Shakespeare in Love (1998)
Wszędzie słyszałem, że to największa wtopa oscarowa w ponad 90-letniej historii pozłacanych gołodupców. Przed seansem nastawiałem się zatem na obcowanie z wyjątkowo hollywoodzkim kiczem powstałym tylko po to, aby Harvey W. mógł się dobrać do Oscara jak do kolejnej młodziutkiej aktorki. No na pewno nie jest to film warty aż tylu statuetek, ale szczerze? Widywałem gorsze dzieła z BP na koncie zarówno wcześniejszych jak i późniejszych - śmiem stwierdzić, że przy takim "Crashu" to arcydzieło.
Owszem, fabuła to nic wielkiego. Straszny banał i zabawa w odhaczanie kolejnych klisz, przy czym w ostatnim akcie to już w ogóle byłem w stanie przewidzieć co się wydarzy w przeciągu najbliższych 20 minut z zamkniętymi oczyma. No, ale trzeba mieć dystans do konwencji. Po prostu to sympatyczna bajka o Szekspirze i powstawaniu "Romeo i Julii". Humor jest całkiem uroczy i niewymuszony, z kolei bohaterowie zapadający nawet w pamięć i zagrani przez aktorów mających fun na planie. Oglądając odniosłem wrażenie, że bez tego Luhrmann nie wpadłby na zrobienie "Moulin Rouge!", bo fabuły całkiem do siebie podobne. Oczywiście, że Oscar dla Paltrow to śmiech na sali i ciężko o trafniejszą wizytówkę ówczesnej potęgi Weinsteina, ale te pozostałe (no, może poza scenariuszem jeszcze) nie wywołują u mnie facepalmu. Nie jest tak realizacyjnie spektakularny jak "Saving Private Ryan", ale niewątpliwie posiada serce.
7/10
Wszędzie słyszałem, że to największa wtopa oscarowa w ponad 90-letniej historii pozłacanych gołodupców. Przed seansem nastawiałem się zatem na obcowanie z wyjątkowo hollywoodzkim kiczem powstałym tylko po to, aby Harvey W. mógł się dobrać do Oscara jak do kolejnej młodziutkiej aktorki. No na pewno nie jest to film warty aż tylu statuetek, ale szczerze? Widywałem gorsze dzieła z BP na koncie zarówno wcześniejszych jak i późniejszych - śmiem stwierdzić, że przy takim "Crashu" to arcydzieło.
Owszem, fabuła to nic wielkiego. Straszny banał i zabawa w odhaczanie kolejnych klisz, przy czym w ostatnim akcie to już w ogóle byłem w stanie przewidzieć co się wydarzy w przeciągu najbliższych 20 minut z zamkniętymi oczyma. No, ale trzeba mieć dystans do konwencji. Po prostu to sympatyczna bajka o Szekspirze i powstawaniu "Romeo i Julii". Humor jest całkiem uroczy i niewymuszony, z kolei bohaterowie zapadający nawet w pamięć i zagrani przez aktorów mających fun na planie. Oglądając odniosłem wrażenie, że bez tego Luhrmann nie wpadłby na zrobienie "Moulin Rouge!", bo fabuły całkiem do siebie podobne. Oczywiście, że Oscar dla Paltrow to śmiech na sali i ciężko o trafniejszą wizytówkę ówczesnej potęgi Weinsteina, ale te pozostałe (no, może poza scenariuszem jeszcze) nie wywołują u mnie facepalmu. Nie jest tak realizacyjnie spektakularny jak "Saving Private Ryan", ale niewątpliwie posiada serce.
7/10
29-05-2022, 21:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-06-2022, 18:06 przez Kryst_007.)





