Smerfy (2011) - nie wiem, co mnie wzięło na zobaczenie tego. Serio. Już pierwsze ostrzeżenie to postać reżysera. Ale czasami zwykle gówniani reżyserzy wysmażą nagle coś zjadliwego. To nie ten przypadek.
Pierwsze, za co powinno się wysmerfować twórców, to lenistwo. Smerfy - fantastyczne istoty żyjące w średniowiecznej krainie i walczące ze złym czarownikiem (Żydem lub księdzem w zależności od preferencji politycznych) i przeżywające różne przygody z pogranicza baśni i fantasy. A co dostaję? Ano Smerfy trafiają do czasów współczesnych i rozwiązują problemy rodzinno-finansowe Neila Patricka Harrisa. Ze wszystkich rzeczy związanych ze Smerfami musieli na duży ekran akurat musieli zaadaptować 9 sezon Smerfów z lat 80. - najsłabszy z serialu i najgorzej oceniany z całości. No żesz smerfurwa, to nie lata 80., gdzie stworzenie dekoracji było bardzo kosztowne i pracochłonne, a technika była zacofana i stąd przenoszenie niektórych filmów fantasy w czasy współczesne! A dzisiaj z możliwościami CGI stworzenie magicznej krainy nie stanowi problemu.
I jakby tego było mało film to smerfuano (jak ktoś marudzi, że nadużywam "smerf" to film robi to samo - często nawet jako eufemizm wulgaryzmów). Scenariusz to generyczna klisza, Smerfy straciły swój urok i osobowość. I jeszcze wyjątkowo są tępe - rozumiem, że pochodzą że ze średniowiecza, ale nie ogarniają, że ludzie zmieniają garderobę i nie mieszkają w muchomorach. I nie skapnęły się, że Neil Patricks Harris nie ma w swym stanowisku pracy gwiazdografu i musi pracować w ciszy. Nie pomaga to też temu, że projekty plastyczne Smerfów są zwyczajnie brzydkie. Ich twarze mają jakby menelski wyraz gęby (nie pomaga też, że postacie wydają niesympatyczne), a jakość ich animacji nie wygląda jak do live action.
Ale już pal licho kiepską animację. Film ma żenujący humor. Toaletowy i obleśny humor z takich najgorszych komedii - jak np. Gargamel zachwyca nad kocim kłaczkiem i toi-toiem. Dalej nie jest lepiej. Jeszcze doszedł humor... erotyczny. Jak Maruda zaleca się do M&Msa albo odniesienie do powiewania sukienki Marylin. Jako dowód, czemu Amerykanie powinni mieć dożywodnie sankcje na adaptowanie europejskich IP - jest tu "fajny" numer muzyczny z rapowaniem i guitar hero.
Też nie ogarniam po co stworzyli nowego Smerfa Stereotypa Narodowego, skoro te są znane z dużej ilości różnych i kolorowych charakterów. Na pewno by się znalazło jakiegoś charakterystycznego do głównej eki w Nowym Świecie.
A jak miałbym znaleźć jakikolwiek pozytyw to Hank Azaria idealnie odwzorowany jako Gargamel. I Klakier dobrze zrobiony - dużo w tym zasługi, że faktycznie wzięli prawdziwego kota, któremu momentami oprawili CGI-mimikę. Ale film nie dostanie ode mnie plusa za nich, bo na nich nie zasłużył.
0/10
Pierwsze, za co powinno się wysmerfować twórców, to lenistwo. Smerfy - fantastyczne istoty żyjące w średniowiecznej krainie i walczące ze złym czarownikiem (Żydem lub księdzem w zależności od preferencji politycznych) i przeżywające różne przygody z pogranicza baśni i fantasy. A co dostaję? Ano Smerfy trafiają do czasów współczesnych i rozwiązują problemy rodzinno-finansowe Neila Patricka Harrisa. Ze wszystkich rzeczy związanych ze Smerfami musieli na duży ekran akurat musieli zaadaptować 9 sezon Smerfów z lat 80. - najsłabszy z serialu i najgorzej oceniany z całości. No żesz smerfurwa, to nie lata 80., gdzie stworzenie dekoracji było bardzo kosztowne i pracochłonne, a technika była zacofana i stąd przenoszenie niektórych filmów fantasy w czasy współczesne! A dzisiaj z możliwościami CGI stworzenie magicznej krainy nie stanowi problemu.
I jakby tego było mało film to smerfuano (jak ktoś marudzi, że nadużywam "smerf" to film robi to samo - często nawet jako eufemizm wulgaryzmów). Scenariusz to generyczna klisza, Smerfy straciły swój urok i osobowość. I jeszcze wyjątkowo są tępe - rozumiem, że pochodzą że ze średniowiecza, ale nie ogarniają, że ludzie zmieniają garderobę i nie mieszkają w muchomorach. I nie skapnęły się, że Neil Patricks Harris nie ma w swym stanowisku pracy gwiazdografu i musi pracować w ciszy. Nie pomaga to też temu, że projekty plastyczne Smerfów są zwyczajnie brzydkie. Ich twarze mają jakby menelski wyraz gęby (nie pomaga też, że postacie wydają niesympatyczne), a jakość ich animacji nie wygląda jak do live action.
Ale już pal licho kiepską animację. Film ma żenujący humor. Toaletowy i obleśny humor z takich najgorszych komedii - jak np. Gargamel zachwyca nad kocim kłaczkiem i toi-toiem. Dalej nie jest lepiej. Jeszcze doszedł humor... erotyczny. Jak Maruda zaleca się do M&Msa albo odniesienie do powiewania sukienki Marylin. Jako dowód, czemu Amerykanie powinni mieć dożywodnie sankcje na adaptowanie europejskich IP - jest tu "fajny" numer muzyczny z rapowaniem i guitar hero.
Też nie ogarniam po co stworzyli nowego Smerfa Stereotypa Narodowego, skoro te są znane z dużej ilości różnych i kolorowych charakterów. Na pewno by się znalazło jakiegoś charakterystycznego do głównej eki w Nowym Świecie.
A jak miałbym znaleźć jakikolwiek pozytyw to Hank Azaria idealnie odwzorowany jako Gargamel. I Klakier dobrze zrobiony - dużo w tym zasługi, że faktycznie wzięli prawdziwego kota, któremu momentami oprawili CGI-mimikę. Ale film nie dostanie ode mnie plusa za nich, bo na nich nie zasłużył.
0/10
04-06-2022, 17:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-06-2022, 12:35 przez OGPUEE.)





