Kiedy mowa o najbardziej wzruszających scenach, przychodzą mi na myśl dwa filmy:
Rocky - finałowa scena walki, kiedy Rocky leży na deskach, Creed jest już pewny zwycięstwa, jednak Rocky wstaje i postanawia walczyć do końca, a w tle dynamiczna muzyka Billa Contiego (motyw Going the Distance). To jeszcze nie koniec wzruszeń, bo po walce Rocky zamiast udzielić wywiadu woła swoją żonę Adrian, która pada mu w ramiona mówiąc "I Love You!!!".
Braveheart - torturowany Wallace zamiast prosić o łaskę i uznać władzę króla krzyczy "Freedom!!!" (Wolność), albo wcześniejsze sceny jak tłum ludzi szydzi i wyśmiewa się z głównego bohatera, ale widząc jego dzielną postawę sami błagają o łaskę dla niego.
Obie sceny są mistrzowsko zagrane i wyreżyserowane.
Rocky - finałowa scena walki, kiedy Rocky leży na deskach, Creed jest już pewny zwycięstwa, jednak Rocky wstaje i postanawia walczyć do końca, a w tle dynamiczna muzyka Billa Contiego (motyw Going the Distance). To jeszcze nie koniec wzruszeń, bo po walce Rocky zamiast udzielić wywiadu woła swoją żonę Adrian, która pada mu w ramiona mówiąc "I Love You!!!".
Braveheart - torturowany Wallace zamiast prosić o łaskę i uznać władzę króla krzyczy "Freedom!!!" (Wolność), albo wcześniejsze sceny jak tłum ludzi szydzi i wyśmiewa się z głównego bohatera, ale widząc jego dzielną postawę sami błagają o łaskę dla niego.
Obie sceny są mistrzowsko zagrane i wyreżyserowane.
10-06-2008, 18:46





