Dziś za sprawą kanału Filmax (zbierającego oprócz kabaretów różne starocie z domeny publicznej) zaliczyłem triple-feature:
Paco, maszyna śmierci - czyli klasyk polskich wypożyczalni VHS z przełomu transformacji ustrojowej. Jak można spodziewać typowe ripoffowe gówno, ale smaczne. Niby Paco jest tu cyborgiem, a połowa aktorów/dubbingowców gra tu jakby była robotami (zwłaszcza Linda czy ten czarny z FBI) albo gada w przesadzony sposób. Potem część filmu zmienia się w buddy fight z truckerami pod wodzą włoskiego odpowiednika typa z Powrotu wabiszczura. Sądziłem ów ziomuś to będzie na chwilę jako typowy kolo do oklepu pokazującego zajebistość głównego bohatera, a tu wyrósł na drugiego antagonistę (zresztą gra go jedna z gwiazd tych włoskich gniotów, co ukradła ksywę od założyciela Eastman Kodak). Jeden xd miałem, gdy nasz gwatemalski Terminator pruje z serii do złej cyber blondyny i nic jej nie jest, a zostaje pokonana przez kilka strzałów z pistoletu barmanki (a i jeszcze laserowy karabin, który mimo tego wydaje dźwięki jak stockowe pistolety z kreskówek). Muzyka w większości brzmi jak coś z gry na Amigę. Za to motyw przewodni wpadający w ucho i Paco odpowiednio zakapiorski.
nie wiem jak ocenić/10
Wiatry pustkowia - jeden z tych taśmowych westernow z lat 30., które miały zapełniać ramówkę kin. Naiwność, teatralność, sceny strzelanin poza kadrem/wspominane, kobieca postać będąca tu tylko po to, by sufrażystki nie jęczały. Fabuła - ot John Wayne dyliżansuje sobie z miasteczka do miasteczka. I na końcu jest wyścig. Coś tam było o jakichś złych telegrafistach, ale już nie pamiętam. Pewnie o filmie zapomnę, a jedyny ślad po tym fakcie będzie w tym temacie. Plusem jest to, że trwa krótko (nie trwa nawet godziny!). I jest kilka imponujących ujęć kaskaderki w finale.
2/10
Oberża Jamajka - o, nie wiedziałem że reżyserował to Hitchcock. Raczej mało tu stylu Hitcha (nie ma nawet jego obligatoryjnego cameo) i bardziej to ogląda się jak kino kostiumowe, mimo że to jest w pewnym sensie sensacja z suspensem. Zaskoczyło mnie to, że elokwentny sędzia i arystokrata współpracował z rozbójnikami. Zresztą Laughton cielił się znakomicie w aroganckiego dupka, przy którym herszt zbójów jest sympatyczniejszy (a i ten miał jakieś wymiarowe tło).
7/10
Paco, maszyna śmierci - czyli klasyk polskich wypożyczalni VHS z przełomu transformacji ustrojowej. Jak można spodziewać typowe ripoffowe gówno, ale smaczne. Niby Paco jest tu cyborgiem, a połowa aktorów/dubbingowców gra tu jakby była robotami (zwłaszcza Linda czy ten czarny z FBI) albo gada w przesadzony sposób. Potem część filmu zmienia się w buddy fight z truckerami pod wodzą włoskiego odpowiednika typa z Powrotu wabiszczura. Sądziłem ów ziomuś to będzie na chwilę jako typowy kolo do oklepu pokazującego zajebistość głównego bohatera, a tu wyrósł na drugiego antagonistę (zresztą gra go jedna z gwiazd tych włoskich gniotów, co ukradła ksywę od założyciela Eastman Kodak). Jeden xd miałem, gdy nasz gwatemalski Terminator pruje z serii do złej cyber blondyny i nic jej nie jest, a zostaje pokonana przez kilka strzałów z pistoletu barmanki (a i jeszcze laserowy karabin, który mimo tego wydaje dźwięki jak stockowe pistolety z kreskówek). Muzyka w większości brzmi jak coś z gry na Amigę. Za to motyw przewodni wpadający w ucho i Paco odpowiednio zakapiorski.
nie wiem jak ocenić/10
Wiatry pustkowia - jeden z tych taśmowych westernow z lat 30., które miały zapełniać ramówkę kin. Naiwność, teatralność, sceny strzelanin poza kadrem/wspominane, kobieca postać będąca tu tylko po to, by sufrażystki nie jęczały. Fabuła - ot John Wayne dyliżansuje sobie z miasteczka do miasteczka. I na końcu jest wyścig. Coś tam było o jakichś złych telegrafistach, ale już nie pamiętam. Pewnie o filmie zapomnę, a jedyny ślad po tym fakcie będzie w tym temacie. Plusem jest to, że trwa krótko (nie trwa nawet godziny!). I jest kilka imponujących ujęć kaskaderki w finale.
2/10
Oberża Jamajka - o, nie wiedziałem że reżyserował to Hitchcock. Raczej mało tu stylu Hitcha (nie ma nawet jego obligatoryjnego cameo) i bardziej to ogląda się jak kino kostiumowe, mimo że to jest w pewnym sensie sensacja z suspensem. Zaskoczyło mnie to, że elokwentny sędzia i arystokrata współpracował z rozbójnikami. Zresztą Laughton cielił się znakomicie w aroganckiego dupka, przy którym herszt zbójów jest sympatyczniejszy (a i ten miał jakieś wymiarowe tło).
7/10
01-05-2022, 00:24





