Ile razy w ciągu ostatnich 10-20 lat mieliście okazję obejrzeć hollywoodzką fabułę za 60+ milionów $$$, w której poglądy bohaterów w ogóle nie zostały przefiltrowane przez współczesną wrażliwość? Apocalypto? Master and Commander? Serial Rome na bazie scenariusza potężnego Johna Miliusa? Może jeszcze Zjawa? To chyba wszystko.
Eggers grubo pojechał - nie ma u niego żadnego komentarza społecznego; nikt nie walczy tu o niepodległość, republike, wolność uciskanych sierot, prawo głosu dla 99% czy jakieś inne fajne cele. Po prostu jest sobie mężczyzna, który chce pomścić krew swojego rodu, i jest grupa innych mężczyzn, którzy rozumują IDENTYCZNIE jak on, tylko że w odwrotnym kierunku. Sposób myślenia i odczuwania obu stron jest tak zajebiście odległy od tego, co jest aktualnie modne, że w tym sensie celebrowałem każdą minutę "Northmana". Do tego dochodzą animalistyczne obrzędy, picie krwi pokonanych wrogów, apoteoza walki, obsesja na punkcie umierania w bitwie, krótko mówiąc, odjazd w kosmos na inną planetę (czytaj: do IX wieku n.e.). Z dialogów usunąłbym dosłownie jedną linijkę - jak Amleth mówi, że nie zabija kobiet. Zaleciało mi tu trochę próbą ocieplenia wizerunku i przypodobania się dzisiejszej widowni (tym bardziej, że była to jego odpowiedź na pytanie zdziwionej kobiety, czemu nie zabił kobiety).
Po seansie gadaliśmy z kumplem, jak ten film mógłby wyglądać w interpretacji Mela, i doszliśmy zgodnie do wniosku, że byłby lepszy. Bo "Northman" to nie jest jednak film z kategorii 10/10, choć powinien być. Na te chwilę jest za wcześnie, żebym ocenił, co nawaliło (za dużo CGI? za dużo szekspirowskiego gadania i gapienia się w kamerę? brak dobrej muzy wyciskającej łzy?), ale dychy nie dam.
Eggers grubo pojechał - nie ma u niego żadnego komentarza społecznego; nikt nie walczy tu o niepodległość, republike, wolność uciskanych sierot, prawo głosu dla 99% czy jakieś inne fajne cele. Po prostu jest sobie mężczyzna, który chce pomścić krew swojego rodu, i jest grupa innych mężczyzn, którzy rozumują IDENTYCZNIE jak on, tylko że w odwrotnym kierunku. Sposób myślenia i odczuwania obu stron jest tak zajebiście odległy od tego, co jest aktualnie modne, że w tym sensie celebrowałem każdą minutę "Northmana". Do tego dochodzą animalistyczne obrzędy, picie krwi pokonanych wrogów, apoteoza walki, obsesja na punkcie umierania w bitwie, krótko mówiąc, odjazd w kosmos na inną planetę (czytaj: do IX wieku n.e.). Z dialogów usunąłbym dosłownie jedną linijkę - jak Amleth mówi, że nie zabija kobiet. Zaleciało mi tu trochę próbą ocieplenia wizerunku i przypodobania się dzisiejszej widowni (tym bardziej, że była to jego odpowiedź na pytanie zdziwionej kobiety, czemu nie zabił kobiety).
slepy napisał(a):Gibson to jest jednak dużo lepszy "opowiadacz historii"
Po seansie gadaliśmy z kumplem, jak ten film mógłby wyglądać w interpretacji Mela, i doszliśmy zgodnie do wniosku, że byłby lepszy. Bo "Northman" to nie jest jednak film z kategorii 10/10, choć powinien być. Na te chwilę jest za wcześnie, żebym ocenił, co nawaliło (za dużo CGI? za dużo szekspirowskiego gadania i gapienia się w kamerę? brak dobrej muzy wyciskającej łzy?), ale dychy nie dam.
23-04-2022, 22:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-04-2022, 22:57 przez Mental.)






