(16-04-2022, 14:25)Pitero napisał(a): Zarówno pierwsza część "Listów" jak i "Planeta singli" to filmy dobre w swoim gatunku ("Listy" nawet bardzo dobre) zatem nic dziwnego, że powstają kontynuacje.
Absolutnie nie. Znaczy, rzecz subiektywna, kwestia gustu i tak dalej, ale do mnie nijak nie trafiają. "Listy do M" obejrzałem i stwierdziłem, że nijakie. "Planetę singli" próbowałem, ale wyłączyłem w połowie (a rzadko zdarza mi się nie dopatrzyć jakiegoś filmu do końca). Tak więc dla mnie to nie są w żadnym razie dobre filmy, niezależnie w jakim gatunku.
(07-04-2022, 21:58)Corn napisał(a): No właśnie, ale najlepsze jest to że film nie promuje stręczycielstwa ani nie uprzedmiotawia kobiet - jest totalnie odwrotnie XD
Mamy laskę, która jest porwana - od początku porywacz przedstawiony jest jako psychopata. Daje bohaterce wybór, ale pomieszka w luksach przez 365 dni i podejmie decyzję co dalej, albo może teraz wracać do Polski. Babeczka w Polsce nie ma nic, straciła prace i ma dupkowatego chłopa - stwierdza, że pożyje sobie kosztem Włocha. Łazi po sklepach, korzysta z życia. Ani przez moment zły mafioso nie przekracza granicy (oskarżenia o gwałt są z dupy wzięte). Mało tego, chwilę po porwaniu laska dostaje laptopa i telefon, żeby móc powiedzieć wszystkim gdzie jest i co robi. Wraca do Polski na własne życzenie. Ludzie nie widzieli, ale każdy ma opinie ;)
Film w sumie pokazuje kobiety je jako płytkie zdziry, które można kupić, jak się jest przystojnym i ma kasę. Jak wygląda ten cały romans w filmie? Lecę spoilerami, jak jakiś masochista zamierza to kiedyś oglądać, to niech nie czyta! Mafiozo porywa polską patusiarę, bo widzi w niej tę jedyną, kobietę swojego życia. A mowa o dziewczynie, która - jak napisałem - jest pustą patusiarą, która potrafi porozumiewać się niemal tylko przekleństwami, a jedyne co ją intersuje to ciuchy i buty (w tym filmie jest chyba z pięć długich scen przymiarek w sklepach, gdzie patusiara i jej patusiarskie kumpele wzajemnie sobie przyklaskują i cieszą się jak dzieci w parku rozrywki). Bogacz, który mógłby mieć każdą, wybiera jakąś babę, od której normalnego chłopa by odrzucało na pięć kilometrów.
A ona zakochuje się w nim dlaczego? Pewnie dlatego, że sam jest patusem. Ona wie, że jest mafiozem i że ją porwał, no ale została kupiona jego kasą i tym, że jest boski w łóżku. No kurczę, romans wszechczasów! Tak w ogóle to ona przez pewien czas traktuje go z buta (słusznie - jest porywaczem, nie zasługuje na więcej), by nagle w pewnym momencie wykonać zwrot o 180 stopni. A dlaczego? A bo widzicie, wpada do wody. A on skacze za nią i ją wyławia. Tyle. To wszystko. Baba nie pomyśli, że on ją chce mieć i działa cały czas w tym kierunku, więc nie mógł jej dać się utopić - no bo co, będzie ruchał trupa? Nie przyjdzie jej to na myśl. Zamiast tego od razu zapomina, że jest gruboskórnym bucem, który ją porwał i uratował dla swoich osobistych celów. Nie! Zamiast tego robi do niego maślane oczy - ojej, uratował jej życie! I teraz już nagle go kocha! Ot i cały romans w tym filmie.
Obejrzałem wszystkie "Greye" - jakoś dałem radę. Ale "365 dni" to jest jakieś kuriozum. Czułem się brudny po tym filmie. Życzyłem obojgu bohaterom śmierci w męczarniach. Nie wiem, dla kogo ten film. Jak ktokolwiek może czerpać jakąkolwiek rozrywkę z oglądania, jak dwoje godnych pogardy patusów leci na siebie, bo... no nie wiem czemu. Bo seks i kasa. Innego powodu tu naprawdę nie widzę. Z "Greyów" można się przynajmniej pośmiać i na jakimś tam ograniczonym poziomie dają jakąś, powiedzmy, rozrywkę. "365 dni" wywołało u mnie tylko niesmak i zażenowanie - postawami, jakie promuje, i samym poziomem filmu (tam się prawie nic nie dzieje, poważnie! - scenariusz składa się z ruchania i zakupów!).
Często z ciekawości oglądam różne gnojone filmy i często okazuje się, że hejt na nie jest przesadzony. Ale ten film to naprawdę śmieć.
12-05-2022, 13:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-05-2022, 13:28 przez al_jarid.)





