler (ale w przeciwieństwie do tego nie było żadnego skurwiałego producenta). Film opowiada o tym, że Lucyfer mówi Bogu, że ludzkość jest do dupy i chce to udowodnić nowonarodzonemu Adamowi pokazując losy ludzkiej historii. Na Wikipedii czytałem, że sam pierwowzór literacki (po polsku Tragedia człowieka) to wielka rzecz na Węgrzech, coś jak Pan Tadeusz czy twórczość Sienkiewicza w Polsce. Czego się nie spodziewałem, to fakt że film trwa prawie 3 godziny! Dobrze, że to jest w rozdziałach, bo normalnie to można robić przerwy. Każdy rozdział ma osobne opracowanie plastyczne nawiązujący do epok - m.in. starożytny Egipt to hieroglify, Grecja malarstwo wazowe, barok to drzeworyt, a jeden z ostatnich rozdziałów dziejący się w współczesności ma stylistykę komiksową. Wizualnie też jest kilka kreatywnych pomysłów, gdyż Bóg to para bliskich gwiazd na tle kosmosu, diabeł za główną formę przyjął postać psa (pewnie nawiązanie do psiej wierności, jak i pejoratywnej roli psa w kulturze semickiej). Cenię animację, ale fabularnie choć jest ambitnie, to akurat nie dla mnie.
6/10
Testament agi - tym razem film fabularny z gatunku płaszcza i
6/10
24-03-2022, 00:54 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-03-2022, 01:05 przez OGPUEE.)





