Dlaczego nikt nie wspomniał o występie Eda Harrisa? Scena, jak wychodzi z rządowej fury, odwraca się w stronę pasa startowego i w tym momencie przelatuje nad nim Tomek w hipersonicznym odrzutowcu, wznosząc tumany pustynnego pyłu, jest bez kitu najlepsza. Tak powinno wprowadzać się do fabuły genetycznych twardzieli.
Sam film natomiast stanowi perfekcyjne połączenie "starego" i "nowego" z naciskiem na "stare" (bo wiadomo, że kiedyś było lepiej i były czasy). Moja opinia jest o tyle wiążąca, że - uwaga - nigdy nie oglądałem pierwszego "Top Guna" w całości (jedynie urywki na YT), nie czuję zatem nostalgii ani emocjonalnego przywiązania do oryginału. Absolutnie kluczowa dla mojego odbioru nowego TG okazała się decyzja o użyciu efektów praktycznych. Dominują one nad CGI i po raz kolejny potwierdzają, że NIC nie jest w stanie konkurować z obecnością na planie fizycznych rekwizytów, prawdziwych przeciążeń i realistycznej operatorki. Bohaterowie inaczej reagują, widownia inaczej reaguje, wszystko jest inne, czytaj: lepsze.
Druga sprawa to wydźwięk ideologiczny, o którym trzeba pogadać. Gdyby ktoś mi powiedział, że "TG: Maverick" został nakręcony w latach 90. XX wieku, to bym uwierzył. Był to okres, kiedy Amerykanie żyli we względnym błogostanie, sowiety upadły, amerykańskie ego i duma z bycia militarno-kulturową potęgą rozsadzały ówczesne blockbustery. Amerykanie spuszczali wpierdol kosmitom, klonowali dinozaury, ratowali świat przed zagładą atomową etc. I wspomnienie tego heroicznego mitu, tej radości z bycia najlepszym przenika cały film od pierwszego ujęcia do ostatniego. Autentycznie się wzruszyłem. Niesamowicie fajne jest również to, że film całościowo mocno stargetowano na męską populację i może on nawet uchodzić za fantazję masturbacyjną każdego samca: niebezpieczna misja nadająca sens twojemu życiu, rodząca się w bólach przyjaźń, piękna, lojalna kobieta, która czeka na ciebie i przyjeżdża kolekcjonerską edycją Porsche, aby zabrać cię w stronę zachodzącego, pomarańczowego słoneczka. Czego więcej potrzebuje facet? Niczego.
TG:M ma oczywiście wady: za dużo cukru w finale, za mało Eda Harrisa, czasami zbytnio uproszczone dialogi, brak bluzgów hehe, są to jednak szczegóły, tak naprawdę nieistotne, więc zapomnijcie, że w ogóle o nich pisałem.
Piękny film. 9+/10
Sam film natomiast stanowi perfekcyjne połączenie "starego" i "nowego" z naciskiem na "stare" (bo wiadomo, że kiedyś było lepiej i były czasy). Moja opinia jest o tyle wiążąca, że - uwaga - nigdy nie oglądałem pierwszego "Top Guna" w całości (jedynie urywki na YT), nie czuję zatem nostalgii ani emocjonalnego przywiązania do oryginału. Absolutnie kluczowa dla mojego odbioru nowego TG okazała się decyzja o użyciu efektów praktycznych. Dominują one nad CGI i po raz kolejny potwierdzają, że NIC nie jest w stanie konkurować z obecnością na planie fizycznych rekwizytów, prawdziwych przeciążeń i realistycznej operatorki. Bohaterowie inaczej reagują, widownia inaczej reaguje, wszystko jest inne, czytaj: lepsze.
Druga sprawa to wydźwięk ideologiczny, o którym trzeba pogadać. Gdyby ktoś mi powiedział, że "TG: Maverick" został nakręcony w latach 90. XX wieku, to bym uwierzył. Był to okres, kiedy Amerykanie żyli we względnym błogostanie, sowiety upadły, amerykańskie ego i duma z bycia militarno-kulturową potęgą rozsadzały ówczesne blockbustery. Amerykanie spuszczali wpierdol kosmitom, klonowali dinozaury, ratowali świat przed zagładą atomową etc. I wspomnienie tego heroicznego mitu, tej radości z bycia najlepszym przenika cały film od pierwszego ujęcia do ostatniego. Autentycznie się wzruszyłem. Niesamowicie fajne jest również to, że film całościowo mocno stargetowano na męską populację i może on nawet uchodzić za fantazję masturbacyjną każdego samca: niebezpieczna misja nadająca sens twojemu życiu, rodząca się w bólach przyjaźń, piękna, lojalna kobieta, która czeka na ciebie i przyjeżdża kolekcjonerską edycją Porsche, aby zabrać cię w stronę zachodzącego, pomarańczowego słoneczka. Czego więcej potrzebuje facet? Niczego.
TG:M ma oczywiście wady: za dużo cukru w finale, za mało Eda Harrisa, czasami zbytnio uproszczone dialogi, brak bluzgów hehe, są to jednak szczegóły, tak naprawdę nieistotne, więc zapomnijcie, że w ogóle o nich pisałem.
Piękny film. 9+/10
30-05-2022, 10:09






