Casablanca (1942)
![[Obrazek: movie-poster-casablanca.jpg?h=699&q=85]](https://images.photowall.com/products/49579/movie-poster-casablanca.jpg?h=699&q=85)
Czyli klasyk, który trzeba znać, jeśli ktoś nazywa siebie kinomanem. Słabo film pamiętałem, zatem uznałem, że na powtórkę czas najwyższy. No i co tu napisać? Tak. Jak najbardziej zasłużony status dzieła ponadczasowego. Może i nie dostrzegałem w nim nigdy takiej wielkości, jak w rok starszym "Obywatelu Kane", ale nie zaprzeczam, że wciąż ogląda się to wybornie.
Początek imo trochę chaotyczny i na wstępie dzieje się ciut za dużo i za szybko. Jednak wraz z momentem, gdy kamera przekracza próg kawiarni Ricka (świetne ujęcie, BTW), widz daje się porwać w ten świat. Doceniam przede wszystkim fakt, że jak na lata 40., to wyjątkowo mało tu do bólu hollywoodzkich zagrywek. Nie ma przesadnej ckliwości, wydarzenia okazują się mieć w miarę sens i trzymają się kupy, no i co najważniejsze - brak oklepanego happy endu. Ba, to chyba też jeden z nielicznych reliktów lat 40., do którego SJW nie powinni się przypieprzać, bo postać Sama nie jest jakimś rasistowskim stereotypem i sprawia raczej pozytywne wrażenie. No chyba, że o czymś nie wiem... ;)
Dialogi są absolutnie wyborne i z tego dzieła mogłaby się wywodzić szkoła umiejętnego ich pisania. Świetna postać Ricka - człowieka, który ma głęboko w dupie idee polityczne, nie lubi ryzykować i chce po prostu mieć swój chleb w Casablance, ale pewne okoliczności zmuszają go do zdrady ideałów. Takich charyzmatycznych gwiazd jak Bogart, to obecnie ze świecą szukać. Choć przyznam, że trochę z uśmieszkiem się ogląda ujęcia w towarzystwie Ingrid Bergman, wiedząc że miał podwyższenie pod stopami i w rzeczywistości był 2 cm niższy od ekranowej partnerki ;)
8/10
BTW. "Casablanca" ma najlepszą stronę w polskiej Wikipedii do filmu jaką widziałem :)
![[Obrazek: movie-poster-casablanca.jpg?h=699&q=85]](https://images.photowall.com/products/49579/movie-poster-casablanca.jpg?h=699&q=85)
Czyli klasyk, który trzeba znać, jeśli ktoś nazywa siebie kinomanem. Słabo film pamiętałem, zatem uznałem, że na powtórkę czas najwyższy. No i co tu napisać? Tak. Jak najbardziej zasłużony status dzieła ponadczasowego. Może i nie dostrzegałem w nim nigdy takiej wielkości, jak w rok starszym "Obywatelu Kane", ale nie zaprzeczam, że wciąż ogląda się to wybornie.
Początek imo trochę chaotyczny i na wstępie dzieje się ciut za dużo i za szybko. Jednak wraz z momentem, gdy kamera przekracza próg kawiarni Ricka (świetne ujęcie, BTW), widz daje się porwać w ten świat. Doceniam przede wszystkim fakt, że jak na lata 40., to wyjątkowo mało tu do bólu hollywoodzkich zagrywek. Nie ma przesadnej ckliwości, wydarzenia okazują się mieć w miarę sens i trzymają się kupy, no i co najważniejsze - brak oklepanego happy endu. Ba, to chyba też jeden z nielicznych reliktów lat 40., do którego SJW nie powinni się przypieprzać, bo postać Sama nie jest jakimś rasistowskim stereotypem i sprawia raczej pozytywne wrażenie. No chyba, że o czymś nie wiem... ;)
Dialogi są absolutnie wyborne i z tego dzieła mogłaby się wywodzić szkoła umiejętnego ich pisania. Świetna postać Ricka - człowieka, który ma głęboko w dupie idee polityczne, nie lubi ryzykować i chce po prostu mieć swój chleb w Casablance, ale pewne okoliczności zmuszają go do zdrady ideałów. Takich charyzmatycznych gwiazd jak Bogart, to obecnie ze świecą szukać. Choć przyznam, że trochę z uśmieszkiem się ogląda ujęcia w towarzystwie Ingrid Bergman, wiedząc że miał podwyższenie pod stopami i w rzeczywistości był 2 cm niższy od ekranowej partnerki ;)
8/10
BTW. "Casablanca" ma najlepszą stronę w polskiej Wikipedii do filmu jaką widziałem :)
19-06-2022, 08:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-06-2022, 15:24 przez Kryst_007.)





