Przygoda na Mariensztacie - pierwszy kolorowy film polski w końcu za mną. Czuć tu pogodę ducha jak w Zakazanych piosenkach (w końcu ten sam reżyser), choć tu jest optymizm pełną gębą, bo po wojnie i w trakcie odbudowywanej Warszawy. Fabuła też nieco epizodyczna - wpierw wycieczka ludzi pochodzących z zapyziałej wiochy (tj. z regionu opoczyńskiego) i dalej noszących się ludowo, poznaje miasto. Potem dziewczyna z tejże wycieczki zatrudnia się murarka, bo spodobało jej się lokalne ciacho i mamy schadzki jak w romansidle. A potem film to wojna płci o to, kto zbuduje lepszy budynek. Wykorzystuje każdą okazję do bycia kolorowym filmem i choć to nie technicolor, bo kolory bardziej naturalnie, to ładnie wygląda to. Jako, że to PRL-owski filmy z lat 50., to trza nastawić się socrealizm i propagandę sukcesu pełną gębą. Też jest promocja ludowości (no, powiedzmy). Feministkom się spodoba pro-kobiecy ton. Kojarzył mi się z ówczesnymi animacjami Sojuzmultfilmu, a i początkowa piosenka ma za sobą vibe starego Disneya. Mniej mi się podobał od Zakazanych piosenek, ale cieszę że ujrzałem i nie omieszkać zrobić w przyszłości powtórki. Jestem zaskoczony, że film nie doczekał się rekonstrukcji cyfrowej, bo jakby nie patrzeć to kamień milowy w polskim kinie.
7/10
Milioner - czyli polska zawiść the movie :). Tytuł i fabuła sugerują to jakąś komedię, a wcale nie jest taki wesoły. Jak główny bohater wraca do rodzinnej wsi, to film zwiastuje ponurym soundtrackiem (i wcześniej koleś od loterii sugeruje mu krycie się z nowym majątkiem). Krytycy marudzili, że obraz zawistnej wsi przerysowany, gdy mnie się wydaje że wcale taki nie był daleki od prawdy (zresztą stawiam, że i miastowi z tych czasów patrzyliby spod byka). Józek wzbudza sympatię, nie szasta pieniędzmi i rozsądnie nimi dysponuje (i jedyny większy luksus to telewizor), dba o gospodarstwo i swą matkę mówiącą rusycyzmami. Za to jego narzeczona to chyba z całej hałastry to największa roszczeniowa kreatura. Jęczy że chce do miasta lub nowe ciuszki i przez swe obnoszenie się i wywyższanie de facto przyczynia się wzrostu niechęci wśród sąsiadów. Jednak czegoś mi zabrakło, ale nie wiem czego.
7/10
7/10
Milioner - czyli polska zawiść the movie :). Tytuł i fabuła sugerują to jakąś komedię, a wcale nie jest taki wesoły. Jak główny bohater wraca do rodzinnej wsi, to film zwiastuje ponurym soundtrackiem (i wcześniej koleś od loterii sugeruje mu krycie się z nowym majątkiem). Krytycy marudzili, że obraz zawistnej wsi przerysowany, gdy mnie się wydaje że wcale taki nie był daleki od prawdy (zresztą stawiam, że i miastowi z tych czasów patrzyliby spod byka). Józek wzbudza sympatię, nie szasta pieniędzmi i rozsądnie nimi dysponuje (i jedyny większy luksus to telewizor), dba o gospodarstwo i swą matkę mówiącą rusycyzmami. Za to jego narzeczona to chyba z całej hałastry to największa roszczeniowa kreatura. Jęczy że chce do miasta lub nowe ciuszki i przez swe obnoszenie się i wywyższanie de facto przyczynia się wzrostu niechęci wśród sąsiadów. Jednak czegoś mi zabrakło, ale nie wiem czego.
7/10
24-05-2022, 23:40






