Patch Adams (1998)
Pamiętam te czasy jak się wyrabiało gust filmowy oglądając Nostalgia Critica i ostro on swego czasu jechał po tym filmie. No i niestety po tych wszystkich latach, gdy mam bardziej niezależny pogląd na kino, to tylko bardziej przyklaskuję mu do tej jego jatki.
Typowo płytka wydmuszka o nierozumianym i sympatycznym wesołku walczącym ze złym i ponurym zarządem. Niestety w tym przypadku to naprawdę ma prawo boleć, bo film ma przedstawiać prawdziwą osobę, z którą wygłupy Robina Williamsa nie mają prawie nic wspólnego. Oglądając miałem wrażenie, że tytułowy Patch to skrajnie nieodpowiedzialny lekkoduch, który nie rozumie powagi zawodu lekarza. Nie zagląda do ani jednej książki i przed pacjentami odgrywa jedynie klauna, a i tak okazuje się być drugim najlepszym studentem na uczelni. Mało tego okrada szpital i z niewinną miną uznaje to za "pożyczkę". Ci wszyscy studenci i profesorowie z kolei mimo że ewidentnie kierują się rozsądkiem i mają przez cały film rację, to przy typowych technikach manipulacji scenarzysty/reżysera wychodzą na zacofanych buców ślepych na "geniusz" bohatera lub chcących podciąć mu skrzydła.
No i najciekawsze - prawdziwy Patch Adams znienawidził film i nie podobało mu się to, że przedstawiono go jako pajaca, który uważa że wyleczy człowieka samymi wygłupami. Owszem chodzi w kolorowym fikuśnym wdzianku, ale to ma być dla pacjentów jedynie istotny dodatek. Bardzo poważnie traktuje swoje powołanie i zależy mu zarówno na dobrej relacji z pacjentem, jak i rozwiązaniu problemu. Biografia z fatalnym i ckliwym scenariuszem oraz bez szacunku dla jej bohatera, jak i jego zawodu. Taka postać naprawdę zasłużyła na lepszy film, który nie miałby na celu jedynie podnosić popytu na chusteczki. Tylko czemu mnie ta wysoka średnia na Filmwebie nie dziwi?
3/10
Pamiętam te czasy jak się wyrabiało gust filmowy oglądając Nostalgia Critica i ostro on swego czasu jechał po tym filmie. No i niestety po tych wszystkich latach, gdy mam bardziej niezależny pogląd na kino, to tylko bardziej przyklaskuję mu do tej jego jatki.
Typowo płytka wydmuszka o nierozumianym i sympatycznym wesołku walczącym ze złym i ponurym zarządem. Niestety w tym przypadku to naprawdę ma prawo boleć, bo film ma przedstawiać prawdziwą osobę, z którą wygłupy Robina Williamsa nie mają prawie nic wspólnego. Oglądając miałem wrażenie, że tytułowy Patch to skrajnie nieodpowiedzialny lekkoduch, który nie rozumie powagi zawodu lekarza. Nie zagląda do ani jednej książki i przed pacjentami odgrywa jedynie klauna, a i tak okazuje się być drugim najlepszym studentem na uczelni. Mało tego okrada szpital i z niewinną miną uznaje to za "pożyczkę". Ci wszyscy studenci i profesorowie z kolei mimo że ewidentnie kierują się rozsądkiem i mają przez cały film rację, to przy typowych technikach manipulacji scenarzysty/reżysera wychodzą na zacofanych buców ślepych na "geniusz" bohatera lub chcących podciąć mu skrzydła.
No i najciekawsze - prawdziwy Patch Adams znienawidził film i nie podobało mu się to, że przedstawiono go jako pajaca, który uważa że wyleczy człowieka samymi wygłupami. Owszem chodzi w kolorowym fikuśnym wdzianku, ale to ma być dla pacjentów jedynie istotny dodatek. Bardzo poważnie traktuje swoje powołanie i zależy mu zarówno na dobrej relacji z pacjentem, jak i rozwiązaniu problemu. Biografia z fatalnym i ckliwym scenariuszem oraz bez szacunku dla jej bohatera, jak i jego zawodu. Taka postać naprawdę zasłużyła na lepszy film, który nie miałby na celu jedynie podnosić popytu na chusteczki. Tylko czemu mnie ta wysoka średnia na Filmwebie nie dziwi?
3/10
20-05-2022, 20:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-05-2022, 20:20 przez Kryst_007.)






