Jestem akurat w trakcie czytania Hellblazera z Egmontu. Kilkanaście lat temu w oryginale, teraz repeta.
Wspaniała jest to postać. Chce dobrze, a wychodzi jak zwykle. Wloką się za nim duchy przyjaciół, których - delikatnie mówiąc - wystawił do wiatru. Pyskaty, cyniczny, w gruncie poczciwy choć manipulator. Historie ewidentnie dla targetu 18 plus.
A fizyczne atrybuty to aparycja Stinga (takie było FUNDAMENTALNE założenie postaci, kurcze blade! Jeszcze w "Sadze o Potworze z Bagien" rysownicy poprosili Alana Moore'a o napisanie postaci wyglądającej jak Sting, bo po prostu lubili The Police), żółty prochowiec i non stop jarane Silk Cuty.
Film z Keanu był spoko, choć rezygnował z wyglądu, a jaranie wychodziło nieco nieporadnie (nikt palący dwie ramy dziennie nie odpala w ten sposób Zippo ani nie trzyma fajka w tak teatralny sposób). Poza tym OK.
Serial z kolei był kuriozalny - z jednej strony DOSKONAŁY Matt Ryan - wcielenie idealne. Z drugiej - bida budżetowa. Z trzeciej - twórcy desperacko musieli ukryć fajki i jednak je zasygnalizować - stąd bohater albo akurat gasi petka, albo tylko bawi się zapalniczką, albo wydmuchuje dym znikąd.
Połowę zabawy miałem oglądając tę tytoniową woltyżerkę :)
Mając 300 zeszytów oryginalnej komiksowej serii, która ma wiele świetnych historii z potencjałem na adaptację, a jednocześnie nigdy dobrej adaptacji nie otrzymała - "Młodzieńcze lata" w tej obsadzie to najgłupsza serialowa decyzja od lat.
Wspaniała jest to postać. Chce dobrze, a wychodzi jak zwykle. Wloką się za nim duchy przyjaciół, których - delikatnie mówiąc - wystawił do wiatru. Pyskaty, cyniczny, w gruncie poczciwy choć manipulator. Historie ewidentnie dla targetu 18 plus.
A fizyczne atrybuty to aparycja Stinga (takie było FUNDAMENTALNE założenie postaci, kurcze blade! Jeszcze w "Sadze o Potworze z Bagien" rysownicy poprosili Alana Moore'a o napisanie postaci wyglądającej jak Sting, bo po prostu lubili The Police), żółty prochowiec i non stop jarane Silk Cuty.
Film z Keanu był spoko, choć rezygnował z wyglądu, a jaranie wychodziło nieco nieporadnie (nikt palący dwie ramy dziennie nie odpala w ten sposób Zippo ani nie trzyma fajka w tak teatralny sposób). Poza tym OK.
Serial z kolei był kuriozalny - z jednej strony DOSKONAŁY Matt Ryan - wcielenie idealne. Z drugiej - bida budżetowa. Z trzeciej - twórcy desperacko musieli ukryć fajki i jednak je zasygnalizować - stąd bohater albo akurat gasi petka, albo tylko bawi się zapalniczką, albo wydmuchuje dym znikąd.
Połowę zabawy miałem oglądając tę tytoniową woltyżerkę :)
Mając 300 zeszytów oryginalnej komiksowej serii, która ma wiele świetnych historii z potencjałem na adaptację, a jednocześnie nigdy dobrej adaptacji nie otrzymała - "Młodzieńcze lata" w tej obsadzie to najgłupsza serialowa decyzja od lat.
21-04-2022, 12:07





