Pasażerka - jak na swoją sławę o której czytałem od lat, to film mnie trochę zawiódł. Wiem, że trudno krytykować niedokończone dzieło, bo zawsze można to odbić argumentem, że w gotowym filmie na pewno byłoby lepiej. Nie wiem, może by było, może by nie było, na pewno przyjemnie wyobrażać sobie, że gdyby Munk nie zginął w wypadku, to na bank byłoby arcydzieło. W każdym razie obietnica opowieści, którą mamy możliwość oglądać, jest na pewno mocna, skłaniająca do przemyśleń, klimatyczna. Koncept zmieniającej się narracji o tym samym wydarzeniu zawsze robi wrażenie, chociaż nawet w latach 60. nie była to już nowość. Sceny z Auschwitz (czyli właściwie jedyne jakie w filmie są, bo ze statku nie ma ani jednego ujęcia, są tylko fotosy) znakomicie sfotografowane, niby skromne, a porażają grozą, przy czym ja z filmami pokazującymi holocaust mam ten problem, że kontekst takich scen zawsze sprawia, że odbiera się je jako ważne. Nieważne jak nakręcisz dzieci wchodzące do komory gazowej, to to zawsze będzie mrozić krew w żyłach, jest to swego rodzaju emocjonalny szantaż - nie przepadam za tym w kinie, chociaż oczywiście nie sposób posądzać Munka o jakąś tanią sensację. Mam problem z oceną, ale staram się zawsze jednak ocenić, niż uciekać od cyferek. Daję 7/10.
Ogólnie bardzo dobrze, że film jednak został zmontowany, sklecony w całość. Skoro w galeriach sztuki wiszą szkice wielkich mistrzów, to czemu w kinie mamy nie poznać zaledwie zarysów filmów, które nie zostały ukończone?
Ogólnie bardzo dobrze, że film jednak został zmontowany, sklecony w całość. Skoro w galeriach sztuki wiszą szkice wielkich mistrzów, to czemu w kinie mamy nie poznać zaledwie zarysów filmów, które nie zostały ukończone?
13-06-2022, 09:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-06-2022, 09:30 przez simek.)





