HERKULES
Heh, a ja akurat wchodzę tu, żeby napisać o "Herkulesie" - moim ulubionym filmie w dzieciństwie.
![[Obrazek: MV5BMmJhODkwOTItNzBlNy00M2Q0LWJlNjgtNzY0...0,281_.jpg]](https://m.media-amazon.com/images/M/MV5BMmJhODkwOTItNzBlNy00M2Q0LWJlNjgtNzY0Mzc5Yzg4N2E1XkEyXkFqcGdeQXVyNzU1NzE3NTg@._V1_QL75_UX500_CR0,47,500,281_.jpg)
Z własnej woli bym na to do kina wtedy nie poszedł, bo chociaż pasjonowałem się jako dzieciak grecką mitologią, reklamy w TV wyglądały fatalnie. Były zmontowane z fragmentów, które pozbawione kontekstu wyglądały niedorzecznie - np. Fil wystrzelony z łuku i przebijający tarcze i inne przeszkody albo zbliżenie na stopy Bóla w sandałach z logiem Herkulesa. Jak nie widziałeś filmu, to co widzisz na takim zwiastunie? Jakiś obwisły różowy brzuch i równie różowe stopy w klapkach. Co to ma być i co to ma w ogóle wspólnego z grecką mitologią? Biorąc pod uwagę, że krótka telewizyjna reklama składała się z takich właśnie ujęć, które - bez kontekstu - robiły dziwne wrażenie i nie kojarzyły się wcale z greckimi mitami - no, nie byłem zachęcony.
Ale trafiła się nam akurat mikołajkowa wycieczka klasowa do kina. Tu wtrącę dwa słowa o nastawieniu ówczesnej dzieciarni. Pani wychowawczyni mówi nam, że na Mikołaja wybierzemy się całą klasą do kina. Klasa oczywiście dopytuje: "A na co?". No to pani odpowiada, że na "Herkulesa". Na co cała klasa niezwykle dojrzałych dziewięciolatków wydaje okrzyk protestu: "Proszę pani, ale to jest BAJKA!!!".
Podobnie kiedy na historii nauczycielka mówiła nam, że dobrze oddano w tym filmie grecką architekturę, któryś z kolegów - choć filmu jeszcze nie widział - stanowczo zaprotestował, że to nie może być tak, jak pani mówi, bo ten film to BAJKA. To tyle o postrzeganiu filmów animowanych w latach 90-tych. W sumie, patrząc po niektórych moich kolegach, podejście pewnych ludzi się od tego czasu nie zmieniło.
Ale teraz o samym filmie! Obejrzałem w kinie i byłem zachwycony. No w sumie nadal jestem, choć oczywiście już nie tak jak kiedyś. Zresztą katowałem "Herkulesa" na VHS-ie do upadłego, więc wiadomo, że się opatrzył i nie dostarcza mi już teraz tych samych wrażeń co kiedyś.
Z góry przepraszam, że moja opinia tutaj będzie chaotycznym ciągiem luźnych, nieuporządkowanych myśli.
Nie ulega wątpliwości, że sporo rzeczy w "Herkulesie" nie ma sensu. Za dziecka dostrzegałem raczej te drobne bezsensowności, takie rzucające się na pierwszy rzut oka, np:
- Narcyz mieszka na Olimpie z bogami. Typ nie był bogiem, więc co on tu robi? Ja wiem, że ten film ma bardzo luźne podejście do greckiej mitologii, no ale robić boga z kogoś, kto nim nie był, to już chyba krok za daleko. I po co? Tylko po to, żeby wrzucić jeden dowcip?
albo
- jakim cudem Herkules utłukł Venus z Milo obie ręce jednym kamieniem? To nie jest możliwe! W "12 pracach Asteriksa" miało to więcej sensu - tutaj nie ma.
Albo dziwne rozplanowanie przestrzenne w niektórych scenach. Na przykład:
- po walce z cyklopem przewracająca się kolumna na jednym ujęciu jest tuż za Herkulesem, a już na następnym dość daleko od niego
- Herkules zrywa kwiat z drzewa. W następnym ujęciu widzimy, że nie miał absolutnie możliwości, żeby dosięgnąć do jakiejkolwiek gałęzi, chyba że ma ręce rozciągliwe jak Elastyna czy Mr Fantastic. Kto wie, może nadludzka siła nie była jedyną supermocą Herkulesa?
- W finale
Ale, tak jak mówię, były to drobiazgi, natomiast umykały mi znacznie większe znaki zapytania i nielogiczności, na których opiera się fabuła.
- Herkules musi zostać bohaterem, by wrócić między bogów. Ale właściwie DLACZEGO? Nie ma wyjaśnienia. Poważnie, dlaczego Herkules ma odzyskać nieśmiertelność, jeśli zostanie bohaterem? Jasne, bohaterstwo unieśmiertelnia człowieka w pewien sposób, ale nie dosłowny. Jak to ma działać? Na tym motywie opiera się cały film, ale nikt w nim nawet nie próbuje wyjaśnić, dlaczego udowodnienie, że jest się herosem, ma uczynić z Herkulesa na powrót boga. Masz przyjąć, że tak jest, i tyle.
- -
Więc taak, film nie ma sensu. Ale i tak to dla mnie najlepsze, co wyszło Disneyowi. Tylko niestety nie za bardzo umiem wyjaśnić, czemu tak lubię ten film. Wiem, że mi się go świetnie ogląda, ale rozebrać go na czynniki pierwsze i wyjaśnić, dlaczego, to już ponad moje siły.
Na pewno animacja jest świetna, fajny humor, ale też... sam nie wiem... Chociaż film jest lżejszy, bardziej komediowy od poprzednich produkcji Disneya, to nie jest jeszcze taką stuprocentową zwariowaną komedią jak "Nowe szaty króla". Niektórzy na to narzekają - że film zatrzymuje się jakby w pół drogi, zamiast docisnąć gaz do dechy. Ale ja właśnie lubię to, że nie poszli tu w pełną parodię, a zamiast tego jest tu dużo - nie wiem, jak to określić - serca, uczuciowości (niektórzy by pewnie powiedzieli, że sentymentalizmu).
Oczywiście Hades jest jednym z najlepszych złoli w disnejowskim kanonie i kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Ale też Megara - femme fatale, tsundere, cyniczna i zgorzkniała, na nowo odkrywająca miłość dzięki Herkulesowi - jest jedną z najlepszych disnejowskich bohaterek. Można by zrobić zarzut, że jest ciekawszą postacią niż główny bohater, i to ona tak naprawdę przechodzi w filmie przemianę, a nie on. Ale jakoś mi to nie przeszkadza.
Od dziecka też uważałem, że wątek miłosny w "Herkulesie" jest urzekająco romantyczny.
Warto zwrócić uwagę, że Herkules w ujęciu Disneya jest starożytnym Supermanem. Co ma sporo sensu, bo Herkules to archetypiczny heros tamtych czasów, tak jak Supek jest archetypicznym herosem czasów obecnych. Analogie rzucają się w oczy. Herkules, jak Superman, ma nadludzkich rodziców, ale wychowany jest przez prostych farmerów. Każdy z tych bohaterów w przełomowym momencie, jako zagubiony nastolatek, udaje się do miejsca, gdzie w pewien sposób spotka się ze swoim nadludzkim ojcem, który udzieli odpowiedzi na dręczące syna pytania i wyjaśni mu, kim naprawdę on jest i co jest jego powołaniem (w "Supermanie" jest forteca wśród śniegów i hologram Jor-Ela, tutaj mamy w tej roli świątynię i posąg Zeusa). Dalej, obaj, i Herkules i Superman, mają nadludzką siłę. Wykorzystują ją, by pomagać ludziom. Każdy z nich ma swoje miasto, w którym działa (Superman Metropolis, Herkules Teby – swoją drogą genialny był pomysł by właśnie Teby, znane z mitologii jako miasto przeklęte przez bogów, stale nękane katastrofami, uczynić miejscem działania Herkulesa – żadne inne z greckich miast nie potrzebowało bohatera bardziej). A w finale Hades, żeby mógł przeprowadzić swój plan, musi jak Lex Luthor kombinować, jak pozbawić swego przeciwnika nadludzkiej siły. No i twórcy nawet dali Herkulesowi pelerynę, żeby jeszczem bardziej podkreślić te analogie i że Herkules ma być w ich wersji starożytnym Supermanem.
Heh, a ja akurat wchodzę tu, żeby napisać o "Herkulesie" - moim ulubionym filmie w dzieciństwie.
![[Obrazek: MV5BMmJhODkwOTItNzBlNy00M2Q0LWJlNjgtNzY0...0,281_.jpg]](https://m.media-amazon.com/images/M/MV5BMmJhODkwOTItNzBlNy00M2Q0LWJlNjgtNzY0Mzc5Yzg4N2E1XkEyXkFqcGdeQXVyNzU1NzE3NTg@._V1_QL75_UX500_CR0,47,500,281_.jpg)
Z własnej woli bym na to do kina wtedy nie poszedł, bo chociaż pasjonowałem się jako dzieciak grecką mitologią, reklamy w TV wyglądały fatalnie. Były zmontowane z fragmentów, które pozbawione kontekstu wyglądały niedorzecznie - np. Fil wystrzelony z łuku i przebijający tarcze i inne przeszkody albo zbliżenie na stopy Bóla w sandałach z logiem Herkulesa. Jak nie widziałeś filmu, to co widzisz na takim zwiastunie? Jakiś obwisły różowy brzuch i równie różowe stopy w klapkach. Co to ma być i co to ma w ogóle wspólnego z grecką mitologią? Biorąc pod uwagę, że krótka telewizyjna reklama składała się z takich właśnie ujęć, które - bez kontekstu - robiły dziwne wrażenie i nie kojarzyły się wcale z greckimi mitami - no, nie byłem zachęcony.
Ale trafiła się nam akurat mikołajkowa wycieczka klasowa do kina. Tu wtrącę dwa słowa o nastawieniu ówczesnej dzieciarni. Pani wychowawczyni mówi nam, że na Mikołaja wybierzemy się całą klasą do kina. Klasa oczywiście dopytuje: "A na co?". No to pani odpowiada, że na "Herkulesa". Na co cała klasa niezwykle dojrzałych dziewięciolatków wydaje okrzyk protestu: "Proszę pani, ale to jest BAJKA!!!".
Podobnie kiedy na historii nauczycielka mówiła nam, że dobrze oddano w tym filmie grecką architekturę, któryś z kolegów - choć filmu jeszcze nie widział - stanowczo zaprotestował, że to nie może być tak, jak pani mówi, bo ten film to BAJKA. To tyle o postrzeganiu filmów animowanych w latach 90-tych. W sumie, patrząc po niektórych moich kolegach, podejście pewnych ludzi się od tego czasu nie zmieniło.
Ale teraz o samym filmie! Obejrzałem w kinie i byłem zachwycony. No w sumie nadal jestem, choć oczywiście już nie tak jak kiedyś. Zresztą katowałem "Herkulesa" na VHS-ie do upadłego, więc wiadomo, że się opatrzył i nie dostarcza mi już teraz tych samych wrażeń co kiedyś.
Z góry przepraszam, że moja opinia tutaj będzie chaotycznym ciągiem luźnych, nieuporządkowanych myśli.
Nie ulega wątpliwości, że sporo rzeczy w "Herkulesie" nie ma sensu. Za dziecka dostrzegałem raczej te drobne bezsensowności, takie rzucające się na pierwszy rzut oka, np:
- Narcyz mieszka na Olimpie z bogami. Typ nie był bogiem, więc co on tu robi? Ja wiem, że ten film ma bardzo luźne podejście do greckiej mitologii, no ale robić boga z kogoś, kto nim nie był, to już chyba krok za daleko. I po co? Tylko po to, żeby wrzucić jeden dowcip?
albo
- jakim cudem Herkules utłukł Venus z Milo obie ręce jednym kamieniem? To nie jest możliwe! W "12 pracach Asteriksa" miało to więcej sensu - tutaj nie ma.
Albo dziwne rozplanowanie przestrzenne w niektórych scenach. Na przykład:
- po walce z cyklopem przewracająca się kolumna na jednym ujęciu jest tuż za Herkulesem, a już na następnym dość daleko od niego
- Herkules zrywa kwiat z drzewa. W następnym ujęciu widzimy, że nie miał absolutnie możliwości, żeby dosięgnąć do jakiejkolwiek gałęzi, chyba że ma ręce rozciągliwe jak Elastyna czy Mr Fantastic. Kto wie, może nadludzka siła nie była jedyną supermocą Herkulesa?
- W finale
Ale, tak jak mówię, były to drobiazgi, natomiast umykały mi znacznie większe znaki zapytania i nielogiczności, na których opiera się fabuła.
- Herkules musi zostać bohaterem, by wrócić między bogów. Ale właściwie DLACZEGO? Nie ma wyjaśnienia. Poważnie, dlaczego Herkules ma odzyskać nieśmiertelność, jeśli zostanie bohaterem? Jasne, bohaterstwo unieśmiertelnia człowieka w pewien sposób, ale nie dosłowny. Jak to ma działać? Na tym motywie opiera się cały film, ale nikt w nim nawet nie próbuje wyjaśnić, dlaczego udowodnienie, że jest się herosem, ma uczynić z Herkulesa na powrót boga. Masz przyjąć, że tak jest, i tyle.
- -
Więc taak, film nie ma sensu. Ale i tak to dla mnie najlepsze, co wyszło Disneyowi. Tylko niestety nie za bardzo umiem wyjaśnić, czemu tak lubię ten film. Wiem, że mi się go świetnie ogląda, ale rozebrać go na czynniki pierwsze i wyjaśnić, dlaczego, to już ponad moje siły.
Na pewno animacja jest świetna, fajny humor, ale też... sam nie wiem... Chociaż film jest lżejszy, bardziej komediowy od poprzednich produkcji Disneya, to nie jest jeszcze taką stuprocentową zwariowaną komedią jak "Nowe szaty króla". Niektórzy na to narzekają - że film zatrzymuje się jakby w pół drogi, zamiast docisnąć gaz do dechy. Ale ja właśnie lubię to, że nie poszli tu w pełną parodię, a zamiast tego jest tu dużo - nie wiem, jak to określić - serca, uczuciowości (niektórzy by pewnie powiedzieli, że sentymentalizmu).
Oczywiście Hades jest jednym z najlepszych złoli w disnejowskim kanonie i kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Ale też Megara - femme fatale, tsundere, cyniczna i zgorzkniała, na nowo odkrywająca miłość dzięki Herkulesowi - jest jedną z najlepszych disnejowskich bohaterek. Można by zrobić zarzut, że jest ciekawszą postacią niż główny bohater, i to ona tak naprawdę przechodzi w filmie przemianę, a nie on. Ale jakoś mi to nie przeszkadza.
Od dziecka też uważałem, że wątek miłosny w "Herkulesie" jest urzekająco romantyczny.
Warto zwrócić uwagę, że Herkules w ujęciu Disneya jest starożytnym Supermanem. Co ma sporo sensu, bo Herkules to archetypiczny heros tamtych czasów, tak jak Supek jest archetypicznym herosem czasów obecnych. Analogie rzucają się w oczy. Herkules, jak Superman, ma nadludzkich rodziców, ale wychowany jest przez prostych farmerów. Każdy z tych bohaterów w przełomowym momencie, jako zagubiony nastolatek, udaje się do miejsca, gdzie w pewien sposób spotka się ze swoim nadludzkim ojcem, który udzieli odpowiedzi na dręczące syna pytania i wyjaśni mu, kim naprawdę on jest i co jest jego powołaniem (w "Supermanie" jest forteca wśród śniegów i hologram Jor-Ela, tutaj mamy w tej roli świątynię i posąg Zeusa). Dalej, obaj, i Herkules i Superman, mają nadludzką siłę. Wykorzystują ją, by pomagać ludziom. Każdy z nich ma swoje miasto, w którym działa (Superman Metropolis, Herkules Teby – swoją drogą genialny był pomysł by właśnie Teby, znane z mitologii jako miasto przeklęte przez bogów, stale nękane katastrofami, uczynić miejscem działania Herkulesa – żadne inne z greckich miast nie potrzebowało bohatera bardziej). A w finale Hades, żeby mógł przeprowadzić swój plan, musi jak Lex Luthor kombinować, jak pozbawić swego przeciwnika nadludzkiej siły. No i twórcy nawet dali Herkulesowi pelerynę, żeby jeszczem bardziej podkreślić te analogie i że Herkules ma być w ich wersji starożytnym Supermanem.
18-06-2022, 12:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-06-2022, 13:07 przez al_jarid.)
Spoiler




