Cafe pod Minogą - kolejny polski stary film za mną. Niby z 1959 roku, a ogląda się jak przedwojenny film. Podobny feeling, statyczność czy maniera właśnie z okresu sanacji. Choć pewnie to zabieg celowy, skoro mamy okres okupacji i wg mnie uchwycono dobrze klimat tej przedwojennej Warsiawki. Fabuła trochę do zapomnienia. Jest kilka pamiętnych postaci, np. czarnoskóry warszawiak imieniem Jumbo (fun fact: Wiech nalegał, by go zdubbingować, bo w oryginale literackim Jumbo mówił czystą polszczyzną, a aktor będący Togijczykiem mówił łamaną polszczyzną, ale sprzeciwił się temu reżyser. Fun fact 2: Grający go aktor wspominał, że dobrze żyło się mu w Polsce i nie spotkał się z rasizmem) czy właściciel tytułowej kawiarni. Bardziej ciekawostka. Niech spieszą się z rekonstrukcją cyfrową nim Julki z Twittera dojdą do władzy :).
6/10
Fredek uszczęśliwia świat - tym razem film przedwojenny. I widać to. Od samego początku czuć ramotkowość - o czym świadczy chociażby jakość taśm (szczególne te o milionach rys :)). Tytułowy bohater to wynalazca, który tworzy Skype'a, ale nie uszczęśliwia tym ludzkości. I już wtedy na zdrady mówiono "konferencje" ;). Fabuła dość pretekstowa i służąca do prezentowania ówczesnych szlagierów (główną love interest gra jakaś popularna piosenkarka występująca tu również w roli samej siebie). Występuje tu typowa maniera aktorska, ale uchodzi. Najbardziej mnie urzekł Józef Kondrat jako funfel głównego przyjaciela. Raczej dla sympatyków przedwojennego kina.
5/10
PS. Nie sądziłem, że w 1936 roku w Polsce było znane jiujistu.
6/10
Fredek uszczęśliwia świat - tym razem film przedwojenny. I widać to. Od samego początku czuć ramotkowość - o czym świadczy chociażby jakość taśm (szczególne te o milionach rys :)). Tytułowy bohater to wynalazca, który tworzy Skype'a, ale nie uszczęśliwia tym ludzkości. I już wtedy na zdrady mówiono "konferencje" ;). Fabuła dość pretekstowa i służąca do prezentowania ówczesnych szlagierów (główną love interest gra jakaś popularna piosenkarka występująca tu również w roli samej siebie). Występuje tu typowa maniera aktorska, ale uchodzi. Najbardziej mnie urzekł Józef Kondrat jako funfel głównego przyjaciela. Raczej dla sympatyków przedwojennego kina.
5/10
PS. Nie sądziłem, że w 1936 roku w Polsce było znane jiujistu.
15-06-2022, 21:39






